Obserwuję rynek nieruchomości we Wrocławiu, ponieważ chciałbym w niedalekiej przyszłości 'iść na swoje’, ale cały czas nie mogę znaleźć nic sensownego. Rynek wtórny to z reguły jakaś głęboka komuna z chorymi cenami. Rynek pierwotny i ceny ofertowe to jakiś kosmos i wybór jest naprawdę skromny. Zauważyłem, że jeden z deweloperów nagle zaczął robić 'promocję’ z bonami do sklepów typu leroy/castorama, bo 70% mieszkań jest niesprzedanych, a inwestycja za rok jest do odbioru. Nie dziwię się jednak, jak w takiej inwestycji przeważają klitki 25-35m2 po 11k/m2… Spójrzcie na przykład ze zdjęcia… Co o tym sądzicie? Rynek nieruchomości dalej przeżywa złoty okres?
Z moich szybkich wyliczeń wynika, że inwestor chcący kupić takie mieszkanie za gotówkę (+wykończenie, +garaż) i oczekujący ROI na poziomie 5% netto r., musiałby wynajmować to mieszkanie za ~2.300 PLN (z rachunkami ~500 PLN), czyli czynsz najmu ~1.800 PLN – i to jeszcze przy założeniu, że mieszkanie jest wynajmowane 12 m-cy i nie trzeba robić remontów. Jak spojrzymy jednak na rynek najmu w styczniu (dane z bankiera, 01/2021), to średnia wartość najmu takich metraży, to ~1.617 PLN.
Wiadomo, nie jest to porównywanie jabłka do jabłka, ale mam wrażenie, że zaczynają się robić chore widły pomiędzy oczekiwaniami obu stron najmu (no sh#t sherlock!). Co się więc stanie, jak za 1-3 lata deweloperzy zaczną oddawać te cudowne mikro apartamenty po 11-13k/PLN? Inwestor z gotówką zadowoli się marnymi 4-5%? Co na to inwestor jadący na kredycie? Ugniemy się i przystaniemy na takie ceny, no bo przecież 'rynek tak wygląda’? Stopy procentowe w górę/dół?
Nie jestem ekspertem, ale chciałem sprowokować do dyskusji i poznać punkt widzenia innych mirków 🙂
#wroclaw
#nieruchomosci
#flipmieszkania
#deweloperka
#finanse