Przeraża mnie fakt, że jeśli…

Przeraża mnie fakt, że jeśli nie sporządzisz testamentu to po śmierci cały majątek przechodzi na rzecz bandyckiego państwa. Całe życie okradają i zdzierają a potem jeszcze zabierają wszystkie szekle. Chyba wezmę i wszystko przepiszę na jakieś schronisko, nie dam zarobić bandytom przy Wiejskiej

#finanse
#zalesie

Kolejne 29 zł zarobione…

Kolejne 29 zł zarobione dzięki ETH kupione za 804 sprzedane za 827 pozdrawiam (Zysk po odliczeniu wszystkich kosztów)
Ogólnie w tym miesiącu to już 45 zł a zacząłem tydzień temu hurrrrra!! #zarobki #finanse #eloelo
#kryptowaluty #ethereum #bitcoin

Tchórzewski: Zakładam, że od września ruszy program „Mój Prąd”

psav zdjęcie główneMinister wskazał, że instalacje prosumenckie wykorzystujące odnawialne źródła energii i wybudowane w ramach programu „Mój Prąd” będą w stanie wyprodukować tyle mocy, co jedna elektrownia konwencjonalna.
W ramach rządowego programu „Mój prąd” każdy inwestujący w instalacje fotowoltaiczne może liczyć na zwrot do 50 proc. kosztów, ale nie może to być więcej niż 5 tys. zł.Szef resortu energii pytany, od kiedy będzie można składać wnioski o dotacje, powiedział, że może to być za 4-5 tygodni. „Zakładam, że od początku września będzie można korzystać z programu „Mój Prąd” – wskazał.Zaznaczył, że osoby zainteresowane udziałem w programie powinny już zacząć budować instalacje, ponieważ środki z programu będą uruchamiane w momencie zainstalowania licznika i podłączenia do sieci”. Podstawą wypłaty dotacji będzie umowa z zakładem energetycznym” – podkreślił Tchórzewski.Minister powiedział, że dzięki notyfikowaniu przez Komisję Europejską mechanizmu tzw. rynku mocy, Polska może „swobodnie” zacząć rozwijać energetykę odnawialną. Przypomniał, że dzięki tej notyfikacji, państwo może wspierać elektrownie konwencjonalne, które „przy silnej rozbudowie energetyki odnawialnej muszą stać w odwodzie, po to, by zastąpić OZE, gdy np. przestaje wiać wiatr lub jest za mało słońca”.Rynek mocy to mechanizm, który wprowadza wsparcie pieniężne dla elektrowni za to, że przez określony w kontrakcie czas, na wypadek np. niedoboru energii, będą dysponować odpowiednią mocą, czyli będą mogły dostarczyć brakujący prąd. Firmy energetyczne dysponujące takim dodatkowym źródłem dochodów miałyby potencjalnie sfinansować modernizację albo budowę nowych bloków.Tchórzewski zaznaczył, że utrzymanie w gotowości elektrowni konwencjonalnych jest bardzo kosztowne i bez wsparcia państwa ich funkcjonowanie robi się nieopłacalne. Dodał, że zwiększeniu udziału źródeł odnawialnych w polskim miksie energetycznym służyć będą programy uruchamianie przez rząd takie jak np. „Mój Prąd”.Program „Mój Prąd” będzie realizowany przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który będzie wypłacał wsparcie. Maksymalne wsparcie na gospodarstwo domowe to 5 tys. zł, ale nie więcej niż 50 proc. kosztów budowy instalacji. Programem zostaną objęte instalacje o mocy od 2 do 10 kW. Instalacja nie może być zakończona na dzień ogłoszenia konkursu, ale musi być zakończona na dzień składania wniosku o dofinansowanie.Według wyliczeń resortu energii instalacja prosumencka to koszt rzędu 15-18 tys. zł. Jak mówił w lipcu Tchórzewski, o przyznaniu dotacji decydować będzie kolejność zgłoszeń, do wyczerpania limitu 1 mld zł, czyli 200 tys. prosumentów otrzyma wsparcie. Minister podkreślił, że prosument będzie mógł skorzystać z obowiązującej od początku 2019 r. ulgi w PIT, jednak obejmie ona jedynie wydatki poza wsparciem z programu ” Twój Prąd”.

Już połowa rodziców złożyła wnioski o 500+

psav zdjęcie główneOd dziś wnioski o 500 zł na dziecko oraz świadczenie z programu „Dobry start” na wyprawkę szkolną można składać w formie papierowej, a nie tylko przez internet. Jednak statystyki pokazują, że duża część rodzin wybiera elektroniczną drogę ubiegania się o wsparcie. Z danych obejmujących całą Polskę wynika, że wniosków o świadczenie wychowawcze, które wpłynęły w lipcu online było ponad 2,5 mln, a w przypadku 300+ ich liczba przekroczyła 1,5 mln. Co ważne, mimo tak dużego napływu formularzy, gminy sprawnie radzą sobie z ich rozpatrywaniem i 51 proc. osób, które wnioskowały o 500+, otrzymało już e-mailem informację o jego przyznaniu.
Lawina wniosków
Składanie wniosków drogą elektroniczną cieszy się dużą popularnością m.in. w Gdańsku. Rodzice złożyli tam w ten sposób 40,3 tys. wniosków o 500+ oraz 23,6 tys. o świadczenie „Dobry start”, a więc prawie 77 proc. oraz 70 proc. całkowitej, prognozowanej liczby formularzy. Z kolei w Lublinie do tej pory złożonych zostało 26 tys. wniosków o 500+ oraz 15,8 tys. o świadczenie „Dobry start”, podczas gdy zgodnie z szacunkami łącznie powinno ich wpłynąć odpowiednio 40 i 25 tys.
– Dotychczas rodzice wysłali 15,1 tys. wniosków o świadczenie wychowawcze, co stanowi ok. 58 proc. wszystkich spodziewanych. 6,3 tys. z nich zostało już rozpatrzonych i na ich podstawie wypłaciliśmy rodzicom już 1,05 mln zł – mówi Kamila Popiela, rzecznik Toruńskiego Centrum Świadczeń Rodzinie.
Natomiast w Poznaniu przesłanych zostało prawie 44 tys. formularzy o 500+ (ich łączna liczba powinna sięgnąć maksymalnie 55 tys.), a 10 tys. pierwszych i jedynych dzieci otrzymało świadczenia na kwotę 5 mln zł.
Natalia Siekierka, kierownik działu świadczeń rodzinnych Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Wrocławiu, dodaje, że szczególnie w pierwszych trzech dniach lipca, skrzynka e-mailowa została zasypana wnioskami.
– Wpływało ich po 10 tys. dziennie, dlatego ich ściągnięcie do systemu służącego do obsługi świadczeń było dużym wyzwaniem. Potem było ich zdecydowanie mniej, średnio po 2 tys. dziennie – wylicza.
Podobnie było w Szczecinie, gdzie 1 i 2 lipca wpłynęło łącznie 10 tys. wniosków, a w kolejnych dniach ich liczba ustabilizowała się na poziomie 300–400 dziennie.
– Spodziewamy się, że dostępną od sierpnia tradycyjną formę składania druków wybiorą głównie ci rodzice, którzy poza 500 zł na dziecko i świadczeniem na wyprawkę, będą ubiegać się też o zasiłki rodzinne oraz pieniądze z Funduszu Alimentacyjnego i będą chcieli zrobić to razem – wskazuje Maciej Homis, rzecznik Szczecińskiego Centrum Świadczeń.
Wprawdzie o te dwie formy wsparcia można wnioskować elektronicznie również od 1 lipca, ale nie można tego zrobić za pośrednictwem bankowości internetowej, która jest najwygodniejszym sposobem ubiegania się online o pomoc na dzieci. Poza tym ich uzyskanie jest uzależnione od spełnienia kryterium dochodowego, więc wypełnienie wniosku jest bardziej skomplikowane i wymaga dołączenia dodatkowych dokumentów. Dlatego rodzice wolą wypełnić je w urzędzie, korzystając z pomocy jego pracowników.
Mało odmów
W ramach rozpatrywania wniosków, poza informacjami o przyznaniu świadczenia wychowawczego, gminy wydają też decyzje odmawiające wsparcia. Przy czym ze względu na to, że przy jego uzyskaniu nie obowiązuje już kryterium dochodowe, na razie nie ma ich zbyt wiele albo nie było ich w ogóle (np. w Lublinie). Decyzje negatywne zdarzają się głównie wtedy, gdy zarówno matka, jak i ojciec dziecka, którzy się rozstali, starają się o 500+. Jeśli nie mają ustanowionej nad nim opieki naprzemiennej, która pozwala przyznać każdemu po połowie świadczenia, trzeba ustalić, które z nich faktycznie sprawuje opiekę nad potomkiem. W efekcie takiej weryfikacji tylko jeden z nich ma przyznane 500+, a drugi otrzymuje odmowę.
– Na początku lipca, gdy w wielu bankach były problemy z przesłaniem wniosku, mieliśmy przypadki, gdy próbowali go wysłać obydwoje rodzice wspólnie wychowujący dziecko, licząc, że któremuś się uda. Tyle że finalnie obydwa do nas docierały i w takich sytuacjach świadczenie było przyznawane temu, którego wniosek dotarł wcześniej, a na drugi dawaliśmy odmowę – wskazuje Bogumiła Podgórska, kierownik działu świadczeń rodzinnych MOPS w Katowicach.
Damian Napierała, zastępca dyrektora Poznańskiego Centrum Świadczeń, dodaje, że kilka odmów zostało wydanych cudzoziemcom, którzy nie dysponowali odpowiednim dokumentem pobytowym, uprawniającym do uzyskania pieniędzy na dzieci.>>> Czytaj też: Od dziś wchodzi w życie zerowy PIT dla młodych. Koszt? Samorządy będą musiały zrezygnować z części inwestycji

Jest miejsce na spadek cen mieszkań? Apetyt na zaciąganie kredytów rośnie

psav zdjęcie główneWskaźnik ocen w lipcu wyniósł 22,9 pkt., w porównaniu do czerwcowego odczytu wzrósł o 0,4 pkt. Wskaźnik prognoz był wyższy o 0,1 pkt. i wyniósł 28,6 pkt.
„W najnowszym pomiarze Monitora Bankowego główny indeks badania zwiększył swoją wartość o 0,3 pkt do poziomu 25,8. Wśród pomiarów szczegółowych sezonowe wzrosty odnotowane zostały w zakresie kredytów inwestycyjnych przedsiębiorstw (+ 12 pkt.) oraz kredytów konsumpcyjnych gospodarstw domowych (+5 pkt.). Natomiast w zakresie prognoz sześciomiesięcznych oba powyższe wskaźniki notują spadek odpowiednio o 2 i 7 pkt.” – powiedział we wtorek prezes ZBP Krzysztof Pietraszkiewicz.
Z badania wynika, że obecny odczyt „ujawnia zróżnicowaną aktywność klientów na rynku bankowym”. „Zarówno rynek depozytowy jak i kredytowy pozostaje w lipcu pod silnym wpływem czynników sezonowych. Odnotowano wyraźny wzrost aktywności na rynku kredytów osób indywidualnych, a także kredytów dla przedsiębiorstw. Znaczące spadki indeksów nastąpiły na rynku depozytów bieżących osób indywidualnych jak i przedsiębiorców” – czytamy w komunikacie.
Jak wskazano, wyraźnej poprawie uległa sześciomiesięczna prognoza sytuacji ekonomicznej gospodarstw domowych, a także prognoza sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstw.
Wskaźnik prognoz w przypadku kredytów dla gospodarstw domowych wyniósł w lipcu 56 pkt., co oznacza wzrost o 5 pkt. w porównaniu z poprzednim miesiącem, a wskaźnik oceny dla tego segmentu wyniósł 35 pkt. – o wyższy o 6 pkt. wobec czerwca.
Wskaźnik prognoz dla kredytów podmiotów gospodarczych w lipcu wyniósł 23 pkt., czyli był niższy w stosunku do poprzedniego miesiąca o 2 pkt. Wskaźnik ocen zanotował 12 pkt. i w porównaniu z poprzednim miesiącem wzrósł o 3 pkt.
„W lipcu prognoza sześciomiesięczna sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstw miesiąc do miesiąca poprawiła się o 10 pkt.( wynosi 16 pkt.), a rok do roku jest wyższa o 5 pkt. Prognoza sytuacji ekonomicznej gospodarstw domowych miesiąc do miesiąca wzrosła o 9 pkt. (wynosi 41 pkt.), a rok do roku jest wyższa o 17 pkt. Prognoza sytuacji ekonomicznej gospodarki kraju miesiąc do miesiąca jest wyższa o 1 pkt. (wynosi 11 pkt.) a rok do roku wzrosła o 5 pkt.” – napisano.
psav slideshow

Ile można zarobić na mieszkaniowym flipie?

psav zdjęcie główneOstrożne szacunki wskazują, że obecnie około 20% – 30% obrotu lokalami mieszkalnymi stanowią transakcje o charakterze typowo inwestycyjnym. Nie wszystkie takie zakupy mieszkań są ukierunkowane na długookresowy wzrost wartości lokalu. Stosunkowo popularny staje się house flipping, czyli okazyjne zakupy lokali mieszkalnych z myślą o odsprzedaży w perspektywie czasowej nieprzekraczającej 1 roku – 2 lat. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, ile można zarobić na takich spekulacyjnych transakcjach. Jako przykład posłużyły dwa mieszkania z dużych miast. Przykładowy flip może wygenerować 9% – 12% zysku W ramach pierwszego przykładu warto wziąć pod uwagę mieszkanie o powierzchni 48 mkw. położone na terenie warszawskiej Pragi – Południe, Inwestor kupił to „M” w IV kw. 2018 r. Lokal miał cenę transakcyjną (7700 zł/mkw.) o ok. 7% niższą od średniej ofertowej stawki z Pragi – Południe, ponieważ był jednym z dwóch ostatnich mieszkań w całej inwestycji. Koszty związane z zakupem przykładowego lokum (m.in. wynagrodzenie notariusza) wyniosły 0,7% jego ceny transakcyjnej. Inwestor wykończył przykładowe mieszkanie za kwotę wynoszącą 1300 zł/mkw. W II kw. 2019 r. nabywca kupił to mieszkanie za 10 100 zł/mkw., czyli ówczesną średnią transakcyjną cenę nowego metrażu na Pradze – Południe powiększoną o kwotę nieco wyższą od kosztów wykończenia (1500 zł/mkw.). Na całej transakcji inwestor zarobił 50 213 zł. Ten zysk zostanie pomniejszony o podatek PIT ze stawką 19%. Ostateczny zysk inwestora wyniesie zatem 40 673 zł. Obliczona stopa zwrotu netto stanowi 9,4% łącznej sumy wydatków. W ramach drugiego przykładu zajmiemy się używanym mieszkaniem z Gdańska (56 mkw.), które w II kw. 2018 r. zostało zakupione za cenę (5500 zł/mkw.) o 15% niższą od ówczesnej średniej transakcyjnej stawki dla rynku wtórnego. Taka różnica względem rynkowej średniej wynikała z faktu, że mieszkanie pochodzące z lat 70 – tych nadawało się do remontu. Inwestor w ramach kosztów transakcyjnych musiał między innymi zapłacić podatek od czynności cywilnoprawnych oraz taksę notarialną. Koszty transakcyjne łącznie wyniosły 2,7% ceny mieszkania. Inwestor zdecydował się na ograniczony kosztowo remont (za 900 zł/mkw.), dzięki któremu mieszkanie w I kw. 2019 r. sprzedało się za ówczesną średnią stawkę transakcyjną na rynku wtórnym (7500 zł/mkw.). Na opisywanym flipie inwestor zarobił odpowiednio: 53 284 zł (przed odliczeniem podatku) oraz 43 160 zł (po opodatkowaniu). Stopa zysku netto wyniosła zatem 11,8% w relacji do poniesionych wydatków. Powyższe przykłady pokazują, że używane mieszkanie pomimo konieczności zapłacenia podatku od czynności cywilnoprawnych (2,00% wartości) może wygenerować wyższy zysk w ramach odsprzedaży. Dlatego inwestorzy są zainteresowani starszymi „M” o dobrej lokalizacji, które można stosunkowo tanio wyremontować. >>> Czytaj też: Nasze płace nie nadążają już za cenami mieszkań?psav picture max width Możliwe są także bardziej ryzykowne inwestycjeW nawiązaniu do powyższych przykładów warto podkreślić, że są one dość konserwatywne pod względem założeń i bazują przede wszystkim na rynkowym wzroście średnich cen mieszkań. Niektórzy krótkoterminowi inwestorzy (zwani flipperami) osiągają wyższe stopy zwrotu poprzez podejmowanie dodatkowego ryzyka. Przykładem są okazyjne zakupy mieszkań nieposiadających księgi wieczystej, obciążonych roszczeniami albo pochodzących z egzekucji komorniczej. Zdarzają się też flipy przy dużym zaangażowaniu kapitału obcego pochodzącego z banku (do 90% inwestycji). Wszystkie takie rozwiązania generują oczywiście większe ryzyko. Jest ono ograniczone, jeżeli ceny nieruchomości mieszkaniowych wykazują stabilną tendencję wzrostową. Problem może natomiast pojawić się, gdy krótkoterminowy inwestor kupi mieszkanie na cenowej „górce”. Wtedy do wyboru są dwa warianty: sprzedaż z zerowym zyskiem lub stratą albo wynajem w oczekiwaniu na kolejne wzrosty cen metrażu. Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Pracownicze Plany Kapitałowe będą sposobem na mieszkanie?

psav zdjęcie główneOd 1 lipca 2019 r. działają Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK). Warto wiedzieć, że ten nowy element polskiego systemu emerytalnego posiada również swój mieszkaniowy kontekst. Chodzi o możliwość wypłaty środków zgromadzonych na PPK w celu sfinansowania wkładu własnego do kredytu mieszkaniowego. Można oczekiwać, że takim wariantem zainteresuje się przynajmniej część młodych Polaków. Mowa o osobach, które mają problemy z samodzielnym uzbieraniem 10% – 20% ceny mieszkania, czyli kwoty wymaganej przez banki w ramach wkładu własnego. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili dokładnie wyjaśnić zasady finansowania wkładu kredytowego przy pomocy wypłaty z Pracowniczych Planów Kapitałowych. Ciekawym elementem analizy jest także symulacja przedstawiająca możliwości użycia PPK przez młodego pracownika do sfinansowania wkładu w kredycie mieszkaniowym. Kwotę na wkład własny później trzeba będzie zwrócić do PPKW pierwszej kolejności warto zajrzeć do ustawy z 4 października 2018 r. (Dz.U. 2018 poz. 2215), która reguluje zasady działania PPK. Zgodnie ze wspomnianym aktem prawnym, środki zgromadzone przy pomocy Pracowniczych Planów Kapitałowych mogą posłużyć do jednorazowego sfinansowania wkładu kredytowego w następujących inwestycjach o charakterze mieszkaniowym: budowa lub przebudowa budynku mieszkalnego zakup prawa własności budynku mieszkalnego, lokalu mieszkalnego stanowiącego odrębną nieruchomość lub spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu mieszkalnegonabycie prawa własności nieruchomości gruntowej lub jej częścinabycie udziału we współwłasności budynku mieszkalnego lub lokalu mieszkalnego stanowiącego odrębną nieruchomość lub udziału w nieruchomości gruntowejCo ważne, opisywana wypłata może dotyczyć nawet 100% środków aktualnie zgromadzonych na PPK. Warto jednak podkreślić, że ustawodawca postawił dwa warunki osobom finansującym wkład własny przy pomocy oszczędności emerytalnych. Po pierwsze, taka operacja będzie możliwa jeśli posiadacz Pracowniczego Planu Kapitałowego nie ukończył jeszcze 45 lat. Po drugie, środki pobrane z PPK trzeba zwrócić (wedle ich wartości nominalnej). Taki zwrot powinien rozpocząć się nie później niż po 5 latach od wypłaty środków i musi zakończyć się najpóźniej po 15 latach (począwszy od daty pobrania pieniędzy z PPK). Osoba przekraczająca wspomniane terminy, będzie musiała zapłacić podatek Belki od wcześniejszych zysków kapitałowych dotyczących opóźnionej wpłaty. W pięć lat trudno jest uzbierać wkład potrzebny do kredytuUstawowy limit wieku pracownika pobierającego z PPK środki potrzebne na wkład własny (45 lat) wydaje się stosunkowo wysoki. Osoby liczące sobie 35 lat – 40 lat zwykle mają mniejsze problemy z wkładem własnym niż młodsi zatrudnieni. Właśnie dlatego eksperci portalu RynekPierwotny.pl w ramach analizy postanowili uwzględnić sytuację młodego pracownika, który po pięciu latach przekazywania środków do PPK chce wypłacić oszczędności w celu sfinansowania wkładu kredytowego. Założono, że taka osoba początkowo zarabia 4000 zł brutto, a jej wynagrodzenie co roku rośnie o 2,5% (po odliczeniu inflacji). Zgodnie z pozostałymi założeniami, PPK zapewnia realną stopę zwrotu na poziomie 3,2%, a młody pracownik oraz jego pracodawca przekazują minimalną składkę (łącznie 3,5% wynagrodzenia brutto). Po uwzględnieniu powyższych warunków oszczędzania w ramach Pracowniczych Planów Kapitałowych okazuje się, że przykładowy młody pracownik po pięciu latach będzie mógł wypłacić 11 292 zł w celu pokrycia wkładu własnego. Obecnie takie środki sfinansowałyby zaledwie 6,5% wartości przeciętnego mieszkania o cenie jednostkowej 5000 zł/mkw. i powierzchni 35 mkw. Analogiczny wynik rośnie do 8,4% jeśli przy zachowaniu innych wcześniejszych założeń przyjmiemy, że dwie osoby zarabiające po 4000 zł brutto przez pięć lat oszczędzały w PPK na wkład potrzebny do zakupu mieszkania za 250 000 zł (50 mkw. x 5000 zł/mkw.). Zarówno pierwsza jak i druga wartość procentowa sugeruje, że po pięciu latach oszczędzania przeciętnemu Polakowi trudno będzie przy pomocy Pracowniczych Planów Kapitałowych sfinansować całość wkładu własnego potrzebnego do zakupu mieszkania. Środki z PPK mogą jednak ułatwić zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych (uzupełniając inne oszczędności). Trzeba oczywiście pamiętać, że taka emerytalna pożyczka powinna zostać spłacona w ciągu kolejnych 10 lat – 15 lat. >>> Polecamy: Termomodernizacja daje efekty. Ale nie tak dobre, jak oczekiwano