Mirki i Mirabelki, ponieważ…

Mirki i Mirabelki, ponieważ poprzedni mój mikroblog cieszył się jakimś uznaniem i są zadowoleni, to postanowiłam go odświeżyć a jako, że byłam tutaj przed niektórymi 😉 to w ramach zdrowej konkurencji oraz u progu zalania wykopu „Stellarami” gdzie ludzie biorą sporo waszego własnego bonusu, to dla kontrastu wypada od siebie coś dać, a nawet więcej 🙂

Każdy kto skorzysta ze wszystkich czterech aplikacji, dostaje dodatkowo prywatnie 25zł + co 5 osobie wypłacę 120zł a po uzbieraniu 10 osób planuję #rozdajo za pomocą #mirkolisty nagrodą jest przelew 150zł oraz sprawny wzmacniacz stereo firmy „Denon” o wartości ok 500zł, którego wyślę zwycięzcy kurierem (fajny i rzadki model)

A teraz do rzeczy, w ramach promocji z wykorzystaniem Revoluta, w kilka minut roboty otrzymacie powitalnie ok 235zł + to co wyżej zysku bez haczyków (nie chodzi o darmową kartę ani o kryptowaluty jak xlm ;)) oczywiście są aplikację wymagające weryfikacji np prawem jazdy, ale nie wszystkie, więc znajdzie się coś dla każdego 🙂

Uczciwie na wstępie zaznaczam, aby zarobić trzeba za pierwszym razem wykorzystać czyjś kod polecający. Trochę pracy w opis metod jak i dokładne sprawdzenie usług włożyłam (wiedzą o tym, zwłaszcza Ci którzy się połasili na gotowca) będę również aktywnie odpowiadać i pomagać, a w razie wszelkich wątpliwości i problemów możecie na mnie liczyć. Dlatego mam nadzieję, że skorzystacie z mojego kodu (dalej polecacie oczywiście już ze swojego, a osoby które zarejestrują się też otrzymają pieniądze) po wykonaniu u mnie programów, nie zostawię nikogo i dalej chętnie pomogę korzystać już ze swoich kodów!

Cała sprawa polega na dokonaniu darmowego przelewu, ze swojego konta bankowego na własne konto funtowe w Revolucie (założenie i używanie jest darmowe) z wykorzystanie pokrewnych aplikacji finansowych, które w ramach podziękowania nagrodzą nas ekstra pieniędzmi na powitanie. Pieniądze wracają szybko (w Worldremit, nawet w kilka godzin)

TransferGo 50zł, Xendpay 50zł, Worldremit 100zł, Monese 50zł.

Firmy są na rynku od wielu lat, nawet dłużej od samego Revoluta, podlegają regulacją FCA czyli brytyjskiego odpowiednika KNF (Komisji Nadzoru Finansowego), a więc stosuje dokładnie takie same standardy bezpieczeństwa, jak banki komercyjne w UK.

Sama poleciłam w rodzinie i przyjaciołom, są to sprawdzone metody. Nie zawiedziecie się.

Można zacząć od dowolnie wybranej aplikacji (kolejność jest przypadkowa) oraz najpierw zrobić jedną i poczekać na powrót przelewu oraz bonusu.

Najszybszy powrót przelewu, to Worldremit, zwykle ten sam dzień. Xendpay bonus od razu naliczony przy robieniu przelewu. TransferGo wolniejsze, ale również niezawodne i wypłata bonusu nawet na Polskie konto i to w ten sam dzień co powrót pieniędzy.

#revolut #rozdajo #zarabianie #zarabianiewinternecie #cebuladeals #zadarmo #darmoweplatne #finanse #banki #pracazdalna #patostreamy #xlm #stellar

Mirabelki, Mirki, pieniądze…

Mirabelki, Mirki,

pieniądze leżą na ulicy! Pieniądze rozdaję! ( ͡€ ͜ʖ ͡€)

Poszukuję chętnych, którzy byliby zainteresowani zgarnięciem 134 (możliwie nawet do 254 – o tym niżej) złotych lub równowartością tego w funtach ~ 30£. Chodzi o serwisy finansowe typu #fintech, a dokładnie o dwa – #transfergo i #worldremit, które zajmują się transferami pieniężnymi za granicę.

Oczywiście nie są to jedyne serwisy, gdzie można otrzymać bonus za rejestrację, lecz wyjątkowo chcę Wam przedstawić właśnie te, a to ze względu na ich bardzo przyjazną politykę weryfikacji – wszystko można przejść bez przedstawiania dowodu osobistego.

Aby skorzystać, należy posiadać: #revolut i podstawowe konto z kartą lub wyłącznie konto w brytyjskiej #uk walucie, 3 minuty wolnego czas oraz wolne środki (500PLN/100GBP – WorldRemit, równowartość 50GBP/ok 240PLN TransferGo), które możecie sobie zamrozić na kilka dni. I jedynie co trzeba zrobić to wykonać po jedynym przelewie do siebie z wykorzystaniem wymienionych serwisów.

I teraz to, na co każdy miłośnik teorii spiskowych czekał – „co trzeba im o sobie przesłać”?

Sa to instytucje finansowe, przez co podlegają pod AML (tak samo, jak Wasz bank), dlatego też prędzej czy poźniej weryfikację tożsamości będzie trzeba zrobić. W tym wypadku wystapi to po pierwszym przelewie, ale jak wspomniałem na poczatku, możemy skorzystać z najbezpieczniejszej formy weryfikacji, bez podawania numeru dowodu, czyli poprzez prawo jazdy.

Co więcej, żeby jeszcze bardziej Was zachęcić, od siebie dokładam bonus w postaci przelewu 20PLN/4£ na Revoluta za wykonane rejestracje. A gdy liczba zarejestrowanych z mojego kodu przekroczy 15 osób, zorganizuję #rozdajo dla tej grupy, gdzie wylosuję szczęśliwca, który otrzyma przelew na 100 złotych! Oznacza to, że w najlepszej sytuacji otrzymasz łącznie 254 złote po skorzystaniu z tej akcji.

Brzmi pięknie? Tak właśnie jest. Zapraszam na pw, by zapisać się na listę zdecydowanych osób, którym potem wyślę instrukcję. Nie masz jeszcze Revoluta? Również napisz. Sprawimy, że będziesz mógł skorzystać z tej akcji i dodatkowo za darmo otrzymasz fizyczną kartę prepaid Mastercard. Sukcesywnie będę każdemu pomagał przejść cały proces, dlatego też nie martw się, gdy chwilowo nie odpisuję. A osoby mieszkające w Wielkiej Brytanii zachęcam jeszcze bardziej, proces będzie jeszcze szybszy.

#praca #pracazdalna #finanse #bankowosc #pieniadze #biznes

pic not related ( ͡º ͜ʖ͡º) >>>> #wygryw134 – tag do czarnolistowania

Ten uczuć kiedy wzrost…

Ten uczuć kiedy wzrost najniższej krajowej, tak na prawdę oznacza że biedniejemy ( ͡° ʖ̯ ͡°)

Wzrost pensji brutto pracownika, do dla prezesa wzrost kosztów, a im większe koszty tym większa musi być cena usług, by ten mógł utrzymać swoją pensję

#pracbaza #praca #polska #ekonomia #finanse #biznes

Ruszył program Emerytura plus. Kiedy wypłaty trzynastek?

psav zdjęcie główneMinister rodziny podkreśliła, że świadczenie w wysokości 1100 zł brutto (ok. 888 zł netto) będzie wypłacone wraz z majową emeryturą lub rentą, jednak część osób świadczenie może otrzymać już w kwietniu, ponieważ 1 maja, który jest terminem wypłaty niektórych świadczeń, to dzień wolny od pracy. „Oznacza to, że pierwsze świadczenia z programu Emerytura plus mogą być wykorzystane jeszcze przed weekendem majowym” – wskazała.
Wypłaty trzynastych świadczeń będą realizowane przez ZUS w kilku terminach. Do 30 kwietnia wypłaty otrzyma 1 mln 40 tys. emerytów i rencistów, do 5 maja – 470 tys., do 6 maja – 1 mln 180 tys., do 10 maja – 1 mln 180 tys. osób, do 15 maja – 1 mln 290 tys., do 20 maja – 1 mln 330 tys., i do 25 maja – 1 mln 780 tys. osób.>>> Czytaj też: Od poniedziałku pierwsze emerytury plus na kontach i u listonoszy
Z kolei niektóre świadczenia rolnicze są wypłacane raz na kwartał i w takich przypadkach świadczeniobiorcy „Emeryturę plus” otrzymają w czerwcu.
Szefowa MRPiPS przypomniała, że kwota świadczenia nie będzie wliczana do dochodu w rozumieniu ustawy o pomocy społecznej, o dodatkach mieszkaniowych, o świadczeniu wychowawczym oraz funduszu alimentacyjnym.
Minister zaznaczyła, że trzynaste świadczenie nie jest obciążone koniecznością odprowadzenia części za pobyt w domach pomocy społecznej. „To było ważne dla wszystkich mieszkańców domów pomocy społecznej, którzy odprowadzają 70 proc. swojego świadczenia na rzecz placówki całodobowego pobytu, w której przebywają” – wskazała Rafalska.
Świadczenie nie będzie też objęte egzekucją komorniczą. „Zakład Ubezpieczeń Społecznych podjął rozmowy z bankami, żeby uniknąć zajęć tzw. trzynastego świadczenia w ramach egzekucji komorniczej. Świadczenia, zgodnie z literą prawa, są oczywiście wolne od zajęć, ale gdy wpłyną na konto bankowe, z którego prowadzona jest egzekucja, podlegają już tej egzekucji. Podobnie było ze świadczeniem 500 plus” – powiedziała minister.
Zaznaczyła, że w wyniku rozmów z bankami zapadła decyzja, by nadać trzynastemu świadczeniu specjalny identyfikator, który odróżni je od innych wpływów na rachunek bankowy i uniemożliwi egzekucję. „Co ważne, po rozmowach z ZUS, również Krajowa Rada Komornicza zadeklarowała, że nie będzie prowadzić egzekucji środków z trzynastego świadczenia” – podkreśliła Rafalska.
Trzynaste świadczenie ma być wypłacone osobom pobierającym: emerytury i renty w systemie powszechnym, emerytury i renty rolników, służb mundurowych, emerytury pomostowe, świadczenia i zasiłki przedemerytalne, renty socjalne, nauczycielskie świadczenia kompensacyjne oraz renty inwalidów wojennych i wojskowych.
Trzynastą emeryturę otrzymają także osoby pobierające rodzicielskie świadczenie uzupełniające, czyli tzw. matczyną emeryturę (jeśli 30 kwietnia będą miały już przyznane prawo do tego świadczenia).
W razie zbiegu prawa do świadczeń osobie uprawnionej przysługiwać będzie jedno jednorazowe świadczenie. Również do renty rodzinnej, do której jest uprawniona więcej niż jedna osoba, przysługuje jedno świadczenie.
Świadczenie będzie przysługiwało ponad 9,8 mln świadczeniobiorcom (ok. 6,96 mln emerytów i 2,62 mln rencistów, w tym 282 tys. rencistów socjalnych). Koszt wypłaty świadczenia „Emerytura plus” to 10,8 mld zł.>>> Czytaj też: Co z 400 mld na subkoncie w ZUS? Składka będzie mniejsza przez zmiany w OFE

Wynajem mieszkania w polskich miastach. Ile można zarobić?

psav zdjęcie główneNawet 9 proc. brutto można uzyskać kupując średniej wielkości mieszkanie w Sosnowcu i Częstochowie, a także w przypadku małych mieszkań w Łodzi. Zwracamy jednak uwagę, że jest to wynik przed opodatkowaniem i bez kosztów ewentualnego kredytu. psav pictureW porównaniu z sytuacją przed rokiem, największe wzrosty kosztu najmu odnotowaliśmy w przypadku dużych mieszkań w Bydgoszczy (13%), średnich mieszkań w Białymstoku i Toruniu (10%) oraz małych w Łodzi (12%). Miast, w których najem mieszkań staniał było niewiele i w większości przypadków obniżka była minimalna. Jedynym, o którym warto wspomnieć jest spadek o 5% w przypadku dużych mieszkań w Lublinie. Średnio najem zdrożał o ok. 3%, a więc w znacznie mniejszym stopniu niż wzrosły ceny mieszkań.>>> Czytaj też: Jak wynajem krótkoterminowy wpłynął na polski rynek?Duże mieszkania gorszą inwestycją?Rentowność inwestycji w mieszkanie na wynajem utrzymuje się jednak na atrakcyjnym poziomie. W przypadku małych i średnich mieszkań jest to średnio ok. 7% brutto rocznie, a w przypadku dużych ok. 6% brutto, przy założeniu, że mieszkanie jest wynajmowane przez 12 miesięcy w roku. – Największe mieszkania są mniej rentowne, ale istnieją sposoby na poprawę zyskowności. Wielu właścicieli takich mieszkań uzyskuje wysoką rentowność dzięki dzieleniu ich na mikro kawalerki lub wynajmując różnym najemcom poszczególne pokoje. – tłumaczy Anton Bubiel z Rentier.io.psav pictureNajwyższą rentowność, przekraczającą 9% brutto, można uzyskać w przypadku średniej wielkości mieszkań w Sosnowcu i Częstochowie oraz małych mieszkań w Łodzi. – Tam, gdzie rentowność inwestycji w mieszkanie na wynajem jest największa, najemcom najbardziej opłaca się przenieść do własnego mieszkania. W przypadku małych mieszkań w Łodzi i średnich w Sosnowcu, koszt najmu jest aż o ok. 70% wyższy niż rata kredytu zaciąganego na zakup podobnego mieszkania. Gdy tylko stanie się to możliwe warto więc przenieść się do własnego mieszkania. – tłumaczy Jarosław Sadowski z Expandera.Jak to policzyliśmyWyliczenia sporządzono na podstawie 71 751 ogłoszeń najmu oraz 130 204 ogłoszeń cen sprzedaży mieszkań. Te dane wykorzystano od oszacowania rentowności inwestycji w mieszkanie na wynajem. Zwracamy uwagę, że prezentowana przez nas rentowność jest wartością brutto, czyli przed odliczeniem odpowiednich podatków oraz bez dodatkowych kosztów. Nie uwzględniono m.in. kosztów ewentualnego kredytu, zaciąganego na zakup mieszkania, kosztów okresowych napraw i remontów, kosztów umów notarialnych, opłat sądowych, prowizji i opłat dla pośredników. Takie koszty mają charakter indywidualny w odniesieniu do konkretnej nieruchomości. >>> Czytaj też: Deweloperka wpadła w kolejną fazę regresuAutorzy: Jarosław Sadowski, Expander Advisors, Anton Bubiel, Rentier.io

Mniejsze wykluczenie cyfrowe kluczem do wzrostu gospodarczego

psav zdjęcie głównePrzy okazji najnowszego przeglądu perspektyw gospodarczych w świecie (Europe and Central Asia Economic Update, Spring 2019 : Financial Inclusion) eksperci Banku Światowego bardziej szczegółowo przyjrzeli się postępom w upowszechnianiu stosowania nowoczesnych narzędzi dostępu do usług i serwisów finansowych w krajach europejskich i azjatyckich. Raport odnosi się przede wszystkim do naszej części Europy oraz do krajów wchodzących niegdyś w skład ZSRR, wspólnie określanych w Banku Światowym jako region ECA. Dokumentacja zebrana w trakcie badania, które objęło w sumie 150 tys. mieszkańców w 144 krajach pozwala jednak na szersze porównania geograficzne w tej dziedzinie.W rozpowszechnianiu cyfrowych narzędzi posługiwania się pieniądzem eksperci Banku Światowego upatrują jedną z kluczowych dróg przyspieszenia rozwoju gospodarczego. Wiele prac teoretycznych i empirycznych wyraźnie wskazuje, że przezwyciężenie wykluczenia cyfrowego otwiera nowe możliwości edukacyjne, w tym i w dziedzinie finansów osobistych, pozwala w wygodniejszy sposób gromadzić nawet niewielkie oszczędności, umożliwia inwestowanie. Wszystko to razem prowadzi do większego równouprawnienia ekonomicznego w społeczeństwach i przyczynia się do ograniczenia sfer biedy w świecie. Jednym ze wskazywanych w raporcie przykładów jest Kenia, gdzie – jak wynika z bardziej szczegółowych badań – rozwój telefonii komórkowej, serwisów mobilnych i aplikacji przyczynił się do zwiększenia oszczędności o 20 proc. i ograniczenia sfery biedy w kraju o 22 proc.Poszerzanie mobilnego dostępu do usług finansowych przynosi korzyści także z punktu widzenia instytucji publicznych, zmniejszając koszty administrowania transferami socjalnymi i zawężając jednocześnie pole dla możliwej przy tej okazji korupcji. Podawany jest w tym kontekście przykład Indii, gdzie wyciek z funduszy przeznaczanych na emerytury po wprowadzeniu bezgotówkowych form płatności zmalał o 47 proc. W Nigrze po wprowadzeniu wypłat z użyciem telefonów komórkowych koszty transferów socjalnych zmalały o 20 proc.W krajach rozwiniętych, gdzie dostęp do konta za pomocą internetu i urządzeń mobilnych często przekroczył już poziom 90 proc. populacji, nacisk kładzie się przede wszystkim na faktyczne korzystanie z istniejących możliwości. Nawet bowiem w takich krajach, w których praktycznie wszyscy mieszkańcy posiadają już konta bankowe (wiodąca w tym rola Skandynawii), korzystanie z nich przy użyciu telefonu i internetu jest dużo mniej powszechne. Przykładowo w Norwegii wynosi ono 85,1 proc., w Danii – 83 proc., a Finlandii – 80,1 proc.Pomimo szybkiego rozwoju internetu i telefonii komórkowej w całym świecie nadal są duże różnice pomiędzy krajami europejskimi i azjatyckimi w faktycznym, codziennym jego wykorzystywaniu przy dostępie do usług finansowych. W krajach Unii Europejskiej im bardziej na południe tym udział ten maleje. Wspomnianej Danii i Finlandii nieznacznie jedynie ustępuje Szwecja i Holandia. Z mobilnego dostępu do własnych pieniędzy powszechnie korzysta ponad 60 proc. dorosłych mieszkańców także w Estonii, Belgii i Niemczech.Na przeciwległym biegunie są Grecja, Rumunia i Bułgaria, gdzie krąg najbardziej oswojonych z cyfrowymi finansami nie przekracza jeszcze poziomu 20 proc. Na podobnym, albo jeszcze niższym poziomie digitalizacji finansów osobistych są mieszkańcy pozostałych krajów bałkańskich oraz większości krajów byłego ZSRR. Wyjątkami są Białoruś i Rosja, gdzie udział korzystających z mobilnego dostępu do konta jest wyższy i wynosi – odpowiednio – 32 i 33 proc. Warto zwrócić uwagę, że w Mongolii i w Chinach dochodzi on już do 40 proc.W Polsce – dla porównania – udział korzystających z mobilnego dostępu do konta wyniósł w 2017 r. – według danych ekspertów Banku Światowego – 52,4 proc., co sytuowało nas na poziomie zbliżonym do Czech (52,5 proc.), wyższym niż w wielu krajach Unii Europejskiej, m.in. w Austrii, Francji, czy Wielkiej Brytanii.Dokumentacja zebrana w raporcie Banku Światowego i w udostępnianej przez bank bazie danych pozwala na więcej o wiele bardziej szczegółowych porównań. Przykładowo – udział (wśród dorosłych, powyżej 15 roku życia) kupujących i płacących poprzez internet zwiększył się w świecie z 16,7 proc. w 2014 r. do 29,0 proc. w 2017 r. W Polsce udział ten jest znacznie wyższy, podniósł się w tym czasie z 42,7 do 64,6 proc. Niewiele pod tym względem ustępujemy mieszkańcom całej strefy euro (68,6 proc.).Ciekawe są także obserwacje wskazujące na duże tempo kurczenia się obszarów wykluczenia cyfrowego. Jeszcze w 2011 r. własne konto bankowe posiadało jedynie 70,2 proc. dorosłych (powyżej 15 roku życia wedle Banku Światowego) mieszkańców naszego kraju. Do 2017 r. ich udział wzrósł do 86,7 proc. Jeszcze wyższy on był (powyżej 90 proc.) wśród osób pracujących i wśród osób powyżej 25 roku życia. >>> Czytaj też: Jak fundusze unijne napędzały polską gospodarkę

Rząd nic nie zrobił. Rząd nic…

Rząd nic nie zrobił. Rząd nic nie zrobił. Wiedzieli od stycznia i nic nie zrobili. Olali nauczycieli. Nie przystąpili do rozmów. Rząd nic nie zrobił. Mieli nas w dupie. Rząd nic nie zrobił.

pokaż spoiler RZĄD NIC NIE ZROBIŁ!
Czytaj: rząd nie spełnił naszego postulatu wzrostu wynagrodzeń o **30%**! W ciągu tego roku! A dają „tylko” 14,5% w 2019.
Szkoda, że mamy kolejny rząd debili, którzy nie potrafią zrobić porządku z komunistycznymi przywilejami. Normalny rząd już dawno zlikwidowałby kartę nauczyciela, włączył wszystkie dodatki do podstawy (sama 13 pensja to +8.5%) i zwiększył pensum do 24 godzin.

#strajknauczycieli #licbaza #ekonomia #finanse #podatki #szkola

Znalezione w sieci, ale…

Znalezione w sieci, ale lepiej sie tego chyba ująć nie da.
„Drodzy rodzice, straszący szkoły sądem. Może nie uważaliście na lekcjach, a może leniuszkom nie chce się poczytać i zrozumieć “skomplikowanego” bo prawnego tekstu pisanego. To ja krótko wytłumaczę, a poniżej przytoczę paragrafy:
a) Waszym dzieciom konstytucyjne prawo do nauczania ma zapewnić państwo polskie, rząd, nie nauczycielki i nauczyciele. Jeśli rząd nie potrafi się dogadać to jest to wina rządu.
b) Konstytucyjny obowiązek nauki swoich dzieci spoczywa na Was, a nie na nauczycielkach i nauczycielach. To Wy odpowiadacie prawnie za niewykonanie tego obowiązku. Nauczycielki nie są Waszymi darmowymi opiekunkami.
c) Macie prawo wyboru szkoły. Możecie posłać dziecko do prywatnej, która nie strajkuje. Nie stać Was? “Zmieńcie pracę” na lepiej płatną.
d) Możecie też sami założyć szkołę i zatrudnić w niej nauczycieli na warunkach na jakich oni zgodzą się pracować.
e) Nauczycielki i nauczyciele, tak jak większość obywateli, mają konstytucyjne prawo do strajku, tak jak wasze dzieci do nauki. Dokładnie tak samo.
f) To prawda, że nie ma przymusu pracy w wyuczonym zawodzie. Módlcie się żeby strajkująca kadra nauczycielska nie złożyła gremialnie wypowiedzeń.
g) Za pracę należy się adekwatna płaca. Jeśli pracodawca płaci za 18 godzin to pracuje się 18 godzin, a nie 42. Nie będę przytaczać Kodeksu pracy, bo to jest nawet ponad moje siły. Jeśli wymagacie to płaćcie, w Waszym imieniu robi to rząd.
h) Za wydawanie pieniędzy z Waszych podatków jest odpowiedzialny rząd i samorząd, nie nauczyciele. Postulowane przez nauczycielki i nauczycieli podwyżki to koszt ok. 8 mld. zł. Policzyć Wam wszystkie podwyżki dla rządu, wybranych urzędników, prezesów spółek państwowych i ich świt, mnożenie komisji, instytucji i etatów, dotacje dla fundacji krzaków powstałych jak grzyby po deszczu, kościoła katolickiego w tym T.Rydzyka, itd.? Same etaty katechetów kosztują 1,2 mld rocznie mimo braku takiego zobowiązania w konkordacie. TVP dostała w tym roku 1,3 mld ekstra. Tymczasem pensje zasadnicze nauczycielek i nauczycieli ZMALAŁY w stosunku do średniej krajowej od 2015 r. o 9%, a od 2012 r. o 18%
i) za organizację systemu oświaty w tym wynagrodzeń odpowiada rząd, za realizację tego systemu – samorząd i dyrektorzy. Nie nauczycielki i nauczyciele, oni są pracownikami. Dyrektorki i dyrektorzy nie odpowiadają za strajk pracowników oświaty skierowany do rządu, nie mają na niego żadnego wpływu. Tak jak dyrektor kopalni nie ma wpływu na to, że górnicy robią najazd na Warszawę i palą opony.
A tak w ogóle to znacząca część nauczycielek i nauczycieli też jest rodzicami.
Zatem skierujcie swoje pretensje o wasze nerwy, nieprzewidziane koszty i zagrożone urlopy we właściwym kierunku – DO RZĄDU. I nie szantażujcie nauczycielek misją, moralnością, odpowiedzialnością, etyką, godnością zawodu i dobrem swoich dzieci bo to zwykła bezczelność. Wykażcie się własną odpowiedzialnością i moralnością. I skoro nie popieracie to chociaż nie przeszkadzajcie. Bo nauczycielki i nauczyciele mają prawo protestować.

#wspieramstrajknauczycieli
Dowody rzeczowe:

Konstytucja RP
Art. 70.
1. Każdy ma prawo do nauki. Nauka do 18 roku życia jest obowiązkowa. Sposób wykonywania obowiązku szkolnego określa ustawa.
2. Nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna. Ustawa może dopuścić świadczenie niektórych usług edukacyjnych przez publiczne szkoły wyższe za odpłatnością.
3. Rodzice mają wolność wyboru dla swoich dzieci szkół innych niż publiczne. Obywatele i instytucje mają prawo zakładania szkół podstawowych, ponadpodstawowych i wyższych oraz zakładów wychowawczych. Warunki zakładania i działalności szkół niepublicznych oraz udziału władz publicznych w ich finansowaniu, a także zasady nadzoru pedagogicznego nad szkołami i zakładami wychowawczymi, określa ustawa.
4. Władze publiczne zapewniają obywatelom powszechny i równy dostęp do wykształcenia. W tym celu tworzą i wspierają systemy indywidualnej pomocy finansowej i organizacyjnej dla uczniów i studentów. Warunki udzielania pomocy zapewnia ustawa.
Art. 65.
1. Każdemu zapewnia się wolność wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy. Wyjątki określa ustawa.
2. Obowiązek pracy może być nałożony tylko przez ustawę.
Art. 59
3. Związkom zawodowym przysługuje prawo do organizowania strajków pracowniczych i innych form protestu w granicach określonych w ustawie. Ze względu na dobro publiczne ustawa może ograniczyć prowadzenie strajku lub zakazać go w odniesieniu do określonych kategorii pracowników lub w określonych dziedzinach.
Ustawa z dnia 23 maja 1991 r. o rozwiązywaniu sporów zbiorowych
Art.19.
1. Niedopuszczalne jest zaprzestanie pracy w wyniku akcji strajkowych na stanowiskach pracy, urządzeniach i instalacjach, na których zaniechanie pracy zagraża życiu i zdrowiu ludzkiemu lub bezpieczeństwu państwa.
2. Niedopuszczalne jest organizowanie strajku w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, Służbie Wywiadu Wojskowego, Centralnym Biurze Antykorupcyjnym, Służbie Ochrony Państwa, w jednostkach Policji i Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej, Służby Więziennej, Straży Granicznej, Straży Marszałkowskiej, Krajowej Administracji Skarbowej, w których pełnią służbę funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej, oraz jednostkach organizacyjnych ochrony przeciwpożarowej.
3.Prawo do strajku nie przysługuje pracownikom zatrudnionym w organach władzy państwowej, administracji rządowej i samorządowej, sądach oraz prokuraturze.”
#polityka #strajknauczycieli #finanse #dobrazmiana

Świadczenie „emerytura plus”: prezydent Duda podpisał ustawę

psav zdjęcie główneZgodnie z ustawą, świadczenie ma być wypłacone osobom pobierającym: emerytury i renty w systemie powszechnym, emerytury i renty rolników, służb mundurowych, emerytury pomostowe, świadczenia i zasiłki przedemerytalne, renty socjalne, nauczycielskie świadczenia kompensacyjne oraz renty inwalidów wojennych i wojskowych.
Trzynastą emeryturę otrzymają także osoby pobierające rodzicielskie świadczenie uzupełniające, czyli tzw. matczyną emeryturę (jeśli 30 kwietnia będą miały już przyznane prawo do tego świadczenia).
Wysokość świadczenia to 1100 zł brutto, czyli ok. 888 zł netto. Większość świadczeń będzie wypłacona wraz z majową emeryturą lub rentą (część osób świadczenie może otrzymać już w kwietniu, ponieważ 1 maja, który jest terminem wypłaty niektórych świadczeń, to dzień wolny od pracy). Niektóre świadczenia rolnicze są wypłacane raz na kwartał i w takich przypadkach świadczeniobiorcy „Emeryturę plus” otrzymają w czerwcu.
Świadczenie będzie przysługiwało ponad 9,8 mln świadczeniobiorcom (ok. 6,96 mln emerytów i 2,62 mln rencistów, w tym 282 tys. rencistów socjalnych). Koszt wypłaty świadczenia „Emerytura plus” to 10,8 mld zł.>>> Czytaj też: Możliwość dziedziczenia albo wyższa emerytura z ZUS. Gdzie przenieść środki z OFE?

Ile naprawdę kosztuje prąd? Nie ma szans na zamrożenie cen przed eurowyborami

psav zdjęcie główneBliskie zera są szanse, że przed wyborami do Parlamentu Europejskiego nastąpi notyfikacja ustawy i rozporządzenia, które pozwoliłyby zamrozić ceny prądu na ubiegłorocznym poziomie, co od wakacji 2018 r. obiecywał rząd – wynika z naszych rozmów w Brukseli. Minister energii Krzysztof Tchórzewski zapowiadał w zeszłym tygodniu, że sprawa zostanie domknięta do maja.„Ministerstwo Energii utrzymuje stały dialog z Komisją Europejską, zarówno na szczeblu politycznym, jak i na szczeblu eksperckim podczas roboczych kontaktów. Celem takich działań jest przekazanie KE wszelkich informacji, jakie uznaje ona za niezbędne w kontekście wdrożenia przepisów ustawy prądowej. Rozmowy dotyczą także rozwiązań dla odbiorców energochłonnych” – czytamy w odpowiedziach resortu energii na pytania DGP o dalszą legislację.psav video targetW ubiegłym tygodniu napisaliśmy, że sprawę rekompensat może przejąć Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii, a zielone światło dał już prezes PiS Jarosław Kaczyński.– To, że sprawa cen prądu jeszcze się nie zakończyła, to jedna z większych porażek wizerunkowych ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego – mówi jeden z prominentnych działaczy PiS.Pytany, czy w takim razie i jego może objąć rekonstrukcja rządu, rozkłada ręce. Nie jest tajemnicą, że Tchórzewski nie należy do ulubieńców premiera Mateusza Morawieckiego. Szef rządu niemal rok temu zabrał mu nadzór nad fuzją Orlenu i Lotosu. Według naszych rozmówców Tchórzewski chce go odzyskać. – Ale jeśli minister Emilewicz ogłosi sukces ustawy prądowej, to może mieć z tym problem – twierdzi nasz rozmówca.Legislacyjny chaos nie jest tylko problemem wizerunkowym ministra energii i rządu. Wielokrotnie pisaliśmy, że samorządy, które płacą więcej za prąd, bo wciąż nie ma rekompensat, muszą rezygnować z niektórych inwestycji. Jest też obawa o wyższe ceny usług, skoro nie będzie wyrównania różnicy cen dla małych i średnich firm. Mogłoby to być uznane przez Brukselę za niedozwoloną pomoc publiczną. Brak też aktów wykonawczych do ustawy.– Cała ta sytuacja odbija się negatywnie na bezpieczeństwie relacji odbiorców ze sprzedawcami. Mówiąc wprost: żadna ze stron umów sprzedaży energii nie wie, za ile kupuje i sprzedaje objęty umową towar. Skoro korekta cen zadziała wstecz, to przy założeniu, że po znowelizowaniu ustawy rozporządzenie wejdzie w życie w połowie roku, aktualizacji będzie podlegać sześć miesięcy wzajemnych rozliczeń pomiędzy kontrahentami – mówi specjalizujący się w prawie energetycznym mec. Jan Sakławski z kancelarii Brysiewicz & Wspólnicy.Towarowa Giełda Energii już odczuła zmniejszenie obrotów.Rozporządzenie nie pojawi się przed drugą nowelizacją ustawy prądowej, której należy się spodziewać w maju. Choć ma wejść w życie dzień po publikacji, stanie się to dwa miesiące przed rocznicą pierwszych zapowiedzi ministra energii o tym, że od nowego roku 2019 nie zapłacimy więcej za prąd. >>> Czytaj też: Zapłacimy więcej za prąd, ale nie wiadomo kiedy. Chaos się pogłębia

Możliwość dziedziczenia albo wyższa emerytura z ZUS. Gdzie przenieść środki z OFE?

psav zdjęcie główneOtwarte fundusze emerytalne w obecnej formule będą zlikwidowane. Uczestnicy nie mają wyboru takiego jak przy poprzedniej dużej zmianie w II filarze emerytalnym w 2014 r. – czy pozwolić, by część składki nadal trafiała na konto w OFE, czy zdecydować się na ZUS. Teraz wybór będzie inny: pójść do ZUS czy zostać posiadaczem IKE – indywidualnego konta emerytalnego. Każda opcja wiąże się z innymi konsekwencjami dla tego, co się stanie z oszczędnościami z OFE i jak przyszły emeryt będzie mógł nimi rozporządzać.Opcja IKEJeśli ubezpieczony nie złoży deklaracji, że chce przeniesienia całości swoich aktywów z OFE do ZUS, zostanie dla niego utworzone indywidualne konto w postaci funduszu inwestycyjnego. Dotychczasowe powszechne towarzystwo emerytalne, które zarządzało OFE, zostanie przekształcone w towarzystwo funduszy inwestycyjnych i to ono będzie prowadziło IKE.psav video targetCo z tymi, którzy już mają IKE? Jeśli zechcą, będą mogli je połączyć. Ale pieniądze pochodzące z OFE nadal będą „znaczone”: znajdą się na osobnym subkoncie i nie będą podlegały ogólnym regułom IKE (takie konta funkcjonują w bankach, firmach ubezpieczeniowych, TFI czy w domach maklerskich). Po te środki nie będzie można sięgnąć przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Później wypłata na emeryturze odbędzie się według takich samych reguł jak w „zwykłym” IKE, bez podatku, w całości lub w transzach, wedle uznania ubezpieczonego.>>> Czytaj też: Waloryzacja emerytur i rent w 2020 roku. Policzyliśmy, o ile wzrosną świadczeniaBędąc właścicielami IKE powstałych z przekształcenia OFE, będziemy mogli wpłacać do nich składkę ograniczoną rocznym limitem określonym dla tej formy oszczędzania na emeryturę. W tym roku limit wpłat to 14 295 zł. Pieniądze te fundusze będą mogły inwestować tak jak inne aktywa, jakie zostaną im „w spadku po OFE”. Będą też mogły udostępniać nowe strategie lokowania środków.Ubezpieczony może zachować się też pasywnie, czyli nie wpłacać dodatkowych pieniędzy na IKE. Wtedy fundusz będzie zarządzał tym, co zostało mu po OFE – po potrąceniu 15-proc. podatku od przekształcenia. Jeśli przyjąć, że średnia wartość aktywów na członka OFE to 10 tys. zł, to fundusz będzie obracał początkową kwotą około 8,5 tys. zł.Aktywa na IKE będą podlegały dziedziczeniu. Ma to być jedna z zalet tego rozwiązania: w razie śmierci oszczędzającego jego rodzina otrzyma to, co uskładał. Środki te będą również brane pod uwagę przy wyliczaniu stopy zastąpienia w momencie przechodzenia na emeryturę. IKE nie gwarantuje jednak emerytury dożywotniej. Można będzie wypłacić tylko tyle, ile będzie na koncie. Dziś nie sposób określić, jaka to będzie suma w momencie osiągnięcia wieku emerytalnego, to będzie zależało od skuteczności zarządzających funduszu. Oraz od wysokości opłat na rzecz TFI. Całość ryzyka jest przenoszona na ubezpieczonego. Może stracić, gdyby na rynku zapanował kryzys, ale może i zyskać, zwłaszcza w przypadku długoterminowego systematycznego oszczędzania. Wiele zależy od tego, jakie strategie będą obowiązywały w nowych IKE.Na początku dominującym składnikiem aktywów będą tam akcje (w OFE stanowią obecnie 78 proc. portfela), co czyni z nich fundusze podwyższonego ryzyka. Ale zarządzający będą mogli stopniowo zmniejszać udział akcji w portfelu (to rozwiązanie jest proponowane, by chronić giełdę przed zbyt dużą podażą akcji, która skutkowałaby spadkami cen). Powinno to oznaczać budowanie bardziej stabilnego portfela. Niewykluczone, że dla osób przed emeryturą zostaną stworzone bezpieczne subfundusze.Opcja ZUS-owskaPrzekazanie naszych środków z OFE na IKE (minus podatek) to automat. Żeby aktywa z OFE zostały przeniesione do ZUS, ubezpieczony będzie musiał złożyć oświadczenie. Wtedy zasoby odpowiadające wartości posiadanych przez niego jednostek rozrachunkowych w OFE trafią do Funduszu Rezerwy Demograficznej, którym zarządza ZUS. Odtąd te aktywa nie będą mieć dla przyszłego emeryta żadnego znaczenia. Z jego punktu widzenia istotne będzie to, że określona kwota zostanie zapisana na jego koncie w ZUS, a konto będzie waloryzowane przypisem składki do ZUS, czyli tym, o ile więcej Zakład zbierze od ubezpieczonych niż w roku poprzednim. W 2018 r. waloryzacja wyniosła 8,6 proc.Plusem konta w ZUS jest zapis, że nie może ono stracić na wartości. Nie ma więc ryzyka spadku wartości środków, jak w IKE. Ale indeksacja nie musi być zawsze tak wysoka jak w ub.r. Jeśli składka na ZUS spadnie (co może się stać w razie zmniejszenia liczby pracujących czy wysokości wynagrodzeń), to waloryzacja wyniesie zero. Dotąd najniższy wskaźnik waloryzacji wyniósł niepełne 2 proc. w 2002 r. Przeciętnie powyżej 5 proc.Pozytywną konsekwencją zapisania wartości aktywów OFE na koncie w ZUS ma być to, że będą one brane pod uwagę przy wyliczaniu emerytury. Ale emerytura jest obłożona 18-proc. PIT. Choć efektywna stawka podatkowa to 15,3 proc. Jest więc zbliżona do opłaty przekształceniowej w IKE (ta będzie pobierana z góry, co ograniczy faktyczną stopę zwrotu). Minusem wyboru ZUS będzie też to, że środki nie będą mogły być dziedziczone.Tak porównanie skutków przeniesienia aktywów z OFE do IKE lub ZUS wygląda dziś. Szczegóły mogą się jeszcze zmienić w trakcie prac nad ustawą. >>> Czytaj też: Prywatyzacja OFE obniży dochody przyszłych emerytów? „Popełnimy taki błąd, jak Wielka Brytania”

Dochód podstawowy narzędziem lewicowej rewolucji

psav zdjęcie główneGdy bierze się do ręki lewicową książkę roku (według czytelników portalu lewica.pl), należy oczekiwać wysokiej jakości, ale i wiadomego, określonego spojrzenia na świat, państwo i społeczeństwo. Czy „Bezwarunkowy dochód podstawowy” (PWN, 2018) Macieja Szlindera spełnia te kryteria?Szlinder to doktor nauk humanistycznych w zakresie filozofii z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, autor licznych artykułów naukowych i tłumaczeń, ale także prezes Polskiej Sieci Dochodu Podstawowego. Napisał książkę o tym, na czym chyba najlepiej się zna, czyli o koncepcji bezwarunkowego dochodu podstawowego (BDP, z ang. UBI – Universal Basic Income). Koncepcja ta zakłada, że każdy będzie otrzymywał od państwa świadczenie pieniężne równej wysokości. Jakie są argumenty za i przeciw takiemu rozwiązaniu? Czy ono jest w ogóle realne, biorąc pod uwagę stabilność finansów publicznych?Dywidenda społeczna?Skoro autor zna się na zagadnieniu, a w dodatku całkiem nieźle panuje nad piórem, to efekt końcowy nie mógł być zły. Szlinder podzielił swoją książkę na trzy części (choć rozdziałów jest więcej). W pierwszej z wielką gracją wyjaśnia, czym jest BDP, a czym nie jest, i skąd się w ogóle wzięła ta koncepcja. Bezwarunkowy dochód podstawowy, zgodnie z definicją organizacji Basic Income Earth Network, ma pięć niezbywalnych cech. Jest to dochód pieniężny (nie rzeczowy), okresowy (wypłacany w regularnych odstępach czasu, np. co tydzień, co miesiąc), indywidualny (otrzymują go wszyscy członkowie danej wspólnoty politycznej), powszechny (nie ma kryterium dochodowego), bezwarunkowy (otrzymujący go nie musi pracować ani zgłaszać gotowości do pracy).Skracając więc przywoływaną przez Szlindera definicję ekonomisty Daniela Raventosa, dochód podstawowy jest świadczeniem pieniężnym wypłacanym regularnie przez państwo każdemu obywatelowi – bez względu na to czy jest on zatrudniony i jaka jest jego pozycja majątkowa i społeczna – w wysokości wystarczającej do realizacji podstawowych potrzeb biologicznych. Trzeba też podkreślić, że koncepcja BDP zakłada, iż wraz z jej wejściem w życie nastąpi likwidacja wszelkich socjalnych programów pomocowych (co ma uczynić politykę społeczną państwa mniej kosztowną).”Za dochodem podstawowym opowiadał się polski marksista Oskar Lange.”Dochód podstawowy czasami określa się mianem „dywidendy obywatelskiej” albo „dywidendy społecznej”. Pierwszym polskim ekonomistą, który opowiadał się za takim rozwiązaniem, był marksista Oskar Lange. Wskazywał on, że „jednostka powinna mieć stały udział w dochodzie płynącym z kapitału i bogactw naturalnych, które są własnością społeczeństwa”. W latach 90. XX wieku ideę dywidend z narodowego kapitału propagował m.in. Szczęsny Górski.Dla niewtajemniczonych może to być zaskakujące, ale jednym z pierwszych, który wyszedł ze spójną koncepcją tego rodzaju rozwiązania był Tomasz Paine. W 1797 roku zaproponował on, by USA wypłacały 15 funtów każdemu obywatelowi, który wchodzi w dorosłość (ukończy 21 lat), co stanowiło równowartość rocznego dochodu angielskiego rolnika (czyli nie było małą sumką). Był to jednak bardziej projekt „spadku państwowego”, niż „dywidendy obywatelskiej”.Pomysł nieco bardziej zbliżony do BDP – zakładający wypłacanie „dywidendy ziemskiej” – wysunął nauczyciel Tomasz Spence w odpowiedzi na propozycję Paine’a, w artykule „The Rights of Infants”. Szlinder opisuje w swojej książce także inne koncepcje pokrewne BDP, takie jak m.in. negatywny podatek dochodowy (któremu sprzyjał nawet liberalny ekonomista Milton Friedman), dochód partycypacyjny czy dotacja kapitałowa.Równość czyli niesprawiedliwośćW pierwszej części książki „Bezwarunkowy dochód podstawowy” Szlinder przedstawia również krytyczne głosy skierowane wobec koncepcji BDP. Trzeba przyznać, że robi to dość wyczerpująco, szczególnie w kontekście różnych koncepcji sprawiedliwości.Z drugiej strony nieco po macoszemu traktuje jeden z najważniejszych chyba argumentów przeciwko dochodowi podstawowemu. A brzmi on następująco: jeśli państwo ma wypłacać wszystkim obywatelom dywidendę socjalną w równej wysokości, to zawsze znajdą się ci, którzy są taką polityką poszkodowani, bo z pewnych względów potrzebowaliby większej pomocy. Czy polityka społeczna, która lekceważy najbardziej (w danym momencie) potrzebujących, jest polityką sprawiedliwą? Czy w takim razie ma rację Szlinder, powtarzając za zwolennikami BDP, że „tylko ta koncepcja gwarantuje skuteczne zapobieganie występowaniu ubóstwa”?W drugiej części swojej książki Szlinder skupia się na ekonomicznych aspektach BDP. A raczej należałoby napisać, że stara się za wszelką cenę udowodnić, iż wdrożenie tej koncepcji jest jak najbardziej realne z punktu widzenia finansów publicznych, także tych polskich (na BDP w wysokości 1000 zł co miesiąc potrzebne byłoby około 360 mld zł, czyli około 20 proc. rocznego PKB Polski). Szlinder wskazuje na kilka źródeł finansowania BDP (oszczędności budżetowe, podwyżka podatków, emisja długu, kreacja pieniądza). Niektóre są bez wątpienia bardzo dyskusyjne i ryzykowne z punktu widzenia tempa rozwoju gospodarczego i stabilności finansów państwa. Przywoływanie w tym rozdziale koncepcji Kazimierza Łaskiego o możliwości zadłużania się państw bez końca i bez miary powinno wywoływać nie tylko drwiący uśmiech na twarzy, ale również dreszcz przerażenia na plecach.”60 proc. Polaków poparło koncepcję dochodu podstawowego.”W tej części książki można też znaleźć taką ciekawostkę, jak fakt, że w badaniu Ipsos z maja 2017 roku aż 60 proc. badanych Polaków poparło koncepcję dochodu podstawowego i był to najwyższy wskaźnik poparcia dla tej idei wśród 11 pytanych społeczeństw. Wniosek z tego, że 500+ trafiło na podatny grunt. Tymczasem np. w Szwajcarii odrzucono koncepcję BDP w referendum w 2016 roku.Z doświadczeń Indii i KeniiW trzeciej części książki Szlinder prezentuje polityczne aspekty wdrażania koncepcji BDP w życie. Zastanawia się, które środowiska ją popierają (i są zdolne do jej poparcia), a które mogłyby zostać do niej przekonane i za pomocą jakich argumentów. Naukowiec z UAM w Poznaniu przybliża również historię debaty publicznej na temat BDP, która miała już miejsce m.in. w Wielkiej Brytanii, krajach nordyckich czy w Niemczech.Bardzo dobrym pomysłem autora jest umieszczenie jako dodatku działu FAQ, w którym odpowiada on krótko i zwięźle na podstawowe pytania związane z dochodem podstawowym. Możemy się dowiedzieć, że jak do tej pory koncepcja BDP była testowana tylko w indyjskim stanie Madhya Pradesh i przyniosła całkiem niezłe wyniki (społeczność nie przejadała otrzymywanego świadczenia, tylko je inwestowała), podobnie zresztą jak program rentowy organizacji charytatywnej GiveDirectly działający w Kenii.Co ciekawe, Szlinder przyznaje w pewnym momencie, że „wniosków z tego indyjskiego eksperymentu nie można przełożyć na sytuację rozwiniętych, bogatszych państw europejskich”. Co prawda pokrewne rozwiązania były też testowane w Finlandii czy na Alasce (USA), ale wysokość wypłacanych świadczeń była na tyle niska, że nie mogła zniechęcać do pracy.Przepis na lenistwoW mojej opinii wadą książki jest to, iż autor za mało miejsca poświęcił aspektom psychologicznym wprowadzenia BDP. Szlinder przywołuje co prawda argumenty ekonomistów obawiających się o negatywny wpływ BDP na podaż pracy, ale jednak przyznaje więcej miejsca – a koniec końców i rację – tym którzy nie obawiają się tego efektu. Czy słusznie? „Dając człowiekowi samą płacę, powodujemy, że pracę znajduje on sobie we własnym zakresie, odpowiednio do stopnia własnego lenistwa” – pisał Janusz Zajdel w powieści „Limes inferior”. Owszem, pracowici i kreatywni ludzie dzięki BDP zapewne tworzyliby lepsze jakościowo produkty czy usługi, a wielu poświęciłoby się sztuce. Problem w tym, że nie wszyscy są pracowici i kreatywni; nie dla wszystkich celem życia jest osiągnięcie czegoś.Szlinder nie poruszył także dostatecznie kwestii nakręcającej się spirali żądań po wejściu w życie BDP. Znany ekonomista Andrzej Halesiak na swoim blogu napisał niedawno: „Trzeba pamiętać, że procesy gospodarcze z reguły nie mają charakteru laserowych cięć, po których widać natychmiastowe skutki. Złe polityki są bardziej jak rdza – ich konsekwencji nie widać od razu, ale poprzez erozję podstawowych mechanizmów gospodarczych prowadzą z czasem do problemów. Ta erozja polega na zniekształcaniu sygnałów i bodźców wysyłanych na poziom mikro (poszczególnych gospodarstw i firm). Dotyczą one np. relatywnej „opłacalności” podejmowania wysiłku pracy w stosunku do nic nie robienia (życia opartego na „budżecie”). Gdy tych, którzy mogą (przedwcześni emeryci) lub nie chcą (ze względu na szczodrość systemu socjalnego) pracować pojawia się zbyt dużo w relacji do tych, którzy generują dochody, wówczas cała gospodarcza piramida zaczyna trzeszczeć. Pracujący i pracodawcy są bowiem nadmiernie obciążeni (wydatki socjalne ktoś musi przecież finansować), co działa na nich demotywująco lub wręcz przeciwnie – mobilizuje, tyle tylko że do przeniesienia się ze swą aktywnością gdzie indziej.”Narzędzie radykalnej ideologii?Pojawia się więc pytanie: co będzie, jeśli po wdrożeniu BDP na poziomie 1000 zł miesięcznie znacząco spadnie podaż pracy, a społeczeństwo będzie chciało renty na poziomie 2000 zł? A czemu nie na poziomie 3000 zł, przecież wtedy wszystkim żyłoby się jeszcze lepiej…Poza tym – jak zwróciła uwagę prof. Elżbieta Mączyńska na łamach „Biuletynu PTE” nr 4/2018 w artykule „Bezwarunkowy dochód podstawowy. Istota i kontrowersje” – w monografii Szlindera pomijane są aspekty prawne związane z ewentualnym wprowadzeniem w życie BDP. Czy Konstytucja RP pozwala na wdrożenie tego rozwiązania? Szlinder się nad tym nie zastanowił. A powinien to zrobić w trzeciej, „politologicznej” części swojej książki.Niestety, książka Szlindera nie jest w 100 procentach książką naukową, choć na pierwszy rzut oka jest dobrą, interdyscyplinarną monografią. Jest podszyta lewicowymi marzeniami, wizjami, pragnieniami. Wskazuje na to już podtytuł („Rewolucyjna reforma społeczeństwa XXI wieku”). Można to odczuć między wierszami – tam obok pytań czają się też lewicowe emocje.”Dochód podstawowy miałby uwolnić obywateli od tradycyjnego porządku społecznego.”A koronny dowód na to znajduje się na samym jej końcu. „Przepracowanie i niestabilność przekładają się na brak zaufania społecznego i rodzące się tendencje neofaszystowskie. Brak realnej wspólnoty jest wypełniany narodową wspólnotą wyobrażoną, która oparta jest na wykluczeniu inności (pod względem rasy, wyznania czy orientacji seksualnej), patriarchalnych stosunkach między płciami, a nierzadko – na kulcie siły. Potrzebujemy radykalnego działania, które podetnie skrzydła prawicowemu populizmowi i jego zgubnym skutkom. Tym działaniem może i powinien być dochód podstawowy” – podsumowuje swoje dzieło Szlinder. Według filozofa z poznańskiego UAM dochód podstawowy jest więc nie tylko narzędziem dającym wolność do lepszej organizacji czasu i możliwość przyjemniejszego życia, ale też – w pewnym stopniu – wolność od tradycyjnego porządku społecznego.Tym niemniej, mimo drobnych niedociągnięć (wypisanie Adama Smitha z grupy ekonomicznych liberałów), błędów (np. zaliczenie Finlandii do grona krajów nordyckich) i lewicowych wypaczeń, książka Szlindera jest – i zapewne przez dłuższy czas pozostanie – najlepszą polską pozycją traktującą o koncepcji bezwarunkowego dochodu podstawowego. Koncepcji, nad którą poważnie zastanawia się nawet Międzynarodowy Fundusz Walutowy, głównie z uwagi na nieznane dla rynku pracy skutki dalszej robotyzacji. Wszyscy, którzy chcą się z ideą BDP (UBI) zapoznać, powinni sięgnąć po dzieło Szlindera, przełykając gorzką pigułkę w postaci lewicowych „przypraw”. A jeśli komuś mało, to więcej argumentów za i przeciwko dochodowi podstawowemu można wysłuchać, oglądając zapis debaty, która odbyła się na początku marca tego roku pod auspicjami Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Autor: Piotr Rosik