Dlaczego np. państwa mogą…

Dlaczego np. państwa mogą drukować pieniądze praktycznie bez konsekwencji? Teraz na poziomie Unii nie mówi się już o miliardach na walkę z kryzysem, ale kwoty sięgają już nawet 1,5 biliarda, podkreślam biliarda. Czyli jeżeli można od tak kreować takie pieniądze lub transferować je z jakichś źródeł to przecież już dawno można byłoby podratować medycynę, szkolnictwo i wiele wiele innych dziedzin.

Specjaliści mówią, że gospodarstwa domowe mogą i powinny oszczędzać, a państwa w czasie kryzysu powinny być rozrzutne. Według mnie to podejście gryzie się ze zdrowym rozsądkiem. Nie rozumiem gospodarki na poziomie pańśtwowym. Jedynie rozumiem gospodarkę na poziomie przeciętnego Kowalskiego, który kupuje chleb, naprawia rower, obrabia świnie, robi stronę internetową. Na tym poziomie pieniądze, praca, inowacja nie biorą się z powietrza i tu dobrze to rozumiem. Jednak na poziomie państwa nagle pieniądze spadają z nieba, a przynajmniej rządy robią takie wrażenie. Według mnie to wrażenie jest złudne i to tak nie działa, ale mogę się mylić. Mam przypuszczenia, ale nie muszę się w nie zagłębiać. Poszedłem prostszą drogą i wybrałem bitcoina, którego rozumiem i wiem, że tam moje pieniądze są bezpieczne i wiem w jaki sposób są tworzone. Amen.

#bitcoin #kryzys #ekonomia #gospodarka #swiat #polska #pieniadze #finanse #oszczedzanie

Wakacje kredytowe nie tylko w pandemii. Banki chcą w zamian zmniejszenia podatku

psav zdjęcie główneW ciągu dwóch miesięcy obowiązywania wakacji kredytowych wprowadzonych przez sektor bankowy chęć skorzystania z nich zgłosiło niemal milion klientów. Zdecydowana większość to osoby indywidualne, ale wnioski o zawieszenie spłaty złożyło też ponad 100 tys. firm. Rząd wrócił natomiast do pomysłu ustawowych wakacji kredytowych (pierwszy raz zaproponował takie rozwiązanie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, ale szybko się z tego wycofano). Projekt przepisów to część tarczy 4.0, przyjętej w ubiegłym tygodniu przez Radę Ministrów. Pomysł zakłada możliwość zawieszenia spłaty kapitału i odsetek na wniosek osób, które „tracą pracę lub inne główne źródło dochodu”.
Zgodnie z oceną skutków regulacji możliwość skorzystania z zawieszenia na trzy miesiące spłaty kredytów (kapitału i odsetek) w pesymistycznym scenariuszu na rynku pracy będzie oznaczała dla gospodarstw domowych oszczędności rzędu 1‒1,5 mld zł. Dla banków – ubytek w dochodach w tej samej skali. Nie zaskakuje więc, że bankowcy są do pomysłu nastawieni sceptycznie. – Kredyt bankowy to nasz podstawowy produkt. Pobieramy odsetki po to, żeby zapłacić deponentowi, pokryć ryzyko, a także zapewnić bezpieczne i stabilne funkcjonowanie banku, który zatrudnia ludzi i nieustannie musi inwestować w technologię dla swoich klientów. Teraz pojawia się inicjatywa, która mówi „macie ten produkt przez trzy miesiące udostępniać za darmo”. W stosunku do innych branż nie ma takich pomysłów – mówi Przemysław Gdański, prezes BNP Paribas Bank Polska.
W ramach branżowego moratorium w trakcie zawieszenia spłaty rat odsetki są naliczane, co wiąże się ze wzrostem raty lub koniecznością wydłużenia czasu spłaty kredytu.
– Nie jest właściwe, by banki jeszcze dociskać wakacjami kredytowymi, gdy warunki działania są trudniejsze niż kiedykolwiek, a od stabilności sektora bankowego będzie zależało to, jak szybko gospodarka będzie wychodziła ze spowolnienia. Zyski banków już w I kw. były o niemal 50 proc. niższe niż rok temu. A pandemia zaczęła się w połowie marca. Reszta roku będzie gorsza. Spadły stopy procentowe ‒ to również przełoży się negatywnie na wyniki. Cały czas obowiązuje wysoki podatek bankowy. Nie wydaje się fair, że mielibyśmy go płacić także od kredytów, za które nie będziemy dostawać odsetek – dodaje Gdański.
Projekt, który znalazł się w Sejmie, nie przewiduje daty granicznej dla składania wniosków o zawieszenie spłaty kredytu. – Nie ma żadnej formuły ograniczeń czasowych. To jest niepoważna sprawa, jeśli ktoś miałby po trzech latach skorzystać z tego instrumentarium – mówił wczoraj dziennikarzom Tadeusz Białek, wiceprezes Związku Banków Polskich. Oznacza to również, że jeśli parlament nie zmieniłby rządowego projektu, możliwość skorzystania z wakacji kredytowych wprowadzono by na stałe.
Bankowcy mają więcej uwag do szczegółowych rozwiązań zaproponowanych przez rząd.
– Jeśli już taki projekt musi być wprowadzony w życie, to powinien być rzetelnie dopracowany. Powinien obejmować wyłącznie te kredyty hipoteczne, które finansują faktyczne miejsce zamieszkania kredytobiorcy, a nie np. mieszkania na wynajem. Ponadto banki powinny mieć możliwość weryfikacji, czy faktycznie doszło do utraty pracy. Co w przypadku znalezienia nowej pracy czy źródła dochodu przez korzystającego z wakacji? Wreszcie ‒ co ważne dla stabilności banków ‒ powinna być możliwość odliczenia utraconych odsetek od podatku bankowego – uważa Przemysław Gdański.
Zgodnie z obowiązującą ustawą budżetową podatek od instytucji finansowych (płacony nie tylko przez banki) ma w tym roku dać państwowej kasie prawie 4,9 mld zł.
– Projekt w tej wersji oceniamy bardzo krytycznie. To jest nie fair, biorąc pod uwagę, że sektor ogromnym wysiłkiem przeprocedował milion wniosków i na stole znajduje się propozycja, która w żaden sposób nie nawiązuje do tego, co zrobiły banki, a co zostało zgłoszone do europejskich władz jako moratorium pozaustawowe – mówił wczoraj Tadeusz Białek. – Nie wiadomo, jak ma to być wdrożone od strony operacyjnej. Konstrukcja zawieszenia umowy kredytowej jest nieznana w polskim prawie. Są też kwestie podatkowe ‒ ktoś, kto skorzysta z zawieszenia spłaty, ewidentnie odnosi korzyść i bank powinien wystawić mu PIT-8C – dodawał przedstawiciel bankowej organizacji.
Projekt przepisów wskazuje, że klient banku, który skorzystał z moratorium na spłatę kredytu wprowadzoną przez banki, miałby prawo również do wakacji ustawowych. Dotyczyłyby one jednej umowy w jednym banku (bankowcy wskazują, że posiadacze kredytów w kilku różnych instytucjach nie byliby dotknięci tym ograniczeniem). Rządowa ustawa obejmie również klientów firm pożyczkowych. One w ramach samoregulacji proponowały wakacje kredytowe na miesiąc. ©℗>>> Polecamy: Polacy szukają bezpieczeństwa inwestycji nawet kosztem utraty siły nabywczej

Polacy szukają bezpieczeństwa inwestycji nawet kosztem utraty siły nabywczej

psav zdjęcie główneJak zwraca uwagę HRE, pod koniec kwietnia Polacy w rodzimych bankach trzymali prawie 858 miliardów złotych, przy czym w bankach dochodzi do sporych przetasowań – lokaty są zamykane, a pieniądze z nich trafiają na rachunki bieżące i oszczędnościowe.
Z lokat odpłynęło w kwietniu ponad 12 miliardów złotych, co stanowi największy miesięczny spadek od końca 1996 r., czyli od kiedy publikowane są stosowne dane. Jednak jednocześnie na rachunki wpłynęło prawie 19 miliardów – prawie tyle samo co w rekordowym marcu 2020 r. Oznacza to, że odpływ kapitału z lokat z nawiązką uzupełniany jest poprzez wpłaty na rachunki oszczędnościowe i bieżące.
„Ten dopływ jest tak duży, że w sumie przez ostatnie dwa miesiące mamy do czynienia z gwałtownym przyrostem oszczędności trzymanych w bankach. Nie jest to przypadek. Winien jest koronawirus i związane z nim restrykcje” – napisano w analizie HRE. Podkreślono jednocześnie, że epidemia spowodowała ograniczenia konsumpcji, zwiększenie skłonności do oszczędzania i ucieczkę od ryzykownych aktywów, czego bezpośrednią ofiarą były np. fundusze inwestycyjne notujące poważne odpływy środków.
W ocenie eksperta HRE, nie ulega wątpliwości, że Polacy chcieliby przetrzymać oszczędności w relatywnie bezpiecznych aktywach, ale irytuje ich fakt, że oprocentowanie lokat w bankach jest bardzo niskie, przez co inflacja pożera wartość kapitału.
Beneficjentem tych zmian było na początku epidemii złoto, którego przez pewien czas po prostu brakowało, co wywindowało wyceny kruszcu do poziomów niewidzianych nigdy wcześniej w historii. Z kolei pod koniec kwietnia nastąpił chwilowy boom na detaliczne obligacje skarbowe, jednak od maja oferta papierów skarbowych jest znacznie gorsza.
Dane sugerują, że coraz więcej osób decyduje się na inwestowanie oszczędności na rynku nieruchomości, jednak rzeczywistą skalę zainteresowania rynkiem mieszkaniowym ze strony inwestorów będzie można ocenić dopiero wtedy, gdy napłyną stosowne dane o zawieranych dziś transakcjach, a więc dopiero za około pół roku.
Według HRE oszczędności Polaków w bankach rosną od lat: jeszcze rok temu Polacy trzymali w nich o 74 miliardów mniej niż dziś (789 mld zł), a przed dekadą nasze bankowe oszczędności były ponad 2 razy niższe niż obecnie. Wtedy na lokatach i rachunkach spoczywało 359 miliardów.
„Tak poważny wzrost nie powinien być niczym zaskakującym” – ocenia HRE, wskazując, że zamożność, a wraz z nią skłonność do oszczędzania rosną od lat. Jak wynika z danych CBOS, na które powołuje się analiza, obecnie 61 proc. Polaków ma oszczędności. Dla porównania rok temu odsetek ten był na poziomie 55 proc., a 10 lat temu 37 proc. Instytut podaje też wynik za 2007 rok. Wtedy do posiadania oszczędności przyznało się tylko 23 proc. rodaków.
>>> Czytaj także: To nie koniec cięcia oprocentowania lokat

Dodatkowy zasiłek opiekuńczy ma być przedłużony do 28 czerwca

psav zdjęcie główneDodatkowy zasiłek opiekuńczy przysługuje przez okres, na jaki zostały zamknięte żłobki, kluby dziecięce, przedszkola, szkoły, placówki pobytu dziennego oraz inne placówki lub w związku z niemożnością sprawowania opieki przez nianie lub opiekunów dziennych z powodu covid-19.
Z dodatkowego zasiłku mogą skorzystać rodzice i opiekunowie, którzy nie mogą posłać dzieci do placówek opiekuńczych z powodu zamknięcia tych placówek w związku z epidemią, ale także rodzice i opiekunowie, którzy pomimo otwarcia takiej placówki nie zdecydują się na posłanie do niej dziecka.
Dotychczas zasiłek ten przewidziany był do 14 czerwca. Natomiast, jak wynika z informacji przekazanej PAP przez wiceministra Szweda, trwają prace legislacyjne, by został przedłużony do 28 czerwca, czyli do końca roku szkolnego.
„Jednocześnie rozporządzenie to daje upoważnienie Radzie Ministrów, aby można było rozszerzyć przyznawanie zasiłku opiekuńczego o kolejne miesiące – w przypadku wakacji chodziłoby o żłobki i przedszkola” – tłumaczył Szwed.
Rozporządzenie ma wejść w życie – jak przekazał wiceszef MRPiPS – z dniem ogłoszenia, z mocą od 25 maja 2020 r.
Zdaniem Stanisława Szweda, „to rozwiązanie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom rodziców, którzy z różnych względów jeszcze nie chcą wysyłać dzieci do przedszkoli czy żłobków”.
Rząd umożliwił od 6 maja br. otwarcie placówek opieki nad najmłodszymi dziećmi – to możliwość, nie obowiązek. Decydują o tym organy założycielskie we współpracy z pracownikami powiatowych służb sanitarnych po przeanalizowaniu sytuacji epidemicznej w regionie i po konsultacji z rodzicami.
Z kolei od poniedziałku w szkołach podstawowych są organizowane zajęcia dla klas I-III. Jednocześnie nadal ma się odbywać nauka zdalna. Forma zajęć dla uczniów klas I-III ma być uzależniona od warunków epidemicznych panujących na terenie danej gminy, w której szkoła się znajduje oraz od możliwości spełnienia wytycznych Ministra Edukacji, Ministra Zdrowia i Głównego Inspektora Sanitarnego.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami dodatkowy zasiłek opiekuńczy przysługuje na dotychczasowych zasadach zarówno dla rodziców i opiekunów dzieci do lat 8 jak i dzieci i osób niepełnosprawnych. Wypłacany jest za każdy dzień sprawowania opieki. Przysługuje on matce lub ojcu dziecka, a wypłacany jest temu z rodziców, który o niego wystąpi. O korzystaniu z zasiłku pracownik powinien poinformować swojego pracodawcę, zleceniobiorca – swojego zleceniodawcę, a osoba prowadząca działalność gospodarczą bezpośrednio do ZUS.
Dodatkowego zasiłku nie wlicza się do limitu 60 dni zasiłku opiekuńczego w roku kalendarzowym, przyznawanego na tzw. ogólnych zasadach.
autor: Dorota Stelmaszczyk>>> Czytaj też: Minister zdrowia: Drugiego lockdownu już nie da się zrobić

Marcin Dec: Czy istnieje kredyt idealny? [FELIETON]

psav zdjęcie główneEkonomiści zastanawiają się nad tym od lat i choć nie wypracowali jednoznacznych konkluzji, nie rozkładają bezradnie rąk. Bo, parafrazując słowa brytyjskiego matematyka Marcusa du Sautoya, dość precyzyjnie wiemy, co wiemy, oraz wiemy, czego nie wiemy.
Na czym polega problem? Chcemy znaleźć taki kredyt hipoteczny, którego zaciągnięcie da nam największą nadwyżkę postrzeganych korzyści z posiadania własnego M nad szacowanymi przez nas kosztami obsługi zobowiązania. Nie chodzi jedynie o finansowy wymiar kalkulacji – czyli o próbę odpowiedzi na pytanie: jaką pożyczkę opłaca się wziąć? Odpowiedź na nie jest jedna: żadnej. Opłacać to może się inwestycja, nie zobowiązanie. Nam chodzi o subiektywne poczucie użyteczności z posiadanego na kredyt mieszkania w stosunku do comiesięcznego dyskomfortu spłaty należnej bankowi raty.
Jednym z najważniejszych podejść do uwzględnienia subiektywnej oceny przyszłości oraz preferencji jest koncepcja dyskontowania hiperbolicznego (hyperbolic discounting). Ekonomia behawioralna potwierdziła, że ludzie wolą szybkie, lecz mniejsze zyski – np. 50 zł dziś niż 100 zł za rok, ale jednocześnie, jeśli zysk jest odłożony w czasie, gotowi są dłużej na niego poczekać – np. wolą 100 zł za sześć lat niż 50 zł za pięć lat. Okazało się też, że te wybory nie zależą od wiedzy o sytuacji na rynku finansowym, lecz, po pierwsze, od tego, jak bardzo preferujemy „dziś” w stosunku do „przyszłości”, oraz, po drugie, jak mocno w tej długiej „przyszłości” dyskontujemy każdy kolejny rok. Im oba te czynniki są sobie bliższe, tym bardziej jesteśmy cierpliwi; a im bardziej od siebie oddalone – tym bardziej jesteśmy w gorącej wodzie kąpani. Koncepcja dyskontowania hiperbolicznego jest ciekawa, ale choć przeprowadzono wiele badań, to jeszcze nie mamy całkowitej pewności, czy najlepiej opisuje postrzeganie przez nas czasu.
Druga, mniej kontrowersyjna, idea potrzebna do zrozumienia wyboru optymalnego okresu kredytowania to koncepcja dyskontowania na rynku finansowym – innymi słowy wartość pieniądza w czasie. W tym przypadku mamy do czynienia ze zobiektywizowaną oceną, bo gdy indywidualne opinie uczestników bardzo się od siebie różnią, mogą oni zawrzeć kontrakt, wpływając tym samym na cenę pieniądza. Na przykład jeśli ktoś uważa, że 3 proc. na rocznym depozycie jest korzystną stawką, to po kilku takich transakcjach bank zapewne ją obniży. W efekcie tysięcy takich dostosowawczych zachowań na rynku stopy procentowe na poszczególne terminy zyskują cechę obiektywnej oceny wartości pieniądza w czasie.
W 2015 r. Wolfgang Breuer (Politechnika w Akwizgranie) oraz Thorsten Hens (Uniwersytet w Zurychu) odpowiedzieli na nasze główne pytanie – na jak długo brać kredyt hipoteczny? – łącząc oba mechanizmy: subiektywnych preferencji w czasie i obiektywnej wartości pieniądza w czasie. Naukowcy zbadali rynki kredytowe ponad 30 państw, zestawiając ich charakterystykę z danymi demograficznymi i kulturowymi. Okazuje się, że im bardziej jesteśmy niecierpliwi, tym bardziej preferujemy zwiększanie okresu kredytowania. Dzieje się tak dlatego, że korzyści z pożyczki zyskujemy natychmiast, zaś dyskomfort regulowania zobowiązań poniesiemy w przyszłości, co nas – niecierpliwych – niespecjalnie obchodzi. W takich przypadkach – to znaczy kiedy kredytobiorcy są „szybcy”, a stopy rynkowe relatywnie niskie – optymalnym wyborem będzie maksymalnie długi dostępny na rynku kredyt. Jeśli zaś mamy dużo cierpliwości i istotne dla nas jest to, jaki będzie stan naszych finansów za miesiąc i za dekadę, a na dodatek stopy procentowe są relatywnie wysokie, optymalnym wyborem będzie bardzo krótki okres kredytowania.
Nie mniej ważną częścią przytoczonych badań jest próba analizy cech całych społeczeństw, które wpływają na te wybory. Takie zmienne jak religia czy wykształcenie nie wykazały statystycznie istotnych wyników – z wyjątkiem protestantyzmu, którego pozytywny związek z cierpliwością i długością kredytów jest już zauważalny. Dużo ciekawsze rezultaty osiągnięto po wprowadzeniu agregatów cech społeczeństw zaproponowanych przez socjologa Gerta Verhofstadta, m.in. stopnia indywidualizmu lub kolektywizmu, unikania niepewności czy roli płci (zmaskulinizowane lub sfeminizowane). Niespodziewanie okazało się, że społeczeństwa, które cechuje duży stopień indywidualizmu oraz intensywniej unikają niepewności, są na ogół skłonne zadłużać się na maksymalne dostępne na rynku terminy. Dlaczego niespodziewanie? Bo nie w pełni zgodne z intuicją – można by zakładać, że ktoś z dużą awersją do niepewności nie będzie zadłużać się na np. 40 lat.
Ale najciekawsze jest to, że społeczeństwa mówiące w językach, w których nie można opuścić zaimka, aby powiedzieć np. „ja myślę” (czyli np. język angielski i niemiecki), są silnie indywidualistyczne i wybierają dłuższe terminy kredytowania od użytkowników języków „kolektywistycznych”, w których nie trzeba czasowników poprzedzać zaimkiem osobowym. Cóż, może wybór długości kredytowania to wcale nie jest wybór ekonomiczny.>>> Czytaj też: Frank szwajcarski będzie w tym roku rekordowo drogi [PROGNOZY]