Za droższe mieszkanie zapłacimy dwa razy

psav zdjęcie główneDługi okres spłaty dodatkowo zwiększa skutki podwyżek Informacje napływające z rodzimego rynku kredytów mieszkaniowych wskazują, że w ciągu ostatnich lat znacząco spadł udział „hipotek” posiadających wkład własny poniżej 20%. Na pewno jest to zasługa restrykcji wprowadzonych przez Komisję Nadzoru Finansowego. Wg portalu RynekPierwotny.pl sytuacja przedstawia się mniej optymistycznie w odniesieniu do okresu spłaty kredytów mieszkaniowych zaciąganych przez naszych rodaków. Polacy w pogoni za wyższą zdolnością kredytową, nadal bardzo często wybierają „hipoteki” z okresem spłaty dłuższym niż ten zalecany przez KNF (do 25 lat). Jest to ważna kwestia, ponieważ długi okres kredytowania potęguje negatywne skutki związane ze wzrostem cen metrażu. Taką zależność bardzo dobrze pokazują informacje przedstawione w poniższej tabeli. Zestawienie przygotowane przez ekspertów portalu RynekPierwotny.pl informuje, jak bardzo podwyżka jednostkowej ceny mieszkania zwiększa łączną sumę zwracaną bankowi (w przeliczeniu na kredytowany 1 mkw. lokalu). psav pictureWyniki z poniższego zestawienia opierają się na przykładzie kredytu, który ma okres spłaty wynoszący 20 lat, 25 lat, 30 lat lub 35 lat, średnie oprocentowanie 4,50% (z marżą 2,00%), trzyprocentową prowizję przygotowawczą i jest spłacany w ratach równych. Posiadacz takiej „hipoteki” po wzroście ceny mieszkania o 100 zł/mkw., do końca okresu spłaty będzie musiał zwrócić bankowi kwotę większą o: 156 zł/mkw. – okres spłaty kredytu 20 lat172 zł/mkw. – okres spłaty kredytu 25 lat188 zł/mkw. – okres spłaty kredytu 30 lat205 zł/mkw. – okres spłaty kredytu 35 lat W przypadku większych podwyżek ceny metrażu (np. o 300 zł/mkw.), mamy do czynienia z podobnymi proporcjami między poszczególnymi wynikami. Dane z poniższej tabeli wskazują, że wybór najdłuższego możliwego okresu spłaty (35 lat) dwukrotnie pomnaża negatywny wpływ wyższej ceny mieszkania na finanse kredytobiorcy. Innymi słowy, przykładowa podwyżka ceny „M” o 100 zł na 1 mkw. kredytowanej powierzchni, będzie oznaczała konieczność oddania bankowi tych 100 zł/mkw. oraz kolejnych 100 zł/mkw. w ramach wyższych kosztów kredytu. O takiej zależności powinny pamiętać wszystkie osoby zaciągające nowy kredyt mieszkaniowy. Nie mają one dużego wpływu na poziom oprocentowania „hipoteki”, który jest dość zbliżony w przypadku najlepszych ofert banków i zależny od wysokości stóp procentowych NBP. Kredytobiorcy bardziej mogą wpływać na koszt swojego kredytu poprzez wybór krótszego okresu spłaty. Warto wytrwale targować się ze sprzedawcą mieszkania Powyższe zestawienie prowadzi do jeszcze jednego wniosku. Zdaniem ekspertów portalu RynekPierwotny.pl chodzi o to, że każda (nawet niewielka) obniżka ceny wynegocjowana ze sprzedawcą mieszkania, będzie miała o wiele większy efekt po uwzględnieniu kosztów kredytu hipotecznego. Jeżeli na wskutek negocjacji z deweloperem uda się obniżyć cenę lokalu o 100 zł/mkw., to przy wyborze typowego kredytu mieszkaniowego łączna korzyść finansowa w przeliczeniu na kredytowaną powierzchnię będzie większa nawet o 50% – 100% (tzn. wyniesie 150 zł/mkw. – 200 zł/mkw.). Taki wniosek powinny wziąć sobie do serca osoby, które uważają, że nie warto negocjować niewielkiego rabatu ze sprzedawcą mieszkania. Próby negocjacji można podejmować również w kontekście warunków kredytu mieszkaniowego. Tutaj sytuacja przedstawia się jednak mniej optymistycznie. Wynika to między innymi z faktu, że obniżki marży lub prowizji kredytu hipotecznego często są powiązane z koniecznością nabycia dodatkowego produktu finansowego (np. karty kredytowej lub ubezpieczenia). Właśnie dlatego końcowy efekt promocji bywa ujemny dla kredytobiorcy (po uwzględnieniu wszystkich dodatkowych kosztów). >>> Czytaj też: W ciągu roku oddano najwięcej nowych mieszkań od połowy lat 80. XX wiekuAutor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Jak będzie można wypłacić oszczędności z PPK? Oto najważniejsze zasady

psav zdjęcie główneOd 2019 roku wchodzi w życie projekt PPK – Pracowniczych Planów Kapitałowych, dobrowolnego programu oszczędzania na emeryturę (chociaż nie są one formalnie świadczeniem emerytalnym). W ramach PPK pracownicy będą odkładać niewielką część własnego wynagrodzenia, która zostanie powiększona o wpłaty od pracodawcy oraz od państwa.Środki z PPK zostaną wypłacone po ukończeniu 60 roku życia. Pieniądze oszczędzane w ramach PPK będą stanowić prywatną własność oszczędzającego. Zarządzać nimi będzie wybrana firma ubezpieczeniowa. Możliwa będzie też wcześniejsza wypłata środków z PPK. Uczestnik będzie mógł w dowolnym momencie złożyć wniosek o zwrot środków, jednak oszczędności zostaną pomniejszone o podatek od zysków kapitałowych, 30 proc. wartości wpłat pracodawcy (pobrane 30 proc. zasili jednak ubezpieczenie emerytalne pracownika), a także dopłaty ze strony państwa.Czerwińska: duże inwestycje i spółki czekają na pieniądze z PPKW ustawie o PPK przewidziano też dwie sytuacje, w których oszczędzający będzie mógł wypłacić środki z PPK na innych zasadach.1. W przypadku zaciągania kredytu na zakup mieszkania lub budowę domu pracownik, jeśli nie ukończył 45 roku życia, będzie mógł wypłacić do 100 proc. zgromadzonych środków, jednak będzie miał obowiązek je zwrócić.2. W przypadku poważnej choroby uczestnika PPK, jego małżonka albo dziecka oszczędzający będzie miał prawo wypłacić do 25 proc. środków, bez obowiązku ich zwrotu.Wypłata środków z PPK po ukończeniu 60 roku życia, jeśli pracownik nie zrezygnował wcześniej z uczestnictwa w programie, będzie możliwa w wariancie domyślnym, najbardziej korzystnym podatkowo, który polega na jednorazowej wypłacie 25 proc. zgromadzonych środków oraz wypłacie pozostałych 75 proc. pieniędzy w minimum 120 miesięcznych ratach. Jeśli pracownik będzie chciał wypłacić wszystkie środki na raz albo zmniejszyć liczbę rat, w których wypłacone zostaną oszczędności, będzie musiał się liczyć z koniecznością zapłacenia podatku.>>> Czytaj też: Jak zrezygnować z PPK? Siedem podpisów na deklaracji, którą trzeba odnawiać co kilka lat

Kilka milionów emerytów może chcieć pójść do sądu

psav zdjęcie główne– Do sądów pracy może wpłynąć kilka milionów spraw o wydanie orzeczeń zastępujących świadectwa pracy. W obecnej strukturze organizacyjnej i stanie zatrudnienia sądownictwo pracy nie będzie w stanie ich rozsądzić – ostrzegł sędzia Paweł Mroczkowski, dyrektor departamentu legislacyjnego prawa cywilnego w Ministerstwie Sprawiedliwości (MS). Opinię taką przedstawił w trakcie ostatniego posiedzenia sejmowej podkomisji ds. nowelizacji kodeksu pracy. Rozpatrywała ona prezydencki projekt nowelizacji, który zakłada, że w razie m.in. zaprzestania działalności przez pracodawcę lub wystąpienia innych przyczyn uniemożliwiających wydanie przez niego świadectwa pracy pracownik będzie mógł wystąpić do sądu pracy z żądaniem wydania orzeczenia, które zastąpi wspomniany dokument. Sprawy takie sąd ma rozstrzygać w postępowaniu nieprocesowym.Szczytne cele, trudne realia– Pomysł jest dobry dla pracowników. Rozwiązuje ich problemy w przypadkach, gdy pracodawca uchyla się od wydania świadectwa lub gdy firma już nie istnieje i nie wypełnia swoich obowiązków wobec załogi – tłumaczył sędzia Mroczkowski.Przypomniał jednak, że do tej pory żądania wydania świadectwa pracy były rozpatrywane w trybie procesowym, a więc przy uczestnictwie obu stron sporu. W postępowaniu nieprocesowym nie jest to konieczny wymóg. Może się ono toczyć z udziałem jedynie pracownika, który występuje o wydanie zastępczego orzeczenia. A to – zdaniem przedstawiciela MS – wywoła istotne skutki. – Wynikają one z okoliczności faktycznych takich spraw. Żądanie wydania świadectwa pracy nie jest roszczeniem, więc nie podlega zasadom przedawnienia. Termin występowania z takimi żądaniami byłby więc nieograniczony. A zatem praktycznie każdy emeryt w Polsce, któremu brakuje świadectwa pracy za jakiś okres zatrudnienia, byłby uprawniony do żądania wydania orzeczenia zastępującego ten dokument – wskazał sędzia Mroczkowki.Drzwi (zbyt) szeroko otwarte?Umożliwi to próby podwyższania świadczeń przez wykazywanie dodatkowych okresów zatrudnienia, które do tej pory – z uwagi na brak formalnego potwierdzenia – nie były uwzględniane przy ustalaniu prawa do emerytury i jej wysokości. Resort sprawiedliwości podkreśla, że może chodzić o zatrudnienie nawet w latach 50. i 60. XX w. w jednostkach, które już od dawna nie funkcjonują i które – najczęściej – zniszczyły dokumentację pracowniczą. Zebranie świadków, którzy rzetelnie mogliby potwierdzić fakt zatrudnienia, w tego typu sprawach będzie problematyczne, bo są to osoby w zaawansowanym wieku. – Podstawą wydawania orzeczeń zastępujących świadectwo pracy byłoby więc jedynie zeznanie wnioskodawcy – pracownika. Nie będzie drugiej strony, która mogłaby takie żądanie zweryfikować. W praktyce będzie się to sprowadzać do – proszę wybaczyć za wyrażenie – „klepania” takich wniosków o wydanie orzeczenia zastępującego – wyjaśnił sędzia Mroczkowski.Według szacunków MS (uwzględniających liczbę emerytów) do sądów pracy może wpłynąć nawet kilka milionów spraw o wydanie wspomnianych orzeczeń. W obecnej sytuacji nie poradziłyby sobie one z ich rozstrzygnięciem.– Projekt dopuszcza żądanie wydania orzeczenia zastępującego nie tylko w przypadku bezskutecznej egzekucji wyroku, który zobowiązuje pracodawcę do wydania świadectwa, ale też np. w razie wystąpienia innych przyczyn uniemożliwiających wydanie takiego dokumentu – wskazywała Barbara Bartuś, przewodnicząca podkomisji, posłanka PiS.Podkreślała, że wiele osób stara się udokumentować odległe okresy zatrudnienia. – Jeśli zostawimy tę furtkę tak szeroko otwartą, to może to wywoływać problemy – dodała. Prezydent: cel był innyTak znaczące skutki wprowadzenia omawianych zmian zakwestionowała Kancelaria Prezydenta RP. – Szacunki sugerują, że kilka milionów emerytów ma problemy z prawidłowym ustaleniem prawa do świadczeń. To nie jest prawda. Zaproponowane rozwiązanie ma dotyczyć przypadków, gdy zatrudniający nagle, bez formalnego zakończenia działalności znika, pozostawiając pracowników bez świadectw pracy, co utrudnia udokumentowanie okresów zatrudnienia – wyjaśnił Andrzej Dera, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP.Podkreślił, że w postępowaniu nieprocesowym pracownik też będzie musiał przedstawić dokumenty uprawdopodobniające fakt zatrudnienia w danym podmiocie (np. wydruki z konta bankowego potwierdzające przelewy wynagrodzenia). – Zaproponowane przez nas rozwiązania miały na celu pomoc zatrudnionym przez firmy porzucone przez pracodawców, którzy są obecnie pozostawieni sami sobie – dodał minister Dera.Deklarował, że jeśli przepisy te trzeba doprecyzować lub inaczej ukształtować, to kancelaria jest otwarta na rozmowy, w tym także dotyczące tego, czy sprawy takie mają być prowadzone w trybie procesowym, czy nieprocesowym. Resort pracy popiera pomysł– Omawiana kwestia jest ważna i szukamy wspólnie optymalnego rozwiązania. Brak możliwości uzyskania świadectwa pracy jest obecnie problemem i pomoc zatrudnionym jest konieczna. Sądzę, że przepisy w tym zakresie można doprecyzować. Nie powinniśmy z nich rezygnować – tłumaczył Stanisław Szwed, sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.Obie strony uzgodniły, że wspólnie opracują rozwiązanie, które z jednej strony poprawi sytuację pracowników porzuconych firm, a z drugiej – pozwoli zachować prawidłowe funkcjonowanie sądownictwa pracy. Receptą może być wprowadzenie czasowego ograniczenia na żądanie wydania orzeczenia (np. 10 lat od momentu wymagalności świadectwa pracy). Propozycje w tym zakresie mają być przedstawione na kolejnym posiedzeniu podkomisji (w połowie marca). >>> Czytaj też: E-dowód: dokumentu jeszcze nie ma, ale jest już monopol na czytniki

Przez niskie stopy Polacy stracili na lokatach 44 miliardy złotych

psav zdjęcie główneNiskie stopy procentowe to bezpośrednia przyczyna tanich kredytów i nisko oprocentowanych lokat. Te pierwsze cieszą kilkanaście milionów kredytobiorców, ale drugie stanowią kamień w bucie niemal równie licznego grona Polaków posiadających oszczędności. Powód jest prosty – zanosząc do banku na przeciętną roczną lokatę kwotę 1000 złotych można po 12 miesiącach zainkasować śmiesznie niską kwotę 14 – 15 złotych odsetek po opodatkowaniu. To delikatnie rzecz ujmując nie zachęca do oszczędzania. Depozyt łatwiejszy od wynajmuA jeszcze w 2012 roku sytuacja deponentów była bez porównanie lepsza. Na przeciętnej lokacie można było zarobić prawie 5%. Co więcej, decydując się na lokatę trzymiesięczną, a nie „statystyczną”, można było zyskać średnio 5,4% w skali roku – wynika z danych NBP. Mało tego, najlepiej oprocentowane depozyty w 2012 roku pozwalały zarobić nawet 6-7% w skali roku. Trudno się więc dziwić, że 7 lat temu zakup mieszkania na wynajem był dość rzadko rozważaną ewentualnością. 2%? Dziękuję postojęNiewiele czasu trzeba było czekać, aby w efekcie obniżek stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej banki zaczęły oferować coraz słabiej oprocentowane depozyty. Już w 2013 roku przeciętne oprocentowanie depozytu spadło poniżej 3%, aby w niewiele ponad dwa lata później spaść poniżej 2%. Co więcej do tej pory średnie oprocentowanie bankowego depozytu nie wzrosło powyżej tej granicy. Jest to tym bardziej ważna granica, że od kiedy depozyty przestały dawać przynajmniej 2-proc. zysk, Polacy ewidentnie przestali zanosić nowe pieniądze do banków. Dane banku centralnego pokazują, że szczególnie gdy oprocentowanie spadło do poziomu około 1,5% regularnie znacznie więcej pieniędzy wypływało z bankowych lokat niż na nie wpływało.44 miliardy utraconych korzyściDla wielu osób posiadających oszczędności oprocentowanie poniżej 2% oznacza konieczność poszukiwania innych sposobów na inwestowanie pieniędzy. Trudno się temu dziwić – przez wiele lat przyzwyczailiśmy się do tego, że bezpieczne lokaty pozwalały w sposób zauważalny pomnażać kapitał. Przykład? w 2012 roku przeciętna lokata bankowa była oprocentowana na 4,7% w skali roku, a nie 1,6% jak w 2018 roku. Bez wątpienia gdyby banki pozwalały zarobić bez ryzyka przeciętnie 4,7% kilka razy mniej osób zastanawiałoby się dziś nad zakupem mieszkania na wynajem. Po co mieliby zajmować się tym biznesem skoro na konta wszystkich deponentów wpłynęłoby w ciągu 12 miesięcy aż 6,8 mld zł odsetek więcej niż przy obecnym oprocentowaniu lokat? Dla porządku warto dodać, że mówimy tu o kwocie już po opodatkowaniu.Z danych NBP na koniec 2018 roku wynika, że Polacy trzymali na lokatach aż 273 mld zł. Przy przeciętnym oprocentowaniu na poziomie 4,7% oznaczałoby to zysk na poziomie 12,8 mld zł, czyli po opodatkowaniu 10,4 mld zł. Aż tyle posiadacze lokat mogliby zarobić na depozytach gdyby dziś banki oferowały takie oprocentowanie jak w 2012 roku. Kontynuując tę zabawę na liczbach można też oszacować o ile mniej przez ostatnie 7 lat Polacy zarobili trzymając pieniądze na bankowych lokatach. Kwota jest porażająca i wynosi około 44 mld zł. Trudno się dziwić, że utrata możliwości osiągania aż takich zysków zmusiła do szukania alternatywnych sposobów zarabiania.W praktyce oczywiście nasza Rada Polityki Pieniężnej nie mogłaby pozostać przy wysokich stopach procentowych w otoczeniu ultra niskich stóp stosowanych przez największe banki centralne. Skutkowałoby to na przykład sporym umocnieniem złotego, czyli problemami dla eksporterów, ale też bardzo mocno ograniczyłoby wzrost PKB – poprzez niższą konsumpcję czy inwestycje. Bartosz Turek, analityk Open Finance>>> Polecamy: Polacy mieszkają na swoim. Bijemy na głowę unijną średnią

Niemcy, Austria, Hiszpania i Portugalia interweniują ws. ustawy frankowej [NEWS DGP]

psav zdjęcie główneAmbasady we wspólnym liście piszą, że proponowany w ustawie fundusz restrukturyzacji kredytów walutowych (Fundusz Konwersji) może naruszać unijne zasady swobody zawierania umów, niedziałania prawa wstecz czy proporcjonalności. Ich zdaniem może być to także sprzeczne z umowami o ochronie inwestycji. Jak podkreślają w treści listu dyplomaci czterech państw, wprowadzenie funduszu na obecnych zasadach może oznaczać dla banków miliardowe koszty, co może skłonić spółki będące właścicielami banków w Polsce do wystąpienia z pozwami i wniesienia roszczeń wobec Polski. Dlatego autorzy listu zwracają się do szefa sejmowej komisji finansów publicznych o ponowne rozpatrzenie pomysłu i sugerują zmianę prawa. Z czterech krajów, których dyplomaci interweniują ws. projektu ustawy, pochodzą właściciele banków, które podpadają pod mechanizm Funduszu Konwersji: hiszpański Santander, niemiecki Comerzbank – właściciel mBanku, portugalski Banco Comercial Portugues S.A – właściciel Millenium oraz austriacki Raiffeisen. Pismo zostało wystosowane w przeddzień posiedzenia komisji finansów publicznych, na którym ma być omawiany projekt ustawy frankowej. Projekt zakłada z jednej strony liberalizację zasad pomocy w spłacaniu kredytów walutowych dla osób, które mają z tym kłopoty. Drugie kwestionowane przez dyplomatów w piśmie rozwiązanie to nowo utworzony Fundusz Konwersji, na który mają składać się banki mające portfel kredytów walutowych. Składki mają być proporcjonalne do wielkości portfela i mają być przeznaczone na stopniowe jego zmniejszanie przez oferowanie klientom ich przewalutowania. Każdy z banków będzie mógł użyć do tego celu pieniędzy płaconych w ramach swojej składki, jeśli jednak nie wykorzysta ich w określonym czasie, trafią one do wspólnej puli. Wówczas będą mogli korzystać z nich inni. Taki mechanizm ma gwarantować, że banki będą oferowały klientom korzystne warunki przewalutowania ich kredytów. W trakcie prac w podkomisji wyłączano z funduszu banki będące w programie naprawczym.

#szkolastandard Rybak spał…

#szkolastandard

Rybak spał na fortunie przez 10 lat, nie będąc tego świadomym

Wyobraź sobie, że trzymasz pod łóżkiem perłę wartą 100 milionów dolarów przez 10 lat i nie zdajesz sobie sprawy z jej olbrzymiej wartości… ( ͡° ͜ʖ ͡°) Zapraszam do lektury.

Link do tekstu.
Link do znaleziska (zachęcam do wykopywania).

#angielski #jezykangielski #angielskizwykopem #ciekawostki #filipiny #swiat #ekonomia #finanse #pieniadze #kalkazreddita #yafud

Możecie sobie kliknąć – o tym…

Możecie sobie kliknąć – o tym jak polska państwowa spółka zbrojeniowa straciła 4 mln złotych przez email i inne przykłady podobnych oszustw.
Jak ukraść kilka milionów z polskiej firmy – przykłady udanych scenariuszy
Około czterech milionów złotych straciła duża polska firma, ponieważ ktoś przysłał emaila (lub dwa). W emailu była informacja o zmianie rachunku, na który miał pójść przelew. To nie pierwszy i nie jedyny taki incydent w Polsce….

#polska #wojsko #neuropa #cenzin #finanse

WYKOP

https://www.wykop.pl/link/4790957/mfw-zbyt-duzo-panstwa-w-polskiej-gospodarce/

Prywatyzacja wszystkich niefinansowych spółek, które dziś są własnością państwa, przyczyniłaby się do wzrostu polskiej gospodarki o około 9 proc. – oszacowali ekonomiści Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
To jeden z wniosków zawartych w opublikowanym w środę raporcie, podsumowującym doroczny „przegląd” polskiej gospodarki prowadzony przez MFW na mocy artykułu IV statutu tej instytucji.

#polska #ekonomia #gospodarka #wolnyrynek #finanse

Dzięki Ukraińcom nasz system emerytalny ma się dużo lepiej [WYWIAD]

psav zdjęcie główneJest pan jednym z ekspertów, którzy w 2011 r. opiniowali dla prezydenta RP planowaną przez ówczesny rząd reformę systemu emerytalnego, popularnie nazywaną demontażem OFE. Dopiero w styczniu 2019 r. pańskie ekspertyzy zostały ujawnione opinii publicznej – i to po długiej batalii środowisk obywatelskich. Tak długie trzymanie ich w tajemnicy było zasadne?
W 2011 r. nie było jeszcze demontażu OFE, a ówczesny projekt ustawy dotyczył znacznego zmniejszenia roli emerytur kapitałowych. A co do nieujawniania ekspertyzy, to według mnie prezydent ma prawo zasięgać opinii znawców tematu, jednocześnie zachowując je do swojej wiadomości. Ujawnienie ekspertyz następuje zapewne w oparciu o wąskie rozumienie przepisów o dostępie do informacji publicznej. Doradztwo takie powinno być traktowane tak samo, jak doradztwo psychologów, prawników czy lekarzy, a więc powinno być objęte tajemnicą zawodową, jeśli tego chce klient. Nie dawałem też licencji do publikowania utworu, którego jestem autorem.
Kancelaria Prezydenta dawała panu do zrozumienia przed zasięgnięciem porady, że będzie ona objęta jakąś klauzulą poufności?
Formalnie nie było takich obostrzeń. Zastanawiam się, dlaczego sprawa budzi zainteresowanie po tylu latach. Przecież ekspertyzy z 2011 r. dotyczą obniżenia obowiązkowej składki przekazywanej do OFE z 7,3 do 2,3 proc. i utworzenia subkonta w ZUS, a od tamtej pory wydarzyło się wiele innych rzeczy wartych uwagi. Te zmiany w prawie emerytalnym nie wydają mi się dzisiaj tak istotne. Potem mieliśmy w 2014 r. umorzenie 151 mld zł obligacji Skarbu Państwa, które zostały zakupione przez OFE, likwidację emerytur kapitałowych, dobrowolne członkostwo w OFE, czyli przedwczesną eksploatację kapitałów emerytalnych oraz zaniechanie ich powiększania na przyszłość.
Może ta niechęć do udostępnienia ekspertyz wynikała z tego, że nie były one do końca przychylne planom rządu?
psav pictureCóż, trend wprowadzanych zmian był widoczny, a moje analizy szły w nieco innym kierunku. Z perspektywy ekonomii zarówno zmniejszenie kapitalizacji składek, jak i późniejsze zabieranie kapitałów emerytalnych z OFE, daje ten sam efekt – członkowie OFE mieli mieć mniejszą podstawę do wyliczania emerytury kapitałowej, a państwo miało mniej oddać ze składek na ubezpieczenia społeczne. Z prawnego punktu widzenia reforma z 2011 r. była zasadniczo zgodna z konstytucją, gdyż działała na przyszłość, a ta z 2014 r. już była retroaktywna (wiązała się ze zdarzeniami, które już miały miejsce – red.). Ja byłem tym planom jednak przeciwny z prostej przyczyny. Reformę z 1999 r. wprowadzającą OFE postrzegałem jako pewien rodzaj umowy społecznej, na podstawie której pokolenia średnie i starsze nie zostały objęte negatywnymi skutkami, a najmłodsi ubezpieczeni mieli nadal finansować dość wysokie emerytury ze starego systemu emerytalnego, spodziewając się zarazem emerytur z FUS o obniżonej wysokości. Natomiast możliwość odkładania środków w OFE, prawa członkowskie do nich, w tym prawo dziedziczenia, miały im tę negatywną zmianę kompensować. Istotne dla nich było to, że chociaż podstawowe emerytury mieli mieć niższe, to te dodatkowe, z OFE, miały być pewniejsze, bo były oparte na obligacjach Skarbu Państwa i aktywach rynków finansowych.Cały wywiad przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP 

@cryptoqueen_pl: Jack Dorsey…

@cryptoqueen_pl: Jack Dorsey (CEO Twittera) mówi, że jedyną kryptowalutą, którą posiada, jest Bitcoin
https://www.cryptoqueen.pl/blog/ceo-twitter-posiada-bitcoiny
#kryptowaluty #finanse #cryptoqueenpl #bitcoin #twitter #swiat

Hej mirki, taka sytuacja -…

Hej mirki, taka sytuacja – programista 27k, mieszkam w trójmieście, mam trochę odłożone,
ale nie wiem co zrobić: Kupić sobie jakąś kawalerkę za gotówkę i ją urządzić, wziąć kredyt czy dalej pisać tego baita

#pytanie #finanse