Postanowiłem sobie dorobić i…

Postanowiłem sobie dorobić i popracować za 60 groszy.

500+ to jeden z najlepszych możliwych programów ekonomicznych, jakie zostały wprowadzone w ostatnim czasie. W obecnej gospodarce kapitalistycznych krajów wysoko rozwiniętych(a do takich Polska należy https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/dolaczylismy-do-elitarnego-grona-polska,23,0,2416663.html ) dominuje podaż nad popytem. Można to łatwo sprawdzić i pokazać – chociażby na podstawowym towarze – żywności. W Polsce marnuje się 9 milionów ton żywności(z tego 6,6 mld przez branżę spożywczą) rocznie. Pomińmy całkowicie aspekty moralne, ponieważ one mnie w tym zagadnieniu nie interesują i skupmy się na aspekcie ekonomicznym. Wyrzucenie 9 mln ton żywności rocznie oznacza ni mniej, ni więcej, ale całkowity bezsens pracy tysięcy osób przy jej produkcji, następnie przy jej przetworzeniu, dostawie. Co więcej – są to odpady i następnie trzeba wykonać kolejną pracę tylko po to, by je usunąć. Co dowodzi także błędnej tezy o niewidzialnej ręce rynku, ponieważ gdyby działała, to by nie doprowadzała do takiej nadprodukcji(swoją drogą pytanie do moich krytyków – kto z was przeczytał Bogactwo Narodów Adama Smitha i faktycznie widział oryginalne użycie tej metafory i jej kontekst?). Z tych 9 mln ton, te 6,6 mln ton żywności nie przyniosło zysków. Oznacza to, że przyniosło straty podmiotom gospodarczym je produkującym. Ktoś będzie musiał być zwolniony i przestanie przynosić zyski gospodarce, podobnie jak pewne firmy splajtują. Inne będą musiały wyrównać straty z innych części swojej działalności. Dlatego chociaż Unia Europejska wprowadza te komunistyczne normy produkcji żywności, druga by uniknąć oczywistego cyklu koniunkturalnego – jakaś roślina zyska na wartości, widząc potencjalny zysk, rolnicy masowo zaczną sadzić na następny rok/lata tą roślinę(pewnie jeszcze się zadłużą pod tą inwestycję), powstanie bańka, przy dużej nadpodaży cena drastycznie spadnie, mnóstwo żywności się zmarnuje, a rolnicy pobrankrutują.
To tylko jeden przykład na tezę, że mamy do czynienia w obecnej gospodarce z nadprodukcją(i to już od dawna), kryzysy nadprodukcji to także nic nowego. Skoro mamy towar, potrzebujemy kupca. A kupiec, by kupił, potrzebuje pieniędzy do tego. Skoro nie ma, bo jakby je miał, to by już do tej pory kupował, trzeba mu je jakoś dostarczyć. Nazywa się to łataniem luki popytowej, jednego z najważniejszych problemów współczesnej gospodarki ( https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/wzrost-pkb-polski-gospodarka-polski-agencja,210,0,2344658.html?fbclid=IwAR3LojsNa7fAMGLSoMN_ZveedsGxaL6rB_mPUA23hot8pC-mTalhF0wQpno&utm_campaign=sgf&utm_medium=mny&utm_source=fb ). I tutaj właśnie wchodzi 500+. Po pierwsze – ludzie z dziećmi zarabiają mniej, niż ludzie bez dzieci, chociażby dlatego, że mogą więcej czasu poświęcić na rozwój kariery i pracę. Po drugie – mają na osobę po prostu więcej pieniędzy. Bezdzietna para zarabiająca po 3000 złotych, ma budżet rodzinny 6000 na dwie osoby. Para z dwójką dzieci, gdzie rodzice też zarabiają po 3000 złotych ma taki sam budżet, ale już dwukrotnie większe potrzeby. Dużo większy procent swoich dochodów przeznaczają na podstawowe wydatki. Czym napędzają gospodarkę krajową. Ponadto – z powodu bycia względnie biedniejszym, dużo mniejszy procent wydadzą na droższe, bardziej ekskluzywne towary zagraniczne, a dużo większy na krajowe. Czym zahamują odpływ pieniądza(dewizy) za granicę. O czym w sumie pisał Adam Smith, ale ostatnie 30 lat historii III RP pokazuje dobitnie, że jednak nie miał w tym racji(“ By preferring the support of domestic to that of foreign industry, he intends only his own security; and by directing that industry in such a manner as its produce may be of the greatest value, he intends only his own gain, and he is in this, as in many other cases, led by an invisible hand to promote an end which was no part of his intention”.)
Kondycja portfela Polaka zależy od kondycji gospodarki Polski. Im jest lepsza, tym lepiej zarabia. Wszyscy współcześni czołowi ekonomiści odwrócili się od libertarianizmu, nieskrępowanego wolnego rynku i niskich, liniowych podatków, jako że zarówno modele matematyczne i behawioralne, jak i dane empiryczne dowodzą jasno jego nieefektywności. Działania PiSu i Morawieckiego w sprawie 500+ idealnie dopasują się do trendów obecnych teoretyków ekonomii. Współczesna gospodarka bez nabrzmienia konsumpcji nie jest w stanie się rozwijać w optymalnym tempie i dochodzi do tworzenia i się powiększania luki popytowej(output gap). Dlatego trzeba trzeba tworzyć pieniądz i następnie tak go rozdystrybutować, by dochodziło do jak największego krążenia pieniądza w gospodarce. Kulczyk posiadania 500 złotych mniej czy więcej nawet nie zanotowałby, dochodziłoby tylko do szkodliwej akumulacji kapitału. Inaczej wygląda sprawa w rodzinach wielodzietnych, gdzie brakuje pieniędzy na realizację potrzeb i te 500 złotych kiedy do nich trafia, jest wydawane. Tak działa obecna gospodarka i dane empiryczne pokazują to wyraźnie. Można mówić, że to jest niesprawiedliwe, ale ocena moralna nie jest w stanie tego zmienić. Można to negować, podobnie jak inni negują szczepienia czy kulistość ziemi, tylko znowu, nie zmieni to wcale faktu, że takie zjawiska zachodzą.

A dla Korwinistów mam obrazek specjalnie dla nich.

pokaż spoiler #ekonomia #gospodarka #500+ #antykapitalizm #gruparatowaniapoziomu #dobrazmiana #finanse #60groszyzawpis

Post 12. Proces Leasingowy +…

Post 12. Proces Leasingowy + #rozdajo

Z okazji, że w zeszłym tygodniu przekroczyłem okrągłą kwotę 10.000.000 PLN finansowań netto oraz wytrwałem z ponad 10 wpisami to robię #rozdajo . Do wygrania Mi Smart Band 4 od #xiaomi . Losowanie przez #mirkorandom . Zielonki out niestety, chyba że udzielają się w tagu #finanse. Wyniki losowania jutro o 22:22. Po wylosowaniu napiszę na pw o dane do wysyłki, opaskę wygrany otrzyma bezpośrednio ze sklepu mi-home.pl:
https://mi-home.pl/inteligentne-urzadzenia/xiaomi-mi-band-4

Ale żeby post się nie zmarnował na rozdajo to robię ogólny opis jak przebieg proces kupna auta przy finansowaniu leasingiem. Ważna rzecz: zakup auta, a finansowanie to 2 różne rzeczy. Nie ma nakazu i obowiązku brania finansowania, które wciska nam dealer!
1. Wybieramy auto. Jeżeli myślimy o leasingu operacyjnym to auto musi być na fakturze VAT 23%. Auto może być używane, z komisu czy nawet od innej firmy (ważna faktura VAT 23%). Jedynym warunkiem jest wiek pojazdu na koniec finansowania. Nie może przekracza od 8 do 15 lat w zależności od firmy leasingowej, przy czym w większości ten limit wynosi 10 lat.
2. Zastanawiamy się ile chcemy zrobić wpłaty własnej. Na nowe auta od 0%, na używki zazwyczaj od 10%. Maksymalnie 45% – ogranicza to ustawa. Okres finansowania najkrótszy to 2 lata, do nawet 7 lat, chociaż większość leasingów robi do 5 lat. Wykup – im dłuższy okres tym wykup jest niższy. Na nowe auto na 2 lata leasingu możemy liczyć nawet na 50% wykupu, przy 3 latach ok. 30%, 4 latach 25-30%, 5 lat ok. 20%. Im większa wpłata i im mniejszy wykup tym suma opłat jest niższa.
3. Jeśli dograliśmy już parametry porównujemy oferty kilku firm leasingowych. Sprawdzam opłaty za rejestrację, opłaty za polisy obce, opłaty za administracje lub zakończenie umowy. To są opłaty, które poniesiemy NA PEWNO. Poza nimi są: monity, mandaty, zmiany w dowodzie rejestracyjnym, zmiana harmonogramu, cesja.
4. Składamy wniosek. W większości leasingów do 150.000 mamy procedurę uproszczoną, czyli na oświadczenie. Czasami możemy zostać poproszeni o wyniki finansowe, czyli PIT za zeszły rok oraz KPiR z roku bieżącego za zamknięte miesiące. O leasing możemy się starać od 1 dnia działalności, ale wpłata to minimum 25%. Od staży 3 miesiące jesteśmy traktowani już jako normalny klient, chociaż mile widziane 10% wpłaty. Poza naszymi danymi możemy zostać poproszeni o dowód rejestracyjny pojazdu/specyfikację/proformę od sprzedawcy. Na decyzję czekamy od kilku godzin do max 2 dni roboczych, co jest raczej rzadkością. Jeśli decydujemy się na auto używane od nieautoryzowanego dostawcy musimy liczyć się z wyceną rzeczoznawcy (może być wymagana, ale nie musi). Koszt 430zł brutto + 3-5 dni roboczych. Jeśli wartość mocno odbiega w dół, możemy otrzymać odmowę lub wymaganie wyrównania wpłatą własną.
5. Jeśli mamy zgodę, podpisujemy umowę leasingową, zazwyczaj ten sam dzień roboczy w którym mamy zgodę, ewentualnie dzień kolejny. Po podpisaniu umowy leasingodawca zamawia dokumenty od dostawcy tj. fakturę, faktury pośrednie (sprawdza ścieżkę własności pojazdu), dowód rejestracyjny, karte pojazdu, ważną polisę OC. Najpierw leasing otrzymuje skany tych dokumentów, które są sprawdzane razem z podpisanymi umowami. Jeśli wszystko jest ok, to wydawana jest zgoda na rejestracje. Rejestracja odbywa się w tym mieście, w którym leasingodawca ma oddział, czyli większość większych miast w Polsce. Zazwyczaj zgoda jest kolejnego dnia od podpisania umów, o ile dostawca dostarczył wymagane skany.
6. Etap rejestracji. Tutaj sporo zależy od dostawcy jak szybko się uwinie. Czasami robi to błyskawicznie, czyli 2-3h od poproszenia o komplet doków wysyła skany i nadał już kuriera, a czasami może to trwać nawet kilka dni roboczych. + 1 dzień roboczy dla kuriera na transport. Dokumenty docierają do rejestratora, dla większości leasingów rejestracją zajmuje się firma MultiAsisst i rejestruje w określonych godzinach w urzędach. Załóżmy że rejestrator otrzymał dokumenty przed wyjściem do urzędu. Po rejestracji wysyła skan dowodu rejestracyjnego i faktury do doradcy/klienta. Teraz czas na polisę.
7. Polisa AC z kwotą zgodną z fakturą i wszelkimi wymaganiami leasingowymi. Musi mieć składkę 1 razową, czasami jest zgoda na 2 raty. Niektóre leasingi wymagają od razu potwierdzenia opłaty składki. Jeśli wystawiona jest już polisa, to trafia ona do weryfikacji wraz z dowodem rejestracyjnym – czy wszystko zostało poprawnie zarejestrowane. Ważne, że polisa musi być zawarta w dniu rejestracji, aby nie było przerwy w ubezpieczeniu.
8. Uruchomienie. Przelew do dostawcy zostaje wysłany dopiero po weryfikacji ubezpieczenia. Tutaj też liczyć się z czasem ok. 1-4h na spawdzenie. Jeśli chcemy odebrać auto tego samego dnia, to należy zlecić SORBNET, co kosztuje 30zł extra i mamy pewność, że do 15:15 środki będą u dostawcy.
9. Odbiór. Tutaj już z górki. Jeśli sprzedawca ma pieniądze na koncie to umawiamy się na odbiór, podpisujemy protokół odbioru, który należy dostarczyć do leasingu. Później pozostaje jedynie płacić raty w terminie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Podsumowując: Cały proces, z doświadczenia, trwa przy autach nowych od 3 dni roboczych (to mój rekord) do 5 dni roboczych – o ile wszystko przebiega okey – sprzedawca i rejestracja jest na miejscu, przekazywanie dokumentów między sprzedawcą-klientem-dealerem biorę na siebie. Przy autach używanych proces wydłuża się do zakresu od 5 dni roboczych do nawet 10 dni roboczych. Najgorzej kiedy jest DEKRA, wtedy +3-5 dni roboczych. Mowa tutaj o procesie od złożenia wniosku do odbioru auta.

Kwestia ubezpieczenia: zawsze warto porównać ubezpieczenie od dealer’a, ubezpieczenie od leasingu, ubezpieczenie zewnętrzne do naszego doradcy ubezpieczeniowego.

#motoleasing

Znalezisko: firma Goldman…

Znalezisko: firma Goldman Sachs organizuje specjalny program tylko dla studentów LGBT. Udział zwiększa szanse na dobrze płatny, prestiżowy staż. Ostatnio na Wykopie dużo o #dyskryminacjamezczyzn, to #dyskryminacjahetero też powinna być nagłośniona. Niedługo heteroseksualni mężczyźni naprawdę nie będą mieli czego szukać…
#pracbaza #lgbt #finanse #ciekawostki #studbaza #staz #praca #korposwiat

CBOS: W tym roku rodzice wydali średnio 1120 zł na szkolne potrzeby dzieci

psav zdjęcie główneJednocześnie spadło zainteresowanie rodziców płatnymi zajęciami pozalekcyjnymi dla dzieci.
CBOS pytał o wydatki na podręczniki, przybory szkolne, mundurki i obowiązkowe opłaty, np. na ubezpieczenie, czesne, internat czy stancję. Średnie wydatki w roku szkolnym 2019/2020 wyniosły 1120 zł, 7 proc. więcej niż rok wcześniej. Jeśli chodzi o medianę (wartość środkową, czyli połowa wyników ma wartość poniżej wartości mediany, a druga połowa ma wartość powyżej wartości mediany), wyniosła ona 1000 zł, o 200 zł więcej niż przed rokiem, ale tyle samo co w roku 2017/2018.W raporcie podsumowującym badanie zauważono, że łączne wydatki do 1000 zł zadeklarowało 63 proc. rodziców. „Z deklaracji rodziców wynika, iż – tak jak w poprzednich latach – najczęściej na potrzeby dzieci związane z rozpoczęciem roku szkolnego wydawano 1000 zł (wartość modalna, którą wymieniło 19 proc. rodziców). Wzrost przeciętnych wydatków ponoszonych przez rodziców na szkolną wyprawkę wiąże się z faktem, iż w stosunku do ubiegłego roku zwiększył się odsetek tych, którzy wydali łącznie powyżej 500 zł (wzrost o 5 punktów procentowych)” – napisano w raporcie.W przypadku rodzin z jednym dzieckiem łączne wydatki na wyprawkę szkolną wyniosły średnio 865 zł, w przypadku dwojga dzieci było to średnio 1321 zł, a w rodzinach z co najmniej trojgiem dzieci uczęszczających do szkół średnio wydano 1950 zł. Jeśli spojrzymy na mediany wydatków szkolnych poniesionych przez poszczególne typy rodzin, to będą to odpowiednio 800 zł, 1000 zł i 1500 zł.W porównaniu z rokiem ubiegłym najbardziej wzrosły wydatki w rodzinach z jednym dzieckiem w wieku szkolnym. Mowa o wzroście o 17 proc., ze średnio 742 zł do 865 zł.Ogólny wzrost wydatków szkolnych przekłada się na wzrost kwot w przeliczeniu na jedno dziecko. Jak informuje CBOS, na początku tego roku szkolnego rodzice wydali średnio – w przeliczeniu na jedno dziecko – 765 zł, czyli o 86 zł więcej niż przed rokiem (113 proc. ubiegłorocznej kwoty). Mediana wyniosła 600 zł, o 100 zł więcej niż rok wcześniej. „Tak jak w poprzednim roku najczęściej w przeliczeniu na jedno dziecko wydawano jednak 500 zł” – stwierdzono w raporcie.Zarówno w przypadku wydatków ogółem ponoszonych przez rodziców na szkolną wyprawkę, jak i wydatków w przeliczeniu na jedno dziecko, więcej osób niż rok temu przekroczyło kwotę 500 złotych.”O ile w ubiegłym roku większość zadeklarowała, że nie przekroczyła tej kwoty w przeliczeniu na jedno dziecko, to obecnie 53 proc. wydało co najmniej 500 złotych. Warto też zwrócić uwagę, iż w porównaniu z poprzednimi latami zwiększyła się grupa rodziców wydających powyżej 1000 złotych na jedno dziecko” – podał CBOS.W raporcie podkreślono, że choć w porównaniu z ubiegłym rokiem wzrost wydatków w przeliczeniu na jedno dziecko nastąpił niezależnie od liczby dzieci w wieku szkolnym, to najbardziej wyraźny jest on w rodzinach, które musiały wyposażyć do szkoły tylko jedno dziecko.”Warto też dodać, iż pomimo tego, że wraz ze wzrostem liczby dzieci w wieku szkolnym maleją deklarowane wydatki per capita na ich wyposażenie związane z rozpoczęciem roku szkolnego, to istotna statystycznie jest jedynie różnica średnich wydatków per capita rodzin z jednym dzieckiem w wieku szkolnym i tych, które musiały wyposażyć do szkoły co najmniej troje dzieci” – napisano.W raporcie zwrócono uwagę, że podobnie jak w poprzednich latach nie widać istotnych różnic w deklarowanych wydatkach szkolnych w zależności od poziomu dochodów w przeliczeniu na osobę w gospodarstwie domowym, a także oceny warunków materialnych gospodarstwa domowego.CBOS przyjrzał się też wydatkom na dodatkowe, płatne zajęcia. W tym roku szkolnym 63 proc. rodziców deklaruje, że któreś z ich dzieci uczęszcza lub będzie uczęszczać na opłacane przez nich zajęcia dodatkowe. W porównaniu z sondażem z ubiegłego roku jest to spadek o 4 punkty procentowe, co – zdaniem autora raportu – może się wiązać z deklarowanym wzrostem wydatków na potrzeby szkolne dzieci.W porównaniu z ubiegłym rokiem nieznacznie ubyło rodzin opłacających wszystkim swoim dzieciom dodatkowe zajęcia, a przybyło tych, które fundują je tylko w części.Wpływ na decyzję o posłaniu dzieci na dodatkowe zajęcia ma przede wszystkim poziom wykształcenia rodziców. Takie zajęcia finansuje 90 proc. rodziców z wyższym wykształceniem, 61 proc. rodziców ze średnim wykształceniem i tylko 34 proc. z zasadniczym zawodowym lub niższym. Częściej na takie zajęcia mogą liczyć dzieci z miast.”Ponadto to właśnie wśród mieszkańców wsi w stosunku do poprzedniego roku nastąpił wyraźny (z 59 proc. do 48 proc.) spadek zainteresowania korzystaniem z takich zajęć” – podkreślono w raporcie.Najpopularniejsze są zajęcia sportowe. W tym roku finansuje je lub zamierza sfinansować 41 proc. rodzin z dziećmi w wieku szkolnym. 39 proc. rodziców opłaca naukę języków obcych. W dalszej kolejności pod względem popularności są korepetycje i kursy przygotowawcze i płatne zajęcia artystyczne.”W porównaniu z poprzednim rokiem szkolnym spadła popularność wszystkich uwzględnionych w pytaniu płatnych zajęć pozalekcyjnych, a w największym stopniu dotyczy to zajęć artystycznych i nauki języków obcych. Warto dodać, iż popularność zajęć sportowych, nauki języków obcych oraz korepetycji i kursów przygotowawczych jest obecnie zbliżona do poziomu notowanego w latach szkolnych 2016/2017 i 2017/2018, natomiast popularność zajęć artystycznych spadła do poziomu z roku 2015/2016” – zauważono w raporcie.Z badania wynika też, że w porównaniu z rokiem ubiegłym odsetki rodzin posyłających dzieci na poszczególne rodzaje dodatkowych płatnych zajęć „zmniejszyły się bardziej niż ogólny odsetek rodzin, które zdecydowały się na dodatkowe finansowanie takich zajęć, co oznacza, że obecnie mniej rodzin niż poprzednio postanowiło finansować więcej rodzajów takich zajęć”.Miesięcznie na dodatkowe zajęcia edukacyjne lub ogólnorozwojowe rodzice przeznaczają średnio 518 zł. Jest to kwota wyższa niż przed rokiem (wzrost o 23 proc.), ale niższa niż w latach 2016/2017 i 2017/2018. W porównaniu z rokiem ubiegłym wzrosły również miesięczne wydatki na dodatkowe zajęcia edukacyjne lub ogólnorozwojowe w przeliczeniu na jedno dziecko. Obecnie wynoszą one 368 zł (wzrost o 19 proc. w stosunku do poprzedniego roku), nadal są one jednak niższe niż w roku 2017/2018.Badanie przeprowadzono od 3 do 10 października na reprezentatywnej próbie 965 dorosłych Polaków.

Najbardziej dochodowe…

Najbardziej dochodowe korporacje na świecie wg dziennego zysku w mln dolarów w 2019 roku

Tutaj źródło z większą infografiką , a w komentarzu tabela

Ciekawostka: w 1975 r. 50% łącznego zysku wszystkich (4,819) spółek giełdowych w USA generowane było przez 109 firm. W 2015 połowa zysku całej amerykańskiej giełdy była generowana przez zaledwie 30 spółek

Obserwuj #infog – ciekawe infografiki, wykresy, mapy (gospodarka, społeczeństwo, technologia, natura)

#ciekawostki #finanse #gospodarka #biznes #marketing

#biznes #gospodarka #finanse…

#biznes #gospodarka #finanse #dobrazmiana #bekazpisu #p0lska

Polska spadła aż o siedem pozycji i zajęła 40. miejsce w tegorocznej edycji rankingu „Doing Business” Banku Światowego. To czwarty spadkowy rok z rzędu. W sumie w tym czasie straciliśmy już 15 pozycji.

Przy rewelacyjnej koniunkturze…

Gminy oddają resztę pieniędzy ze środków na obsługę 500+

psav zdjęcie główneNa opłacenie urzędników, którzy przyjmują i rozpatrują wnioski oraz uruchamiają wypłaty dla mieszkańców, do końca czerwca tego roku samorządy otrzymywały od rządu kwotę równą 1,5 proc. dotacji na wypłaty świadczeń wychowawczych. Od 1 lipca dotacja ta wynosi 1,2 proc., bo odkąd rozszerzono program na każde dziecko, odszedł obowiązek weryfikowania kryterium dochodowego. Jeśli pieniędzy z rządowej dotacji jest zbyt wiele, samorząd musi zwrócić resztę wojewodom.
Jak ustaliliśmy w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS), w okresie styczeń–sierpień br. gminy zwróciły ponad 31 mln zł (przysługiwało im 246,2 mln zł, a wykorzystały 215,1 mln zł). Dla porównania w całym 2018 r. oddały 12 mln zł nadmiarowych dotacji, w 2017 r. – 20,3 mln zł, a w 2016 r. (czyli pierwszym roku funkcjonowania programu, począwszy od kwietnia) – 33,8 mln zł.
Protestują urzędnicy
Takiemu stanowi rzeczy sprzeciwiają się urzędnicy obsługujący program wypłat na poziomie gmin. O problemie opowiada nam jeden z pracowników warszawskiego samorządu.
– W tym roku po rozszerzeniu programu 500+ koszty jego obsługi są dużo wyższe niż dotychczas. Ponieważ zwiększyła się znacząco liczba dzieci uprawnionych do świadczenia, to pomimo obniżenia procentowych kosztów obsługi kwota, ta zwiększyła się o ok. 4 mln zł – mówi nasz rozmówca.
Dodaje, że w samej Warszawie zatrudniono ok. 25–26 dodatkowych pracowników.
– Nowo przyjęte osoby zwykle nie są w stanie przerobić wniosków nowych świadczeniobiorców, bo zazwyczaj nigdy wcześniej nie pracowały w systemach informatycznych obsługujących 500+ i 300+. Główny ciężar właściwej realizacji spadł więc na bardziej doświadczonych pracowników – żali się urzędnik.
Wyjaśnia, że nawet po uwzględnieniu wynagrodzeń nowych urzędników pozostanie dużo pieniędzy, które trudno będzie wydać (uwaga: nowe osoby nie mają prawa do dodatku motywacyjnego nawet przez sześć miesięcy). Tłumaczy też, że każda dzielnica dostaje określonej wysokości środki na dodatki motywacyjne.
– Żeby nadwyżkę z kosztów obsługi przeznaczyć na dodatki motywacyjne, trzeba mieć zgodę miasta na zwiększenie przyznanej już puli. Nie nastąpiło to ani na początku III kwartału, ani teraz w IV – kończy wypowiedź.
Ratusz komentuje
W stołecznym ratuszu słyszymy, że zasady wynagradzania pracowników reguluje zarządzenie prezydenta miasta z 2013 r.
– Pracownicy zostali objęci programem indywidualnych przeszeregowań wynagrodzeń zasadniczych w 2016, 2017 i 2018 r. Średnie wynagrodzenia zasadnicze wzrosły o 10,8 proc. – mówi Ewa Rogala, rzeczniczka ratusza.
Zapewnia, że pracownicy obsługujący 500+ od 1 kwietnia 2016 r. otrzymują dodatki motywacyjne. Wzrosły one odpowiednio o ok. 90 proc. na koniec 2016 r. i 2017 r. i o 190 proc. na koniec 2018 r. (w stosunku do I kwartału 2016 r.).
Ministerstwo umywa ręce
Czy gdyby miasta zwracające dotacje zmieniły swoje regulaminy płacowe, można byłoby większe pieniądze przyznać urzędnikom? Wygląda na to, że tak.
– Indywidualne decyzje w sprawie podziału należnych kosztów obsługi w każdej jednostce podejmowane są przez prezydenta, burmistrza, wójta. Nie mogą one tylko przekroczyć należnych 1,2 proc. kosztów obsługi oraz muszą zapewnić prawidłową realizację zadań, aby jej przebieg odbywał się bez zakłóceń – wyjaśnia Bożena Ulewicz, rzeczniczka prasowa wojewody warmińsko-mazurskiego.
MRPiPS unika jednoznacznej odpowiedzi. Wskazuje, że nie ma kompetencji do określania zasad przyznawania przez poszczególnych pracodawców pracownikom realizującym program „Rodzina 500+” fakultatywnych czy też uznaniowych elementów wynagrodzenia. Przypomina, że przysługujące gminie środki z budżetu państwa na koszty obsługi świadczenia wychowawczego mają na celu zapewnienie sprawnej realizacji zadań z tego obszaru. „O szczegółowym ich przeznaczeniu decyduje osoba bezpośrednio odpowiedzialna na terenie danej gminy za realizację zadań z zakresu świadczenia wychowawczego, uwzględniając przy tym przepisy prawa powszechnie obowiązującego, w tym regulacje dotyczące pracowników samorządowych, przepisy prawa miejscowego, a także właściwe regulacje wewnętrzne – konkluduje resort rodziny.
Nie wszędzie
Niestety to nie do końca jest tak, że decyzja pozostaje w gestii samorządów i że po prostu wolą one zwrócić do centrali nadmiar środków zamiast nagrodzić swoich urzędników. Konieczność zwrotu pieniędzy może bowiem wynikać również z obiektywnych przyczyn, np. zmniejszenia liczby świadczeniobiorców, przekroczenia progu dochodowego (przed 1 lipca br.), zmiany miejsca zamieszkania beneficjenta, utraty uprawnień do świadczenia i błędnego oszacowania świadczeniobiorców.
Może to też być efekt niższych wydatków niż planowane – np. na zakup materiałów i usług, z tytułu zwolnień lekarskich czy zaokrąglenia kwot dotacji wnioskowanych z budżetu wojewody (gminy wnioskują o przyznanie dotacji w pełnych złotych, wydatkują dotację w złotych i groszach).>>> Czytaj też: Oto 20 krajów, które w 2024 roku będą napędzać globalny wzrost gospodarczy

Sąd Najwyższy stworzył ubezpieczeniowy pat

psav zdjęcie główneUchwała jest rewolucyjna. Korzystna dla ubezpieczycieli, ale już nie dla obywateli. W marcu zeszłego roku w trzech jednobrzmiących uchwałach powiększony skład Izby Cywilnej SN stwierdził, że najbliższym takie zadośćuczynienie może przysługiwać (patrz: grafika). W efekcie mamy sytuację, w której dwa różne składy „siódemkowe” Sądu Najwyższego mówią sądom powszechnym, jak mają orzekać. Tyle że oba mówią coś zupełnie innego.
Wstęp do galimatiasu
Dlaczego w ogóle IKNiSP SN zajmowała się sprawą ubezpieczeniową? Ano dlatego, że rozpatrywała skargę nadzwyczajną prokuratora generalnego od wyroku jednego z sądów apelacyjnych. Stan faktyczny sprawy osadzał się na tym, że w stołecznym Szpitalu Czerniakowskim zbyt późno wykryto nowotwór u mężczyzny. Wskutek tego jest on najprawdopodobniej zdrowy na umyśle, ale nie ma kontroli nad swymi mięśniami. Mężczyzna wygrał sprawę sądową – otrzymał odszkodowanie, zadośćuczynienie i rentę. Z powództwem wystąpili jednak również jego żona (już była) oraz dziecko. Domagali się zadośćuczynienia za poniesioną krzywdę – ograniczenie, a nawet zerwanie więzi rodzinnej.
Sąd okręgowy pieniądze najbliższym poszkodowanego przyznał, ale apelacyjny wyrok zmienił. Uznał, że nie ma podstaw do tego, by wypłata trafiła do rąk najbliższych, skoro poszkodowany żyje. Skarga kasacyjna została odrzucona. Sęk w tym, że raptem kilka miesięcy później powiększony skład IC SN nie miał wątpliwości, że najbliżsi osoby w stanie wegetatywnym mogą otrzymać zadośćuczynienie. Nie przewiduje tego co prawda wprost żaden przepis prawa, ale skoro kodeks cywilny w art. 446 par. 4 wprost przewiduje możliwość zasądzenia zadośćuczynienia dla najbliższych zmarłego poszkodowanego, to nic nie stoi na przeszkodzie, by pieniądze otrzymały również osoby blisko związane z ciężko chorym poszkodowanym. Tak też twierdzi prokurator generalny Zbigniew Ziobro, który wywiódł skargę nadzwyczajną.
Sądy powszechne zaczęły niemal jednomyślnie orzekać na korzyść obywateli. Wczoraj sprawą rodziny mężczyzny po udarze zajmował się skład powiększony IKNiSP SN.
Więź rodzinna
– Nie ma jednej, ogólnej zasady, że każda krzywda, każdy ból podlega naprawieniu. Trzeba spojrzeć na przepisy – stwierdził SSN Paweł Księżak, sprawozdawca. W tych zaś – co podkreślił niniejszy skład SN – brakuje podstawy prawnej do przyznania zadośćuczynienia najbliższym członkom rodziny poszkodowanego, który w wyniku czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego rozstroju zdrowia.
– Ustawodawca jednoznacznie wskazuje o zadośćuczynieniu dla najbliższych po śmierci poszkodowanego. Zupełnie oczywiste jest to, że nie można na zasadach analogii traktować osoby w choćby najcięższym stanie z osobą zmarłą – wskazał skład IKNiSP SN. Czyli „zupełnie oczywiste” dla niego jest to, co również oczywiste – choć całkowicie odmiennie – było dla składu IC SN.
Zdaniem orzekającej wczoraj „siódemki” więź rodzinna nie jest dobrem osobistym człowieka. Takimi bowiem są, jak sama nazwa wskazuje, jedynie wartości osobiste, bezpośrednio związane z jednostką. A nie te o charakterze interpersonalnym.
– Więzi osobiste, więzi przyjacielskie czy więzi w zakładzie pracy nie podlegają ochronie przewidzianej dla ochrony dóbr osobistych – wskazał SSN Księżak. Zaznaczył przy tym, że skład orzekający podkreśla zarazem, iż „więź rodzinna jest wartością bezcenną, chronioną i konstytucyjnie, i konwencyjnie”. Ale nie oznacza to jeszcze ochrony skutkującej możliwością uzyskania zadośćuczynienia.
Sąd Najwyższy skonkludował, że intensywność doznanych krzywd jest bez znaczenia. I że to do ustawodawcy, a nie do sądu należy ewentualne rozszerzenie kręgu uprawnionych do uzyskania zadośćuczynienia.
Dwa za jedno
Wydana uchwała jest niezgodna ze stanowiskiem przedstawionym przez Prokuraturę Krajową oraz zgodna z oczekiwaniami Prokuratorii Generalnej Rzeczypospolitej Polskiej. Prokurator Małgorzata Stajniak-Wójcicka starała się przekonywać Sąd Najwyższy argumentem o tym, że zawsze trzeba pamiętać o sprawiedliwości w odczuciu społecznym.>>> Czytaj też: Oto 20 krajów, które w 2024 roku będą napędzać globalny wzrost gospodarczy
– Przy osobach bardzo ciężko chorych cierpienie ich bliskich może być nie mniejsze niż przy śmierci. Często jest wieloletnie – argumentowała. Podkreśliła przy tym, że zawsze to do sądu należy ostateczna decyzja, czy więź rodzinna była na tyle silna, ażeby przyznać zadośćuczynienie.
Z kolei radca prokuratorii zwróciła uwagę, że gdyby przyznać zadośćuczynienie najbliższym osoby ciężko chorej, a następnie osoba ta by zmarła, mogłoby się okazać, że należałoby tymże najbliższym wypłacić pieniądze dwa razy – bo dlaczego za śmierć poszkodowanego miałoby nie przysługiwać zadośćuczynienie w razie jego zasądzenia wcześniej?
Skargi kasacyjne obywateli i zakładów ubezpieczeń trafiać będą do IC SN, której linia orzecznicza jest pomyślna dla rodzin poszkodowanych. Skargi nadzwyczajne trafiać będą do IKNiSP SN, w której górą są zakłady ubezpieczeń. Największy kłopot mogą mieć sądy powszechne. Strony sporów będą powoływały się na dwie sprzeczne ze sobą uchwały SN w składach powiększonych. Należy się zatem spodziewać powstania rozbieżności w orzecznictwie. 
orzecznictwo
Uchwała Sądu Najwyższego w składzie powiększonym z 22 października 2019 r., sygn. akt I NSNZP 2/19. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia

Polacy rzucili się na mieszkania. Na rynku pęcznieje bańka?

psav zdjęcie główneWedług szacunków NBP w II kwartale aż 42 proc. nowych mieszkań w największych miastach zostało kupionych jako inwestycje. Nie powinno to
dziwić biorąc pod uwagę, że realne oprocentowanie lokat bankowych jest
ujemne. Co gorsza, MFW prognozuje, że inflacja w Polsce w latach
2020-2021 ma wzrosnąć aż do 3,5 proc. Takiego poziomu inflacji nie
pokona żadna lokata.W najnowszym raporcie NBP na temat sytuacji na rynku mieszkaniowym w II kwartale 2019 r. można znaleźć ciekawy wykres. Pokazuje on popyt na nowe mieszkania w największych miastach z podziałem na osoby kupujące mieszkanie dla siebie (popyt konsumpcyjny) i tych, dla których kupowane mieszkanie jest inwestycją (popyt inwestycyjny). Z wykresu wynika, że w II kwartale blisko połowę (42 proc.) sprzedanych mieszkań na rynku pierwotnym kupili inwestorzy. Taka sytuacja trwa już od ponad 2 lat. Nie ma w tym nic złego dopóki te mieszkania nie stoją puste. W którymś momencie rynek się jednak nasyci i część inwestorów może mieć problem ze znalezieniem najemców.psav picture max width>>> Czytaj też: Berlin zamrozi stawki najmu mieszkań na 5 lat. „Wchodzimy na nowe terytorium”Tak ogromne zainteresowanie inwestycjami w mieszkania wynika z tego, że w ten sposób można uzyskać wielokrotnie wyższe zyski niż lokata bankowa. Według najnowszych danych NBP, oprocentowanie lokat spadło do najniższego poziomu w historii (1,34 proc.). Kupując lokal na wynajem (bez kredytu) można obecnie uzyskać stopę zwrotu wynoszącą średnio ok. 7 proc. brutto (przy założeniu, że będzie ono zamieszkane przez 12 miesięcy w roku). W przypadku wykorzystania kredytu, może to być nawet ponad 20 proc. rocznie. W takim przypadku dochodzą co prawda dodatkowe koszty (odsetki, prowizja itp.), ale inwestując 50 000 zł można kupić mieszkanie nawet za 500 000 zł. Zyski są więc bardzo wysokie, gdyż są wypłacane od kwoty wielokrotnie wyższej niż zainwestowane 50 000 zł. To może kusić, ale jest bardzo ryzykowne. Po pierwsze za kilka lat mogą wzrosnąć stopy procentowe i znacząco podwyższyć ratę kredytu. Poza tym na rynek najmu trafia tak dużo mieszkań, że część możne nie znaleźć najemcy. Wtedy inwestor sam musi ponosić koszty utrzymania mieszkania i jeszcze spłacać kredyt. Istnieje też ryzyko, że w kolejnych latach na rynku mieszkaniowym powstanie bańka. Szybko rosnące ceny mieszkań mogą zachęcić do zakupów spekulacyjnych, czyli dokonywanych z myślą o szybkiej odsprzedaży po wyżej cenie. W takiej sytuacji ceny szybko rosną, aż do momentu, gdy brakuje chętnych, żeby płacić jeszcze więcej. Wtedy bańka pęka, co jest bardzo bolesne zarówno dla inwestorów jak i dla finansujących je banków. Dlatego zachęcamy, aby przed podjęciem decyzji inwestycyjnej skupiać się nie tylko na możliwych zyskach, ale również przeanalizować ryzyka.Banki już próbują hamować popyt na kredytNa koniec warto dodać, że w ostatnim czasie banki podjęły pewne kroki, aby ograniczyć ryzyko napompowania bańki na rynku nieruchomości. Zauważalnie podwyższyły marże dla kredytów z niskim (10-20 proc.) wkładem własnym. Po ostatnich podwyżkach średnia marża dla takich kredytów wynosi już 2,46 proc., czyli jest najwyższa od 2010 r. To sprawia, że rosną raty nowo udzielanych kredytów i jednocześnie powoduje spadek ich dostępności. Wydaje się jednak, że to jeszcze nie koniec tego rodzaju zmian i prawdopodobne są kolejne podwyżki i utrudnienia w dostępnie do kredytów hipotecznych.>>> Czytaj też: Banki mają najgorszą ofertę depozytową w historii. Więc Polacy chętnie kupują mieszkaniaAutor: Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors

Post 10. Procedura…

Post 10. Procedura CashBack.

Dzisiaj trochę o nielegalu ( ͡º ͜ʖ͡º) Pewnie zauważyliście sporo aut luksusowych, a w nim kierowcy 20+, w szczególności w #warszawa . Wiele z tych aut było branych na cashback. Kończyła się kasa, spółka upadała, auto do windykacji, ale co #januszebiznesu pojeździli to ich ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Więc po kolei. Klient dogaduje się z dealerem, że ten wystawi zawyżoną fakturę za auto do leasingu. Następnie po uruchomieniu leasingu (płatność do sprzedającego), dostawca wypłaci umówiony rabat klientowi na podstawie faktury prowizyjnej za sprzedaż auta. W ten sposób klient dostaje gotówkę finansowaną leasingiem (tani pieniądz).

Najczęściej klientem była spółka, auta marki premium, gdzie na wejściu są duże rabaty procentowe. Powiedzmy BMW 5. Cena katalogowa 500k. Klient na starcie dostaje na to 25% rabatu, czyli 125k. Klient brał leasing z 0% wpłaty własnej, max okres i max wykup aby mieć jak najmniejszą ratę. Dealer wystawiał fakturę do leasingu za 500k, czyli po cenie katalogowej bez żadnych rabatów (oni nawet tego nie sprawdzają #pdk ). Po uruchomieniu, klient wystawiał fakturę na 125k do dealer’a, dostawał kasę i miał tani kredyt. Na bezczelu płacił przez rok raty leasingowe i jego wartością dodaną była jazda marką premium przez rok właściwie za darmo. Po roku spółka upadała, auto windykowane, firma leasingowa w plecy, bo przecież spłacone raptem 100k, a wartość rynkowa auta 300k, czyli 100k w plecy.

Proceder na szczęście się skończył. Było wiele afer, w szczególności w Warszawie, z tego tytułu. Teoretycznie jest to nielegalne, natomiast jeśli cashback zostanie wypłacony na inną spółkę/działalność, w świetle prawa jest to legalne. Leasingi po lawinowych przypadkach cashback zaczęły wprowadzać weryfikację cen pojazdów nawet od autoryzowanych dostawców. Kiedyś można było sprzedać do leasingu Dacie Duster za 100k netto… Szala przechyliła się, kiedy jeden z dealerów BMW zaczął zawyżać wartości katalogowe swoich aut na ofertach… Dodatkowo leasingi okroiły swoje procedury uproszczone. Teraz ciężko o auto powyżej 150k netto z wpłatą mniejszą niż 10%, tak jak na auta za 300k z wpłatą mniejszą niż 20%.

#przedsiebiorczosc #finanse #leasing #kredyt #motoryzacja #motoleasing

ostatni wpis

Jeżeli ktoś szuka…

Jeżeli ktoś szuka kredytu/leasingu na samochód to z czystym sumieniem mogę polecić @OptiFinance

Ogólnie to byłem trochę nieprzygotowany do tematu, bo nie planowałem teraz kupować samochodu – przez ostatni rok korzystałem z abonamentu hyundai i chciałem jeszcze przez rok z tego korzystać, ale nie mogłem kontynuować tego co miałem, bo wyjeżdżałem na urlop, a jak wróciłem to się okazało, ze hyundai zrezygnował z oferty (przynajmniej na razie). Zacząłem się rozglądać jak wygląda temat kredytu i w międzyczasie w sumie przez przypadek trafiłem na post @OptiFinance w którym opisywał coś o kredycie samochodowym. Chyba z 2 tygodnie temu do niego napisałem i dzisiaj kredyt został uruchomiony.

Nie wiem, czy wszyscy tak mają, ale ja zawsze do doradców kredytowych podchodziłem z niepewnością – bo przecież poza płaceniem bankowi doradca kredytowy też musi coś zarobić, więc będzie drożej, może lepiej poświęcić trochę czasu i samemu pochodzić po bankach, przecież to nic trudnego. No i… nie – wchodząc do banku z ulicy czy tam porównując w jakichś kalkulatorach nie ma szans na wynegocjowanie dobrych warunków. Mi @OptiFinance zbił prowizję o ok. 6k zł. z już i tak niby najtańszego kredytu który sam znalazłem

Druga sprawa to wszystkie procedury. Ja pierwszy raz kupowałem nowy samochód i okazało się to trochę bardziej zagmatwane niż się spodziewałem. Tym bardziej, że sam dealer trochę mi motał i miałem błędne koło – nie mogłem spełnić wymagań banku do wypłaty kredytu, bo żeby spełnić te warunki dealer najpierw chciał dostać pieniądze. Dopiero jak Mirek do niego zadzwonił, to jednak się okazało, że się da.
Więc… polecam
#leasing #kredyt #samochody #bankowosc #banki #finanse #motoryzacja