Samotni rodzice, aby dostać 500+, muszą mieć zasądzone alimenty

psav zdjęcie główneW przypadku wsparcia na pierwsze dziecko, którego przyznanie zależy od kryterium dochodowego, warunek jest zrozumiały. Jednak 500+ na drugie i następne dzieci nie jest uzależnione od sytuacji materialnej rodziny. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie orzekł, że jeśli rodzic wnioskuje o pieniądze na kolejnego potomka, nie musi mieć orzeczenia o alimentach. Wtedy dofinansowanie przysługuje z automatu. Tyle że Ministerstwo Pracy nie zgadza się z wyrokiem i nie zamierza zmieniać swojego stanowiska. Z pisma przesłanego do gmin wynika, że tego samego oczekuje od samorządów. Po wyroku warszawskiego sądu były już wiceminister rodziny Bartosz Marczuk wskazywał, że analogiczne rozwiązanie obowiązuje od lat w systemie świadczeń rodzinnych. To, zdaniem ekspertów, błędne myślenie w kontekście dodatkowych pieniędzy na dzieci. Dlaczego? Świadczenia rodzinne są zawsze powiązane z dochodem, w przeciwieństwie do wsparcia rządowego wynikającego z 500+. – To zbieranie zbyt wielu informacji, szczególnie że nie mają żadnego prawnego znaczenia w kontekście rządowego programu pomocy na dzieci – tłumaczy Krzysztof Śmiszek z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego.Sędzia Dorota Hildebrand-Mrowiec, prezes Stowarzyszenia Sędziów
Rodzinnych w Polsce, potwierdza DGP, że nie ma podstaw dla stawiania
wymogu ustalenia przez sąd obowiązku alimentacyjnego w przypadku
drugiego i kolejnego dziecka. – Przepisy prawa powinny być tak
skonstruowane, aby nie utrudniały życia samotnym rodzicom – wskazuje.
Można zapytać, czy rzeczywiście konieczność dostarczenia zaświadczenia o
zasądzonych alimentach jest tak wielkim problemem? Dla jednych to
formalność, ale dla innych przeszkoda nie do pokonania. Kluczowe jest
to, że jest utrudnieniem, które po pierwsze nie dotyczy rodzin pełnych,
po drugie nie wiadomo, czemu służy, a po trzecie jest zaprzeczeniem
zasady, że 500+ na drugie i kolejne dziecko należy się bezwarunkowo. –
Stawianie takich warunków samotnym rodzicom nie jest fair – podkreśla
Katarzyna Stadnik, prezeska Stowarzyszenia dla Naszych Dzieci.
Spytaliśmy Elżbietę Rafalską, szefową resortu pracy, czy zamierza
zmienić swoje stanowisko i uznać wyrok warszawskiego sądu. Do zamknięcia wydania nie dostaliśmy odpowiedzi.Sąd orzekł, ministerstwo poprawiaGminy
mają trzymać się litery prawa – pisze resort rodziny do samorządów.
Przypomina, że wymóg ustalenia alimentów dotyczy wszystkich rodziców
starających się o 500+. Choć co innego orzekł niedawno sąd.Wciąż
nie milkną echa wyroku, który zapadł 18 września br. przed Wojewódzkim
Sądem Administracyjnym (WSA) w Warszawie w sprawie warunków przyznawania
świadczenia wychowawczego samotnym rodzicom. Opisywane na łamach DGP
orzeczenie (sygn. akt I SA/Wa 601/18) dotyczyło art. 8 ust. 2 ustawy z
11 lutego 2016 r. o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci (t.j. Dz.U. z
2017 r. poz. 1851 ze zm.). Zgodnie z tym przepisem warunkiem otrzymania
przez samotnego rodzica świadczenia wychowawczego na dziecko jest
ustalenie na nie alimentów. WSA w
Warszawie, rozpatrując sprawę, w której rodzic nie otrzymał 500 zł z
powodu niespełnienia tego wymogu, orzekł jednak, że przepis ten
obowiązuje tylko wtedy, gdy chodzi o świadczenie na pierwsze dziecko.
Jeśli matka lub ojciec wnioskują o wsparcie na drugiego (tak było w tym
przypadku) lub kolejnego potomka, nie muszą dokumentować orzeczenia
alimentów, bo wtedy 500+ przysługuje bez żadnych dodatkowych kryteriów.Ministerstwo dyscyplinujeWyrok
warszawskiego WSA, niewątpliwie korzystny z punktu widzenia samotnych
rodziców, budzi kontrowersje z uwagi na stanowisko Ministerstwa Rodziny,
Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS). Dlatego resort przesłał do gmin
specjalne pismo, w którym nakazał, by bezwzględnie trzymały się ustawy. Ministerstwo
przypomna samorządom, że orzeczenie wraz z zawartą w jego uzasadnieniu
tezą „stoi w całkowitej sprzeczności z jednoznacznym zapisem art. 8 ust.
2.”. Podkreśla, że świadczenie wychowawcze nie należy się, jeśli
samotnemu opiekunowi nie zostały ustalone alimenty na dziecko – bez
znaczenia pozostaje zaś fakt, czy jest to pierwszy, czy kolejny
wstępniak w rodzinie, bo żadnego ograniczenia lub zastrzeżenia w tym
zakresie nie zawiera ani ten, ani żaden inny przepis ustawy. Kombinowanie zamiast prawdyPo
co taki warunek? Wprowadzając go, resort tłumaczył, że ma sprawić, by
osoby ubiegające się o 500+ składały oświadczenia zgodne ze stanem
faktycznym. Jest to zrozumiałe, gdy świadczenie jest uzależnione od
dochodu. Ale w przypadku drugiego i kolejnego dziecka stan faktyczny nie
powinien państwa interesować, bo 500+ miało się należeć na nie bez
żadnych dodatkowych warunków. I należy się – ale tylko w pełnych
rodzinach.Były już wiceminister
rodziny Bartosz Marczuk przekonywał, że ten przepis nie utrudnia w żaden
sposób życia ludziom, którzy deklarują prawdę, bo jeżeli ktoś jest
samotnym rodzicem, to – poza kilkoma wyjątkowymi przypadkami, gdy np.
ojciec jest nieznany lub drugi rodzic nie żyje – ma zasądzone alimenty
lub stara się o to. Ale to nie do końca prawda. Wymóg jednych zmusza do
podejmowania działań, których nie chcą, innych skłania do kombinowania.Jak
to w praktyce działa, pokazuje przykład pani Z. Wychowuje ona dwoje
dzieci, których ojcem jest pan A. Obecnie jest jednak w związku z panem
B. Z byłym partnerem rozstała się w zgodzie, od kilku lat dobrowolnie
przekazuje on jej określone kwoty na utrzymanie dzieci. Nigdy nie
potwierdzali tego w sądzie. Starając się o 500+ na kolejny okres
zasiłkowy, pani Z dowiedziała się jednak, że musi mieć zasądzone
alimenty, żeby otrzymać świadczenie. Ponieważ nie chciała zakładać
sprawy, postanowiła, że nie będzie we wniosku deklarować, że jest
samotną matką. Zgodnie z prawdą jako członka swojej rodziny wpisała
obecnego partnera, pana B. Okazało się jednak, że jeśli nie jest w
związku z ojcem swoich dzieci, traktowana jest jako samotna matka. I
musi mieć zaświadczenie o alimentach. Aby uprościć formalności i
otrzymać świadczenie, pani Z wpisała zatem do wniosku, że pozostaje w
związku z panem A. Tym oto sposobem, rząd, chcąc zmusić obywateli do
składania deklaracji zgodnych ze stanem faktycznym, skłonił panią Z do
kłamstwa. Które w tym wypadku było możliwe ze względu na dobre relacje z
byłym partnerem. Ale nie zawsze się to udaje. Dyskryminacja samodzielnych–
Obciążający, dyskryminujący i stygmatyzujący – podsumowuje ten wymóg
mecenas Danuta Wawrowska z ruchu „Alimenty to nie prezenty”. I dodaje,
że część rodziców straci przez to świadczenie, bo zawsze jest grupa,
która się sądu boi i nie chce mieć z nim do czynienia. Wtóruje
jej Katarzyna Stadnik, prezeska Stowarzyszenia Dla Naszych Dzieci. –
Rodzice samodzielni są grupą dyskryminowaną przez państwo. Rządzący o
niej nie pamiętają albo starają się utrudnić jej życie – przekonuje. Dlaczego
tak się dzieje? – Standardowa rodzina to mama, tata i dzieci. A
samotnego rodzica z dziećmi rząd nie uznaje za rodzinę – podkreśla.Z
taką oceną zgadza się dr Krzysztof Śmiszek z zarządu Polskiego
Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego. Jego zdaniem jest to naruszenie
konstytucyjnej zasady równego traktowania. –
Bo dlaczego ci, którzy są samotnymi rodzicami, muszą robić więcej niż
ci, którzy wpisują się w model rodziny promowany przez rząd? Państwo
może nierówno traktować obywateli, ale tylko wtedy, kiedy jest to
uzasadnione potrzebą. Tu jej nie widzę – mówi. –
To także wyraz braku zaufania do obywatela. Państwo musi działać na
podstawie prawa i w granicach prawa. Mamy też konstytucyjną zasadę
zaufania obywateli do państwa, która w tym przypadku może zostać
zachwiana – dodaje. Innym problemem,
na który zwraca uwagę, jest nadmierne zbieranie danych o obywatelach,
zwłaszcza tych, którzy nie odgrywają takiej społecznej roli, jaką
promuje obecny rząd. Szczególnie, że nie mają one żadnego prawnego
znaczenia w kontekście otrzymania zasiłku.–
Nasuwa się pytanie, dlaczego państwo żąda nadmiernych informacji o
takich rodzinach, co się stanie z tymi informacjami. Po co państwu
wiedza, czy rodzic się stara o alimenty? Dla mnie zbieranie
niepotrzebnych danych od wyszczególnionej kategorii obywateli, w tym
przypadku kierowanie się ich stanem cywilnym, jest bardzo niepokojące.
To wykroczenie poza normalne funkcjonowanie administracji – ocenia
ekspert.>>> Polecamy: Zatrudnienie alimenciarza na czarno może oznaczać nawet 45 tys. zł kary