Sklepy tysiącami znikają z rynku

Aż 14,3 tys. placówek handlowych zlikwidowano w Polsce w ciągu roku. Najwięcej – spożywczych i odzieżowych, ale żaden segment rynku nie uszedł cało. Rynek handlowy kurczy się od lat, ale ostatnio tempo spadku przyśpiesza mimo szybkiego wzrostu sprzedaży detalicznej i całej gospodarki. Czytaj dalej

Read more

Sąd do upadłego frankowicza: Przegrałeś, choć masz rację

psav zdjęcie główneGdyby nie wzrost kursu franka w ostatnich latach, frankowiczowi zostałoby do zapłaty już tylko ok. 90 tys. zł plus odsetki i koszt wypowiedzenia umów. Przy czym przychód ze sprzedaży mieszkania przez syndyka wyniesie ok. 200 tys. zł – po likwidacji majątku frankowicz będzie więc dłużny bankowi ok. 50 tys. zł. Upadły postanowił walczyć w sądzie i domagać się tego, by w postępowaniu upadłościowym mógł spłacić tylko to, co pożyczył, a nie to, co wynika z zastosowanego na nim „niezgodnego z polskim prawem instrumentu finansowego”. Postanowienie sędziego komisarza (pierwsza instancja) wydane zostało w marcu 2017 r. Orzeczenie w drugiej instancji (sąd upadłościowy) – w styczniu 2018 r. Frankowicz czekał prawie rok, żeby się dowiedzieć, że przegrał (pierwsza i druga instancja), choć sąd przyznał mu całkowitą rację (druga instancja). I tak naprawdę można by uznać, że jest winny bankowi 90 tys. zł plus odsetki, ale jednak uznajemy, że jest winny 250 tys., bo… w swych pismach do sądu nie zawnioskował o powołanie biegłego, który by obliczył, ile dokładnie (co do złotówki) wynosi wierzytelność banku. Przecież sąd z urzędu tego nie będzie liczył. Przykład ten pokazuje, że instytucja upadłości konsumenckiej rodzi się w bólach, a boli głównie upadłych. Do 2014 r. temat w zasadzie nie istniał. Obecnie na legislacyjnej pustyni wyrasta drzewko, na które trzeba chuchać i dmuchać. W przeciwnym razie niebawem będziemy się cieszyć, że „liczba upadłości konsumenckich w Polsce maleje”, a jednocześnie ludzie będą konać pod płotem. Dużo ogłaszanych, skutecznie przeprowadzonych upadłości to, jak pokazują przykłady Niemiec czy Wielkiej Brytanii, znak siły państwa i jego przepisów. A nie słabości. >>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP. Czytaj dalej

Read more

„Dziesięciu facetów…

„Dziesięciu facetów poszło na piwo i rachunek dla wszystkich wyniósł 100 zł. Jak go tu sprawiedliwie pokryć? Po namyśle zdecydowali się zastosować rozwiązanie znane z działającego w Europie systemu podatkowego: Czterech najbiedniejszych nie zapłaciło nic. Piąty zapłacił złotówkę. Szósty zapłacił 3 złote. Siódmy zapłacił 7 zł. Ósmy zapłacił 12 zł. Dziewiąty zapłacił 18 zł. A ostatni, najbogatszy, zapłacił 59 zł. Jak postanowili, tak zrobili. Przychodzili do baru codziennie, zostawiali 100 złotych – i wszystko było w porządku… do momentu, w którym barman powiedział: „Chłopaki! Jako stałym klientom oferuję wam zniżkę: będziecie płacić tylko 80 złotych”. Faceci ucieszyli się. Powstał jednak problem: jak podzielić nadwyżkę 20 złotych? Na początek ustalili, że czterej najbiedniejsi nadal nie płaciliby nic – ale co z resztą? Zaproponowali, by podzielić ja po równo między tych, co płacą. Wyszło po 3,33 na łebka. Ale w takim razie Piąty i Szósty jeszcze otrzymywaliby pieniądze za picie! Barman zaproponował, że rozłoży tę obniżkę jakoś bardziej proporcjonalnie: Piąty nie zapłacił nic. Szósty zapłacił 2 złote. Siódmy 5 zł. Ósmy 9 zł. Dziewiąty 14 zł. A Dziesiąty 49 zł. Zapłacili, wyszli z baru – i zaczęli liczyć: „Ja otrzymałem tylko złotówkę z tych 20 – oświadczył Szósty – ale on – rzekł wskazując na Dziesiątego – zarobił na tym 10 złotych!” „To prawda! – krzyknął Piąty. – Ja też zarobiłem na tym tylko złotówkę! To niesprawiedliwe, że on zarobił dziesięć razy więcej”. „Dlaczego on dostał 10 złotych, a ja tylko dwa? – zawołał Siódmy. – Bogaci zabierają nam wszystko!”. „Czekajcie! – zawrzasnęli jednym głosem pierwsi czterej. – My nie dostaliśmy w ogóle nic! Ten system opiera się na wyzysku biedaków!”. I zaczęli ochrzaniać Dziesiątego – do czego przyłączyła się reszta. Następnego wieczoru Dziesiąty nie pojawił się w barze. Więc pozostała dziewiątka zaczęła pic sama. Jednak gdy przyszło do płacenia rachunku, okazało się, że nie maja nawet na połowę. I dopiero zaczęli myśleć.” #heheszki #byloaledobre #podatki #wolnyrynek #ekonomia #finanse Czytaj dalej

Read more

Ile kosztuje szkolna wyprawka? Rządowa pomoc pokryje połowę wydatków

psav zdjęcie główneOd września naukę w szkole rozpocznie 4,6 mln dzieci. Wyposażenie ich w podręczniki, piórniki, długopisy, kredki i pozostałe niezbędne sprzęty jest co roku dla rodziców poważnym wyzwaniem finansowym. Jak wynika z dotychczasowych badań CBOS, co roku na ten cel wydawali ok. 600 zł na dziecko. Wypłacane od tego roku rządowe świadczenie 300 plus wystarczy więc na pokrycie połowy tych wydatków. Z analizy przeprowadzonej przez DGP wynika, że na zakup przyborów szkolnych i plecaka potrzeba od 45 do 160 zł. Kwota ta wzrośnie, gdy zdecydujemy się skompletować wyprawkę nie w jednej z popularnych sieci handlowych.Na tym wydatki się nie kończą. Rodzice dzieci, które rozpoczną od września naukę w szkole ponadgimnazjalnej, muszą na własną rękę sfinansować również zakup podręczników. Jak informują księgarnie, za komplet książek do pierwszej klasy liceum trzeba w tym roku zapłacić ok. 350–400 zł. Tańszą alternatywą mo że być nabycie używanych podręczników – koszt 200–250 zł. Początek roku szkolnego wiąże się też z koniecznością zakupu nowych ubrań i butów dla dziecka, opłaceniem składki na komitet rodzicielski, fundusz klasowy, a niekiedy też na organizowaną wiosną wycieczkę czy zajęcia dodatkowe. Dlatego, jak wynika z najnowszych badań Santander Consumer Banku, blisko 6 proc. rodziców ma zamiar pożyczyć pieniądze na wyprawkę od rodziny, przyjaciół lub od banku czy firmy pożyczkowej. Największa grupa zamierza zapłacić za zakupy do szkoły kartą kredytową. Czytaj dalej

Read more

Inwestycje w nieruchomości odporne na inflację? Nie zawsze

psav zdjęcie główneZamartwianie się o potencjalny skok inflacji w sytuacji, gdy GUS właśnie ogłosił wstępne dane za lipiec (2,0 proc. w porównaniu do czerwca 2017 r.), które – według niektórych ekonomistów – miałyby wyznaczać tegoroczny szczyt tempa wzrostu cen, a Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego zapowiedział, że stopy procentowe mogą nie wzrosnąć nawet do końca 2020 r. może wydać się wydumanym problemem. Lecz inwestycja w nieruchomości jest zwykle obliczana na okres wielu lat, nie warto więc przy jej podejmowaniu kierować się tylko bieżącymi warunkami, lecz także takimi, które mogą się pojawić, choćby tylko teoretycznie. Tym bardziej, że nie brak czynników sugerujących, że okres umiarkowanego tempa wzrostu cen nie będzie trwał wiecznie (m.in. rosnące ceny paliw, napięcia geopolityczne).Lekcja z przeszłościZa podstawę do spekulacji weźmy okres od 1967 r. na rynku amerykańskim (chodzi o dostępność i jakość danych). Wcześniej – od wczesnych lat 50. do drugiej połowy lat 60. psav pictureAmerykanie mogli przyzwyczaić się do niskiej inflacji (poniżej 3 proc. w latach 1952-1967 z jednym wyjątkiem w 1957 r.). Efektem stabilnej inflacji na niskim poziomie i solidnego wzrostu PKB, była m.in. rosnąca popularność inwestycji w nieruchomości na wynajem, która zaowocowała uchwaleniem ustawy o REIT-ów (Real Estate Investment Trust). Historyczny kontekst nabiera więc pewnego podobieństwa z aktualną sytuacją także na rodzimym rynku.Wraz z nadejściem lat 70. amerykańska sielanka została przerwana. Wojna w Wietnamie i objęcie urzędu prezydenta przez Richarda Nixona poprzedziły spowolnienie gospodarcze (1970 r.) i zerwanie z powiązaniem wartości dolara ze złotem (1973 r). Efektem był m.in. wzrost inflacji do 11 proc. w 1974 r.Specustawa mieszkaniowa: 7 problemów, o których teraz się mówiJak w takich warunkach spisały się inwestycje w nieruchomości na wynajem? Tragicznie – indeks FTSE Nareit All REIT’s spadł między 1972 r. i 1974 r. o 57,9 proc., a jeśli nie uwzględniać wypłaconych dywidend – o 66,2 proc. Oczywiście REIT-y to jednak tylko akcje, w dodatku zalewarowanych spółek, co nie musi pokrywać się z efektami bezpośrednich inwestycji w nieruchomości. Dla porównania umieściliśmy na wykresie także dynamikę mediany cen domów w USA. Wyskok inflacji spowodował, że ceny sprzedaży domów nie dogoniły inflacji, a w okresie spowolnienia gospodarczego (1969-1970) średnie ceny sprzedaży domów wyraźnie spadały.Opisana sytuacja może być pewną wskazówką – po pierwsze inwestowanie w nieruchomości na wynajem na kredyt jest bronią obusieczną (pomaga zwiększyć stopę zwrotu, gdy nieruchomości drożeją, a dochody z wynajmu rosną, ale w odwrotnej sytuacji mocno ciążą na wynikach), z czym należy się liczyć zwłaszcza w przypadku inwestycji trudnych do szybkiego spieniężenia. Po drugie – w specyficznych warunk Czytaj dalej

Read more

Czy wy naprawdę myślicie, że…

Czy wy naprawdę myślicie, że Bitcoin będzie służył do płatności?Jak dla mnie to nie ma takiego zapotrzebowania na rynku. Lepiej żeby więcej ludzi to przeczytało: Chuj z zarobkiem chciwi prostacy! Jest ważniejsza kwestia niż to że garstka ludzi moze się nachapać. Tui chodzi o wpływ na całą ludzkość i kolejne pokolenia! @Emperor616: Jest zapotrzebowanie. Fiat w gotówce jest anonimowy, karta szybka, tania, wygodna. Po co nam powolny Bitcoin??? Bo kurwa nikt nie powinien mieć władzy nad podażą pieniądza a zwłaszcza rząd. Rząd jest od administracji państwa, to społeczeństwo wytwarza dobra i wartości. Inflacja która nas jawnie okrada, kontrola wszystkich pieniędzy. Np. możliwość zabrania ich bez przyczyny w razie kłopotów banku, lub gdy urząd skarbowy stwierdzi nawet niesłusznie że jesteś winny podatek. Nie potrzebuje nakazu sądowego, ty możesz się odwołać i sądzić. Nie ma domniemania niewinności. To tylko kilka z przykładów. Bitcoin jest genialny, ludzie nie rozumieją że obecny system finansowy jest niedorzeczny bo nie znają innego. Myślą że tak jest ok i tak ma być. Nawet nie widzą jego wad. Bitcoina nikt nie kontroluje a bitcoin nie pyta się rządu o pozwolenie. Jest tylko protokół sprawiedliwy dla każdego tak samo. Nie ma inflacji, Każdy zgubiony przez kogoś BTC wraca do wszystkich po równo przez deflację Tylko realna kondycja gospodarki wpływa na jego wycenę. Nikt nie nagina tego dla swoich potrzeb. Mamy go, korzystamy z niego, on jest dla nas a mimo wszystko nie możemy go zmienić.. W końcu jest uczciwy i odporny na manipulacje. To matematyka. Nawet kurwa nie masz pojęcia jak bardzo go potrzebujemy. Nawet jakbym nie miał na nim zarobić, to bym walczył o to żeby był używany powszechnie przez ludzi. Mamy w końcu taką możliwość, nigdy nie przypuszczałem że będzie możliwość ludzkości się wyrwać z tego zepsutego, fałszywego syfu. Teraz jest ta możliwość. Jeżeli kurwa społeczeństwo jej nie wykorzysta, to będzie to nasz największy błąd i kompletna głupota. To że wady obecnego syfu nie są widoczne na pierwszy rzut oka to nie znaczy że nie istnieją. Jeżeli nam się uda go rozpowszechnić i on przetrwa to i za tysiąc lat będzie to ludzkość wspominała jako wielkie historyczne wydarzenie a pseudonim Satoshiego będzie wszystkim znany Newton czy Einstein. Tak jak różne narody obchodzą dzień niepodległości, dzień wyrwania się spod okupacji, tak i to wydażenie też będzie uzyskaniem niepodległości, tyle że finansowej. Daj mi kontrolę nad podażą pieniądza narodu i nie będzie mnie obchodzić kto tworzy jego prawa.” – Mayer Amschel Rothschild #kryptowaluty #bitcoin #finanse #inwestycje #oszukujo #gownowpis #cybertag Czytaj dalej

Read more

Szansa dla bitcoina czy złudna nadzieja?

psav zdjęcie główneWprowadzenie ETF, którego bazowym aktywem jest cena bitcoina w relacji do dolara, do regulowanego obrotu na giełdzie w USA byłoby prawdopodobnie kamieniem milowym dla kryptowalut. Bitcoin wszedłby do “mainstreamu”, co zwiększyłoby zainteresowanie tym instrumentem, a także mogłoby przyczynić się do zwiększenia tempa jego szerszej adopcji w globalny system finansowy. Tak się jednak nie stało, co było jednym z czynników powodujących presję na ceny kryptowalut w ostatnim czasie. Obecnie nie zapowiada się, aby w najbliższym czasie ETF-y oparte o bitcoina czy inną kryptowaluty pojawiły się na regulowanym rynku. Od środy jednak dostępny jest dla inwestorów w USA (na rynku OTC) instrument, który może dawać handlującym namiastkę takiego procesu. Mowa o szwedzkim “Bitcoin Tracker One”, notowanym pod skrótem CXBTF. To ETN (exchange traded note) i zasadniczo różni się od ETF tym, że występuje dodatkowe ryzyko jego wystawcy, a nie tylko aktywa które śledzi. Od 2015 r. notowany jest on na szwedzkiej giełdzie, gdzie był dostępny tylko za euro lub szwedzką koronę. Teraz będzie to możliwe w USA i za dolary. Instrument ten jest zbieżny m.in. do “Bitcoin Investment Trust”. To podobny fundusz dostępny również na OTC (GBTC) i wcielony w życie w 2013 r., notowany jednak z wyższą premią ponad cenę rynkową. Czy to może wpłynąć istotnie na cenę bitcoina? Raczej nie wywoła negatywnych reakcji, ponieważ ułatwia kolejnym uczestnikom globalnego rynku posiadanie bitcoinowych ekspozycji bez faktycznego ich kupowania. To jednak cały czas są środki doraźne, które mogą dodatnio oddziaływać na cenę bitcoina w sprzyjających okolicznościach, niekoniecznie jednak chronić przed istotnymi dalszymi spadkami. A cena najpopularniejszej z kryptowalut znajduje się cały czas w bliskiej okolicy najniższych poziomów od połowy listopada ub.r. Lokalne szczyty cen bitcoina są od początku roku coraz niższe. Rynkowi wyraźnie brakuje pozytywnych wiadomości, które mogłyby ponownie znacznie zwiększyć popyt na kryptowaluty. Dopóki ich adopcja nie stanie się większa, a bitcoin czy inna kryptowaluta nie stanie się obiektem większego zainteresowania inwestorów instytucjonalnych, dopóty prawdopodobieństwo presji spadkowej na ich ceny będzie się utrzymywać.Kiedy kupować bitcoiny, żeby zarobić? Amerykańscy naukowcy znaleźli odpowiedź Czytaj dalej

Read more