Tez tak macie, ze wraz ze…

Tez tak macie, ze wraz ze wzrostem dochodow wzrastaja wasze wydatki? ale nie na rzeczy, ktore obiektywnie podnosza poziom waszego zycia tylko jakis shit typu gownozarcie czy niepotrzebne pierdoly po 20-50 zl dziennie bo to przeciez „drobne wydatki” a potem okazuje sie, ze przez miesiac zbiera sie pokazna sumka ( ͡° ʖ̯ ͡°)

#kiciochpyta #wydatki #finanse

Kiedyś źli kułacy, którym…

Kiedyś źli kułacy, którym trzeba było zabrać, teraz przedsiębiorcy którym trzeba zabrać. Urodziłem się w komunie, pierwszy raz seks uprawiałem w kapitalizmie, a wnuki będę bawił chyba zmowu w komunizmie, bo jak widać Polacy kochają socjalizm. No nic, dziś nadszedł ten dzień i po naradzie z żoną przewalutowaliśmy wszystkie nasze oszczędności (zgodnie z zasadą dywersyfikacji).

#polityka #neuropa #finanse

Dobra, lecimy z tematem. Post…

Dobra, lecimy z tematem. Post 1.

Pierwszy post będzie nieco mieszany, troszkę edukacyjny, troszkę analityczny. Na ruszt weźmiemy ofertę abonamentu na Hyundaia Tucsona od https://www.hyundaiabonament.pl który finansowany jest przez MasterLease (Najdłużej działający firma oferująca głównie najem długoterminowy, w trakcie przejęcia przez PKO Leasing). Abonament porównamy z ofertą najmu długoterminowego od mLeasing. Auto w tej samej wersji, przyjęta cena 74k PLN brutto. Powiedzmy że to realna oferta po wyrwanych rabatach, może ciut za niska. Ale zanim suche porównanie to trzeba omówić czym jest abonament, a czym najem.

Abonament
Produkt który zyskuje na popularności, pojawia się zazwyczaj okresowo, nie jest kampanią stałą. Wygląda podobnie jak leasing, ale leasingiem do końca nie jest. Aby umowa była leasingiem, czas jej trwania musi być równy 40% normatywnej amortyzacji. W przypadku aut to minimum 2 lata. A abonament na auto trwa również 12 miesięcy. Księgowi rozliczają auto jak leasing 50% VAT odliczenia, netto+50% VAT w koszta. Oferta dostępna zarówna dla firm jak i osób prywatnych. Nie wpłacamy nic na początku, ponosimy jedynie koszt rejestracji 350PLN netto. Poza tym tylko rata. Na Hyundaia przy 2 latach i 20k km/rok rata wynosi 1699 PLN brutto. Całkiem przyjemnie jeśli uwzględnimy, że w tym jest ubezpieczenie (koszt roczny polisy to 2,99% auta (pakiet dealerski), 2212,60 PLN na rok), serwis oraz opony wraz z wymianą i przechowywaniem. A ciekawie się robi jak przyjrzymy się i30 za 899PLN brutto na 12 miesięcy… Z historii były kampanie fiat 500 za 500PLN brutto prowadzona przez PKO. Polisa jak i serwis w racie, minus taki że 13k km/rok.

Najem długoterminowy
Od leasingu różni się tym że klient ustala limit kilometrów, zakres najmu (serwis, opony, ubezpieczenie, assistance w racie), na koniec najmu dokonuje się zwrotu auta leasingodawcy. Umowa ma zapis, że klient MA PRAWO WYKUPIĆ auto na koniec umowy, a nie ZOBOWIĄZUJE SIĘ DO WYKUPU jak to jest w tradycyjnym leasingu. Zapamiętajcie: w Polsce nie ma leasingów w którym można zwrócić auto. Księgowo okey, bo z księgowego punktu widzenia najem i leasing jest tym samym. W praktyce na koniec leasingu auto trzeba wykupić. Najem nie dotyczy konkretnych aut, możemy wybrać każde auto, ugrać na nim rabat i pójść do firmy która taki produkt oferuje aby przeliczyła ofertę. Największe: mLeasing, PKO, MasterLease, GetIn (chyba jeszcze oferują). Są jeszcze Arval od BNP, ALD oraz inne tak zwane „finansowania fabryczne” np. VWLeasing. Nie współpracuje z nimi, ale czasami konkuruję ofertą – ALD i Arval mocne oferty, nie wiem jak jakość. VWLeasing czasami wygrywam ponieważ najem liczą od ceny katalogowej nie od ceny po rabatach. Przy ofercie należy oszacować roczny przebieg, Kowalski robi 20k km/rok, czy chcemy serwis (przy niskich przebiegach odradzam, im dłuższy okres i większe przebiegi tym warto się zastanowić), czy chcemy opony (taniej wychodzi robić to samemu), ubezpieczenie w racie (tu zależy od zniżek, czasami lepiej wziąć obce, a w 1 roku dealerskie). Im większy rabat ugramy od dealer’a, tym niższą dostaniemy ratę. Założenie najmu jest takie, że nie dokonuje się wpłaty własnej ani nie wykupuje się auta na koniec umowy. Suma opłat jeśli by to liczyć wychodzi po 130% np. w 2 lata. Najem jest na tyle skomplikowanym produktem, ponieważ ma wiele wypadkowych, że zawsze liczony jest indywidualnie pod konkretne auto, wyposażenie itd. Ciekawostka: kolor metalik zwiększa RV (wartość końcową przez co mamy niższą ratę) o 3%( ͡º ͜ʖ͡º). Produkt dotyczy auta nowych, ewentualnie demo, należy wtedy dodać przebieg do zakładanego limitu, od autoryzowanych dealerów. Na koniec umowy podjeżdżamy na umówione miejsce, leasing dokonuje oględzin pojazdu zgodnie z Przewodnikiem Zwrotu Pojazdów: https://pzwlp.pl/pliki_do_pobrania_na_www/publikacje/PZWLP_Przewodnik_Zwrotu_Pojazdow_2011.pdf
dopłaca się ewentualny nadprzebieg oraz uszkodzenia. Warto miesiąc przed zwrotem pojechać na serwis i naprawić uszkodzenia, wyjdzie taniej niż wyliczy to leasingodawca. Zwroty bez zarzutów przebiegają w mLeasing oraz PKO, klienci skarżą się na MasterLease oraz GetIn. Chociaż to pewnie też zależy jaki rzeczoznawca się trafi.

Porównanie:
Abonament w MasterLease:
koszt 1699zł brutto/miesiąc, 24 miesiące, 40k km, ubezpieczenie w racie, serwis, opony
+gotowy produkt
+min. 12 miesięcy
-nie możemy zmienić pojazdu, doposażyć go
Najem mLeasing: 1920,84zł brutto/miesiąc, 24 miesiące, 40k km, ubezpieczenie w racie (może się zmienić po roku), serwis, opon
+/-droższy jeśli bierzemy full opcje, ale przy minimalny zaangażowaniu – własne opony, własne ubezpieczenie, własny serwis wyjdzie taniej
+możemy wybrać dowolne auto które chcemy na rynku
-minimum 2 lata

I dla ciekawskich informacja o abonamencie, bo jak można (przeszły czas, bo oferta już nie oferowana) dostać fiata 500 za 500zł/miesiąc?! A więc leasing dogadywał się z importerem aut na konkretne zamówienie, wtedy było chyba 300 lub 400 aut. Dostawał mega rabat, robił pod to leasing, dogadywał się z ubezpieczycielem na niską taryfę i wypuszczał na rynek mega ofertę. Wiem że fiat 500 to nie auto premium, ale np. za 6k za rok mogliście zrobić kampanie marketingową gdzie do wygrania był NOWYCH SAMOCHÓD Z SALONU ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■ Co dalej dzieje się po roku lub dwóch jak auta wracały do finansującego? Na rynku był wylew rocznych/dwuletnich aut, w tej samej konfiguracji, dobrze doposażonej, przebieg do max 26k km. Przy takiej sile manipuluje się cenami rynkowymi. Kowalski który chciał takie auto sprzedać za 20k, wszedł na otomoto i patrzy że jest 300 ofert po 30k, więc nie będzie wystawiał taniej, tylko dostosuje się do średniej. Także leasing zarabiał 2x sprzedając te auta po zawyżonej cenie.

#przedsiebiorczosc #finanse #leasing #kredyt #motoryzacja #motoleasing

Chcesz spłacić kredyt przed czasem? Sąd orzeka na twoją korzyść

psav zdjęcie główneTak orzekł wczoraj w polskiej sprawie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. To dobra wiadomość dla konsumentów, którzy często, na skutek niekorzystnej dla nich interpretacji przepisów ustawy o kredycie konsumenckim (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1083), spłacając pożyczkę przed czasem, otrzymywali jedynie proporcjonalny zwrot odsetek, ubezpieczenia czy innych opłat zależnych od czasu trwania umowy. Instytucje pożyczkowe nie chciały natomiast oddawać opłat jednorazowych za uruchomienie kredytu, takich jak np. prowizja (patrz: grafika).
– Ten wyrok przyczyni się do zwiększenia ochrony konsumentów na rynku usług finansowych – komentuje Maciej Taborowski, zastępca rzecznika praw obywatelskich. Jak zaznacza, nie ma już teraz wątpliwości co do tego, że konsument w przypadku wcześniejszej spłaty zobowiązania musi otrzymać proporcjonalny zwrot wszelkich opłat od niego pobranych, obojętnie, jak opłaty te zostaną określone przez instytucję kredytową.
Niekorzystna Praktyka
Spór powstał na tle art. 49 wspomnianej ustawy. Ten bowiem stanowi jedynie, że klient spłacający przed terminem kredyt ma prawo otrzymać zwrot kosztów, „które dotyczą okresu, o który skrócono czas obowiązywania umowy”, nawet jeśli poniósł je przed tą spłatą. Banki przyjęły więc niekorzystną dla konsumentów interpretację i podzieliły opłaty na dwie kategorie. Do pierwszej zaliczały wynagrodzenie za korzystanie z pieniędzy, a do drugiej opłaty za samą usługę udzielenia kredytu, w której mieści się m.in. pensja konsultanta, rachunek za przygotowanie umowy czy wynajęcie biura. I, zdaniem instytucji pożyczkowych, tylko te pierwsze mieściły się w kategorii opłat, o których mówi art. 49 ustawy o kredycie konsumenckim. Na innym stanowisku stali rzecznik finansowy i Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Organy te w 2016 r. wydały wspólną interpretację spornego przepisu. Stwierdziły wówczas, że zwrot odnosi się do wszystkich kosztów, niezależnie od ich charakteru oraz tego, kiedy faktycznie zostały poniesione. W przypadku wcześniejszej spłaty zadłużenia instytucja kredytowa powinna zatem proporcjonalnie obniżyć pobrane już opłaty, a następnie oddać klientom ich należną część.
Spór zakończony
Spór znalazł swoje odzwierciedlenie – nie mogło bowiem być inaczej – w orzecznictwie polskich sądów. Ten rozdźwięk zauważył Sąd Rejonowy Lublin-Wschód z siedzibą w Świdniku. I zadał pytania prejudycjalne Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Chciał wiedzieć, w jaki sposób należy interpretować dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie umów o kredyt konsumencki. Czy zgodnie z nią konsument, w przypadku dokonania wcześniejszej spłaty kredytu, ma prawo do obniżenia całkowitego jego kosztu, w tym również o koszty, na których wysokość nie ma wpływu długość trwania umowy kredytowej. TSUE uznał wczoraj, że tak właśnie jest.
„(…) skuteczność prawa konsumenta do obniżki całkowitego kosztu kredytu byłaby osłabiona, gdyby obniżenie kredytu mogło ograniczyć się do uwzględnienia jedynie kosztów przedstawionych przez kredytodawcę jako zależne od okresu obowiązywania umowy, ponieważ (…) wysokość i podział kosztów są określane jednostronnie przez bank, a rozliczenie kosztów może obejmować pewną marżę zysku” – wskazał TSUE.
– Cieszę się, że trybunał podzielił przedstawione przeze mnie stanowisko w pytaniu prejudycjalnym – mówi Mateusz Półtorak, asesor orzekający w SR Lublin-Wschód w Lublinie, autor pytania. Jak wskazuje, najbardziej cieszy go to, że w treści wyroku TSUE wprost podzielił zaprezentowane przez niego argumenty, wskazując, iż przyjęcie interpretacji odmiennej skutkować mogłoby praktyką banków do obciążania konsumentów wyższymi opłatami jednorazowymi w chwili zawarcia umowy, z jednoczesnym ograniczeniem do minimum kosztów zależnych od okresu trwania umowy (przykładowo odsetek).
– Pozytywnie oceniam więc wyrok TSUE, gdyż skutkować będzie zagwarantowaniem konsumentom pełnej i skutecznej realizacji ich praw, przyznanych im przez instytucje unijne – kwituje Mateusz Półtorak.
Z rozstrzygnięcia zadowolony jest również RPO.
– Takie było stanowisko rzecznika od samego początku – zaznacza Maciej Taborowski. I przypomina, że w Sądzie Najwyższym czekają na odpowiedź pokrywające się z pytaniem, na które odpowiedział wczoraj TSUE, zagadnienia prawne przedstawione przez Sąd Okręgowy w Warszawie.
– SN zapewne weźmie pod uwagę wyrok TSUE i rozstrzygnie wątpliwości warszawskiego sądu na korzyść konsumentów – przewiduje zastępca RPO. Jak bowiem mówi, sądy krajowe muszą orzekać zgodnie z TSUE.
Podobnego zdania jest asesor.
– Wyrok trybunału powinien zakończyć spór co do zakresu obniżki kosztów kredytu w przypadku wcześniejszej spłaty, panujący w orzecznictwie sądów powszechnych w Polsce oraz innych krajach Unii Europejskiej. Skoro organem uprawnionym do dokonania wykładni przepisów prawa unijnego jest TSUE i wskazał on na prawidłową interpretację tego uregulowania, to powszechnie przyjmuje się, iż wiąże ona inne organy orzecznicze w kontekście szeroko rozumianej zasady acte eclaire (aktów wyjaśnionych) – tłumaczy Mateusz Półtorak.
Jego zdaniem więc nie jest konieczna ingerencja ustawodawcy w treść art. 49 ustawy o kredycie konsumenckim.
– Sądy polskie jako sądy unijne zobowiązane są do zapewnienia pełnej skuteczności norm prawa unijnego, a w przypadku nieprawidłowej implementacji dyrektywy – do pominięcia uregulowań krajowych i oparcia swoich rozstrzygnięć na przepisach dyrektywy – kwituje nasz rozmówca.
>>> Czytaj też: Kredyty hipoteczne z ujemną stopą procentową to nowa norma na świecie? [GALERIA]

Trudna sprzedaż ubezpieczeń

psav zdjęcie główneW branży ubezpieczeniowej od dawna mówi się o tym, że przy sprzedaży polis kluczowe jest zidentyfikowanie potrzeb klienta i wyjście im naprzeciw, a nie zachęcanie do konkretnych produktów. Wynika to ze specyfiki branży.Ubezpieczenia przydają się w razie zdarzeń, o których wolimy nie myśleć, takich jak śmierć, choroba, wypadek samochodowy czy pożar. Jednak, jak zwraca uwagę prof. Dominika Maison w książce „Polak w świecie finansów”, trudność psychologiczna ubezpieczeń polega na tym, że jeżeli nic złego się nie wydarzy, niektórym osobom może wydawać się, że kupując polisę niepotrzebnie wydały pieniądze. Takie podejście potencjalnych klientów nie ułatwia życia sprzedawcom i sprawia, że nie wszystkie kanały zapewniają dotarcie do klienta.– Polacy nie są w pełni świadomi korzyści wynikających z posiadania zabezpieczenia majątku, zdrowia czy życia za pomocą ubezpieczenia. To wpływa na drugie istotne zjawisko, czyli brak nawyku kupowania ubezpieczeń poza obligatoryjnymi, jak ubezpieczenie OC pojazdów mechanicznych czy nieruchomości, kiedy ubiegamy się o kredyt hipoteczny. W efekcie nie posiadamy też zazwyczaj wystarczającej wiedzy, żeby wybrać odpowiedni produkt, dlatego chętnie korzystamy z pomocy pośredników ubezpieczeniowych – tłumaczy Łukasz Zoń, prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych.Doświadczenia ubezpieczycieli pokazują, że w Polsce sprzedaż przez internet i telefon nie sprawdziła się. Kilkanaście lat temu na polskim rynku pojawiły się podmioty, które liczyły, że uda im się dzięki sprzedaży bezpośredniej obniżyć składkę i pozyskać klientów. Życie pokazało, że nadzieje były płonne. Polak ciągle przy zakupie ubezpieczenia potrzebuje pomocy agenta.Tak pewnie będzie do czasu, aż kolejne pokolenie zacznie kupować ubezpieczenia. Dzisiejsi nastolatkowie prawdopodobnie będą mieli zupełnie inne podejście do takich kwestii, jak własność i posiadanie, a to będzie znacząco wpływało na potrzeby ubezpieczeniowe. Ekonomia współdzielenia wpłynie nie tylko na ofertę ubezpieczycieli, ale też na sposób sprzedaży. Do tego młodzi ludzie już dziś żyją w świecie internetu i wszystko, co się da, załatwiają tą drogą. Trudno przypuszczać, że w ubezpieczeniach będzie inaczej, szczególnie tych prostych, które nie wiążą się ze zobowiązaniami finansowymi na wiele lat. Niewykluczone, że w Polsce będzie tak, jak w Wielkiej Brytanii, gdzie według danych nadzoru finansowego za 2017 r. ponad 60 proc. ubezpieczeń komunikacyjnych oraz 27 proc. ubezpieczeń mienia było sprzedawanych bezpośrednio. Tymczasem w Polsce sprzedaż bezpośrednia w tym czasie wynosiła 13 proc., z czego internetowa 2,5 proc.Affinity, czyli polisa razem z produktemNa znaczeniu zyskuje kanał affinity, czyli dystrybucja polis powiązana ze sprzedażą innych produktów bądź usług, na przykład przelotów, telefonów komórkowych czy sprzętu AGD. Tutaj łatwo pokazać konsumentowi potrzebę posiadania polisy. Jak podaje Polska Izba Ubezpieczeń w ubiegłorocznym raporcie „Cyfryzacja sektora ubezpieczeń w Polsce”, coraz częściej ubezpieczyciele interesują się tworzeniem ekosystemów, czyli współpracą z firmami spoza sektora ubezpieczeniowego. Ubezpieczenia pojawiają się więc nie tylko w ofercie banków, ale też np. operatorów telefonów.”Ciekawym rozwiązaniem jest np. oferowanie assistance domowego wraz z umową na dostawę prądu czy ubezpieczanie transakcji zawieranych w internecie.”Kanał affinity to szansa dla pośredników na wejście w nowe obszary, w których dotychczas nie byli obecni, o ile wypracują atrakcyjny produkt i znajdą partnera biznesowego, we współpracy z którym będzie on sprzedawany. Takim rozwiązaniem jest np. oferowanie assistance domowego wraz z umową na dostawę prądu czy ubezpieczanie transakcji zawieranych w internetowym serwisie aukcyjnym.Sprzedaż affinity to także ubezpieczenia dołączane do smartfonów, laptopów czy telewizorów w sieciach handlowych czy telekomach. Parę lat temu produkty te sprawiały klientom mnóstwo kłopotów, na co zwracał uwagę Rzecznik Finansowy. Wydawało by się, że zła sława może im zaszkodzić, tymczasem ubezpieczyciele wyciągnęli wnioski i poprawili warunki umów. Dzięki temu sprzedaż w tym kanale rozwija się dobrze, z korzyścią dla wszystkich zainteresowanych. Ciągle jednak ubezpieczyciele mają tu przestrzeń do działania. Do zagospodarowania pozostaje rynek mniejszych sklepów, które w pojedynkę nie są atrakcyjnym dystrybutorem z punktu widzenia towarzystwa, ale razem z innymi podobnymi sobie podmiotami mogą wygenerować spory wolumen sprzedaży.Na świecie ekosystemy tworzone przez ubezpieczycieli z firmami spoza sektora rozwijają się coraz lepiej. Przykładem jest globalna współpraca ogłoszona w 2016 roku przez towarzystwo ubezpieczeń AXA z Alibabą oraz należącą do grupy Alibaba spółką Ant Financial Services, w wyniku której AXA może sprzedawać swoje produkty za pośrednictwem platformy sprzedażowej online partnera oraz oferować wybrane ubezpieczenia, korzystając z sieci dystrybucji spółki finansowej.Cyfryzacja wymusza zmianyGłównym trendem, który można zauważyć na rynku ubezpieczeń w obszarze sprzedaży polis jest cyfryzacja. Jej potrzeba wynika ze zmieniających się zachowań współczesnych konsumentów, dla których internet stał się naturalnym pośrednikiem w robieniu zakupów czy zamawianiu usług. Mimo, że Polacy najchętniej korzystają z usług agentów, to od cyfryzacji uciec się nie da, gdyż na rynek ubezpieczeń wchodzą bowiem nowe pokolenia konsumentów, dla których wirtualna obsługa jest czymś naturalnym i oczekiwanym.– Coraz częściej towarzystwa i pośrednicy testują nowe rozwiązania ułatwiające kontakt z klientem i sprzedaż w postaci wirtualnych agentów czy nawet pełnej automatyzacji sprzedaży z wykorzystaniem sztucznej inteligencji – zauważa Łukasz Zoń.Rozwój nowych technologii wymusza też zmiany w sposobie komunikacji z klientami, którzy mają coraz więcej możliwości samodzielnego kształtowania ofert, doboru produktów, zakupu ubezpieczeń online, a z drugiej strony agenci mają możliwość komunikowania się z klientami przez takie kanały, jak np. Skype czy Messenger. Pojawiały się też próby sprzedaży polis tą drogą, ale sposób ten się nie przyjął.Przy zakupie ubezpieczeń klienci ciągle, ku utrapieniu agentów, kierują się głównie ceną. To daje szansę na rozwój multiagencji, które wykorzystują porównywarki internetowe, przy pomocy których klient może znaleźć dla siebie najtańsze ubezpieczenie. Mimo starań ubezpieczycieli, jednym z głównych kryteriów, którym kieruje się konsument, wybierając ubezpieczenie, jest wysokość składki, więc sprzedaż multiagencyjna rozwija się dobrze.Przeciwko temu burzą się agenci wyłączni, którzy okopali się na swoich pozycjach i nie przyjmują do wiadomości nawet tego, że klienci zamiast na zakres ochrony patrzą na cenę. Tymczasem takie myślenie niełatwo będzie zmienić, skoro mimo dominacji sprzedaży agencyjnej klienci najchętniej kupują to, co jest najtańsze. I klient, który ma możliwość znalezienia tańszej polisy w multiagencji niż u agenta wyłączonego, chętnie skorzysta z tej opcji.Inaczej jest na rynku brokerów, którzy wykonują działalność na rzecz i w imieniu klienta, czyli starają się dla klientów wynegocjować najkorzystniejszy zakres ubezpieczenia. Brokerzy doradzają głównie firmom i ich pozycja jest niezagrożona. Wynika to z faktu, że program ochrony firmy przed nieprzewidzianymi zdarzeniami, jest produktem bardziej złożonym i wymaga szczegółowej analizy ryzyk i otoczenia biznesowego firmy przez brokera. Jednak tutaj też rządzi cyfryzacja, tyle że nowoczesne narzędzia pożądane przede wszystkim w obszarze bieżącego zarządzania ryzykiem, polisami i procesami odszkodowawczymi.Cyfryzacja nie musi oznaczać marginalizacji sprzedaży agencyjnej, gdyż nowoczesne rozwiązania mogą także służyć do usprawnienia obsługi klienta. Wydaje się, że nie da się uniknąć wielokanałowości, co pozwoli dotrzeć zarówno do klientów tradycyjnych, przywiązanych do kupowania ubezpieczenia agenta, jak i młodych, żyjących w świecie nowych technologii. Nie każdy produkt ubezpieczeniowy będzie też można kupić online, gdyż nowoczesne technologie nie rozwiążą braku wiedzy finansowej i umiejętności dopasowania skomplikowanych rozwiązań ubezpieczeniowych do własnych potrzeb.Autor: Regina Skibińska 

Polacy są winni sądom blisko pół miliarda złotych. Rekordzista ponad 48 mln zł

psav zdjęcie główneJak wskazano, jeszcze w 2017 r. w KRD widniało ponad 122 tys. zobowiązań na łączną kwotę ponad 210 mln zł. Obecnie liczba zobowiązań sięga 268 tys., a ich wartość 485,5 mln zł – wyliczył KRD.
Dzięki specjalnej platformie do wpisywania dłużników w biurze informacji gospodarczej, sądy upubliczniają coraz więcej nieopłaconych zobowiązań – powiedział PAP prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej Adam Łącki. „Wartość wpisanych nawiązek na rzecz Skarbu Państwa, orzeczonych grzywien czy kosztów sądowych jest dwa razy większa niż w 2017 roku” – wskazał.Według Rejestru największa wartość kar finansowych nałożonych przez sądy powszechne pochodzi z województwa pomorskiego. Jego mieszkańcy mają do oddania 81 mln zł. „Ponad połowę tej kwoty musi oddać jeden z mieszkańców powiatu słupskiego. Mężczyzna został wpisany przez sąd na kwotę sięgającą ponad 48 milionów złotych. Zobowiązanie wynika z tytułu orzeczonego przepadku korzyści majątkowej” – powiedział Łącki.Drugie miejsce pod względem zadłużenia wobec sądów zajmuje Mazowsze (67,9 mln zł), a trzecie – Śląsk (53,7 mln zł). Najmniej wobec wymiaru sprawiedliwości zadłużeni są mieszkańcy woj. świętokrzyskiego (5 mln zł), podkarpackiego (6,2 mln zł) i opolskiego (6,6 mln zł) – wyliczył KRD.Według danych Rejestru dłużnikami wymiaru sprawiedliwości najczęściej są mężczyźni, którzy mają do oddania w sumie ponad 423 mln zł. Polki natomiast muszą uregulować 32 tys. zobowiązań na kwotę 55,5 mln zł.Polacy między 36. a 45. rokiem życia muszą oddać sądom powszechnym 189,7 mln zł, a osoby w wieku 26-35 lat – 94 mln zł. Najmniej (20 mln zł) mają do oddania seniorzy i millenialsi, czyli urodzeni w latach 80′ i 90′ XX wieku (31 mln zł).Jak przypomniał KRD, w 2015 roku weszła w życie nowelizacja Kodeksu karnego, nakazująca sądom wpisywanie dłużników do biur informacji gospodarczej. Wymiar sprawiedliwości musi wpisywać wszystkich, którzy mają zasądzone kary finansowe wynikające z Kodeksu karnego wykonawczego, czyli np. grzywnę, nawiązki na rzecz Skarbu Państwa, koszty sądowe bądź przepadki korzyści majątkowej. Pracownicy sądów umieszczają skazanych w Krajowym Rejestrze Długów za pośrednictwem specjalnej platformy, która zaczęła działać w marcu 2017 r. >>> Czytaj także: Długi Polaków przekroczyły 76,6 mld zł. Rekordzista ma do spłacenia 71 mln zł

Prawda jest taka, że…

Prawda jest taka, że „Titanic” tonie. Mowa tu oczywiście o Ethereum. Nagadali wam bzdur, że to rewolucja, że cały przemysł potrzebuje wymieniać się nicniewartymi ciągami znaczków, że lodówka i pralka muszą się ze sobą komunikować za pomocą tokenów i takie tam bzdury. Wisienką na torcie jest zupełna nieprzewidywalność i niejasność w stosunku do tej pseudo kryptowaluty. Poważne koncerny świata miałyby się uzależniać od jakiegoś szita prowadzonego przez ruskiego dzieciaka? Bądźmy poważni.

Teraz może pojawić się pytanie typu no dobra, ale dlaczego bitcoin jest lepszy w sensie dlaczego ktoś potrzebowałby bitcoina? Nie znam się na korporacjach, giełdach itd., ale wiem jedno. Szary człowiek potrzebuje bitcoina, żeby uczciwie i przejrzyście oszczędzać. Bitcoin to najbardziej przejrzysta kryptowala. Świat już wybrał. Bitcoin jest numerem jeden. Lamusy mogą straszyć flippeningami, ale wystarczy, że co dwa lata soibie zerkniecie na cenę i już będziecie wiedzieć co wybiera świat.

Ethereum – tonący statek. Uciekajcie czym prędzej, bo, tak jak na prawdziwym Titanicu, szalup nie starczy dla każdego.

Game Over https://coinmarketcap.com/currencies/ethereum/

#bitcoin #ethereum #kryptowaluty #finanse #pieniadze

Religię ze szkół należy…

Religię ze szkół należy wyprowadzić. Każdy ma prawo do swojej wiary, jednak żadna z nich nie powinna być faworyzowana. Zajęcia z religii powinny być prowadzone w salach katechetycznych i finansowane przez związek wyznaniowy.

Praca 21,7 tys. nauczycieli religii w 2018 roku kosztowała budżet 1 482 mln.

Za te pieniądze można kupić ponad 1500 karetek pogotowia, zbudować ponad 6000 mieszkań i zbudować blisko 200 nowych żłobków. Ponadto można wybudować za te pieniądze 114 basenów.

Za mało jest języków obcych w szkołach. Za mało plastyki i przedmiotów ścisłych. Religia jest zawsze i wszędzie.

Tylko lewica mówi o tym. Tylko lewica chce to zmienić.

Głosuj mądrze tej jesieni.

Tutaj cały program Lewicy – KW Sojusz Lewicy Demokratycznej

#religia #wiara #polska #lewica #lewicarazem #partiarazem #razem #kosciol #finanse #gospodarka #pieniadze #ekonomia #neuropa #4konserwy #polityka