Nowa „opłata atomowa” w rachunku za prąd?

Krzysztof Tchórzewski zapowiada, że nie będzie morskich wiatraków bez elektrowni atomowej. Ale jaki ma być dla niej model finansowania? Według naszych informacji pojawiła się nowa idea – przerzucenie części kosztów na klientów w rachunku za prąd. Ale takie pomysły nie nadają się do…

Zrobieni w GetBack, czyli krótka historia „cudownej” okazji

psav zdjęcie główneMechanizm zawsze jest taki sam. Ty masz trochę pieniędzy, a oni cudowny sposób na ich pomnożenie. Na trzymaniu oszczędności w banku, wiadomo, zarobić się nie da, bo lokaty są bardzo marnie oprocentowane. Łatwo dać się więc złapać na produkt, o którego istnieniu my, zwykli ciułacze, nie powinniśmy nawet wiedzieć. Tak jest z obligacjami korporacyjnymi. Na pierwszy rzut oka to łakomy kąsek, ale trzeba wiedzieć, z czym się go je i które kawałki pasują do poziomu ryzyka, na jaki możemy sobie pozwolić. Tyle teoria, bo jeśli kupujemy instrument finansowy emitowany przez oszusta albo przez oszusta nam wciskany, obronić się trudno. Zwłaszcza że oszuści są świetnie wyszkoleni, a ich determinacja wzmocniona wysoką prowizją od sprzedaży. W niczym nie przypominają domokrążcy oferującego nam odkurzacz, nie mają też smutnego głosu z call center, który chce nam przedstawić nowe usługi bankowe. Pytanie, czy kupujący obligacje spółki windykacyjnej GetBack zostali oszukani, jest wciąż otwarte i na odpowiedź przyjdzie poczekać jeszcze długo.psav videoDzwonię do pani/pana„Szukam poszkodowanych z Olsztyna”, „Kupiłam obligacje za namową pana z oddziału przy ul. Domaniewskiej 39 w Warszawie”, „Szukam osób chętnych zgłosić do Prokuratury Rejonowej w Gdyni zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez pracowników sprzedających obligacje GetBacku”. Podobnych wpisów na forach internetowych i na portalach społecznościowych można znaleźć setki. Obligatariusze już wiedzą, że król jest nagi, a szanse odzyskania wszystkich pieniędzy, jakie włożyli w feralne papiery wrocławskiego windykatora, są nikłe.Przez wiele miesięcy jednak GetBack ubierany był w najlepsze szaty, a jego obligacje wpychane na masową skalę klientom. W całej tej historii słowem kluczem jest tzw. misselling, czyli nieuczciwa i nieetyczna sprzedaż. W przypadku windykatora chodzi o obligacje, którymi na masową skalę finansował swoją działalność. Zebraliśmy historie osób, które od miesiąca zastanawiają się, czy papiery GetBacku są jeszcze coś warte. Z ich opowieści wyłania się obraz dobrze zorganizowanej machiny, która jest w stanie sprzedać wszystko i każdemu. Nawet ludziom, którzy nigdy nie powinni wiedzieć, co to obligacja korporacyjna, a wkładali w nie dziesiątki tysięcy złotych z dopiero co wygasłej lokaty bankowej. Nie warto rzucać oskarżeń i ferować dzisiaj wyroków wobec konkretnych osób czy instytucji. Obligacje sprzedawały zarówno instytucje finansowe kontrolowane przez Skarb Państwa, jak i prywatne. Kapitał krajowy czy zagraniczny? Też bez większego znaczenia, bo handel był realizowany na szeroką skalę. O ofercie można było usłyszeć w banku, domu maklerskim czy od doradcy inwestycyjnego. Ich winę musi potwierdzić sąd. Warto jednak pokazać, jak wyglądał mechanizm wkręcania ludzi w instrument finansowy, który nie powinien trafiać pod strzechy, a być zarezerwowany dla inwestora indywidualnego, który rozumie prawa rynku i akceptuje ryzyko, jakie ze sobą niesie obligacja korporacyjna.– Pan by nie zainwestował pieniędzy na 5,5 proc. z opcją wcześniejszego wykupu, gdy w banku oprocentowanie lokaty przekracza ledwie 2 proc.? – pytaniem na pytanie odpowiada pani Izabela. Nie chce podać nazwiska, bo córka może się dowiedzieć. Pani Izabela jest już na emeryturze, jej pieniądze miały pójść na wkład własny do zakupu mieszkania dla córki i jej męża. Zainwestowała w GetBack niecałe 50 tys. zł, bo właśnie dwie lokaty jej się kończyły. – Pewnie bym je przedłużyła, ale miły pan doradca zapewnił mnie przez telefon, że jako stała klientka mam prawo skorzystać z dedykowanej oferty obligacji. Pewny, gwarantowany zysk, bezpiecznie jak w banku, firma z polskim kapitałem, która rzuca wyzwanie konkurencji i rozwija się na całym świecie. Poza tym zawsze mogę zażądać wcześniejszego wykupu obligacji, jeśli będę potrzebowała pieniędzy – odpowiada historię kuszenia. Zaznacza, że jej doradca nie musiał być nawet specjalnie natarczywy, bo od razu się zgodziła.O tym, że obligacje korporacyjne to nie lokata w banku i jakie wiąże się z nimi ryzyko, dowiedziała się kilka tygodni temu, gdy w internecie pojawiły się pierwsze informacje o potężnych kłopotach GetBacku i o tym, że taki problem jak ona z odzyskaniem pieniędzy może mieć ponad 9 tys. osób. – Czuję się oszukana. Oszukał mnie bank, któremu od lat ufałam. Teraz muszę jeszcze znaleźć pieniądze na prawnika i niestety nie zrobię córce prezentu na pierwszą rocznicę ślubu – mówi. Pani Izabela jest już członkiem grupy poszkodowanych obligatariuszy, jaka powstała na Facebooku. Liczy dzisiaj ponad 1,8 tys. osób. Nie wszyscy to posiadacze obligacji GetBacku, ale zdecydowana większość na pewno.Zrzeszają się w stowarzyszenie, bo tak łatwiej walczyć o odzyskanie pieniędzy i ustalić, jak wyglądało modus operandi pośredników, którzy wciskali im obligacje. To ważne, bo w staraniach o odzyskanie pieniędzy będą potrzebowali udokumentowanych przykładów missellingu. SMS-y, e-maile, dokumenty, każdy świstek papieru mogą być dowodami, a te podstawą do przyznania odszkodowania za wprowadzenie w błąd.Organizować poszkodowanych zaczął Artiom Bujan. Chodzi na spotkania i stara się wymusić na instytucjach publicznych działanie. Był już wszędzie – od Komisji Nadzoru Finansowego, przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów po prokuraturę. Wymusił nawet rozmowę zarządu GetBacku z reprezentacją obligatariuszy. Przed spotkaniem opowiadał, że sam ulokował w obligacjach tej firmy kilkaset tysięcy złotych, oszczędności rodzinne. Ma więc o co walczyć.– Dlaczego kupiliśmy obligacje GetBacku? Bo pracownik banku zapewniał nas, że to bezpieczne – opowiadał portalowi Money.pl. – I dlatego teraz zamierzamy walczyć z bankiem o odzyskanie tych pieniędzy. Bankowcy nas wprowadzili w błąd, banki powinny oddać. Rozmowy miały miejsce w centrum Warszawy, w oddziale banku, a nie w jakiejś podejrzanej firmie. Od lat rodzina prowadziła tu lokaty i konta. To wystarczyło, by nabrać zaufania. A na dodatek usłyszeliśmy, że to „tak samo bezpieczne jak lokata”, że „firma jest za duża, żeby upaść”, że „pan prezes jest jednym z najbogatszych Polaków, więc nie dopuści do problemów”. Kilka razy słyszeliśmy, że „nie ma możliwości, by coś złego się stało”. Jednak się stało. Więc pracownik banku nas po prostu okłamał.Oczywiście wiele osób powie: widziały gały, co brały. A co jednak, jeśli nie widziały? Wiele z historii obligatariuszy potwierdził rzecznik finansowy Aleksandra Wiktorow, która wystosowała w tej sprawie pisma do szefów UOKiK i KNF. Informuje w nich o zgłaszanych przez klientów nieprawidłowościach w oferowaniu obligacji GetBacku za pośrednictwem Idea Banku lub oddziału tego banku, działającego pod nazwą Lion’s Bank. „Z informacji przekazywanych przez osoby zgłaszające się do Rzecznika Finansowego wynika, że proces sprzedaży obligacji był inicjowany ze strony banku (także telefonicznie). Obligacje miały być przez przedstawicieli banku oferowane jako bezpieczna inwestycja z gwarancją zysku w określonej wysokości, bezpieczna alternatywa dla lokaty bankowej, mająca na celu zrealizowanie dywersyfikacji portfela oszczędności, a nawet jako inwestycja pewniejsza od lokaty. Inwestowanym środkom miało być zapewnione bezpieczeństwo oraz pełna płynność. Spółka miała być przedstawiana potencjalnym nabywcom obligacji jako wiodąca firma na rynku wierzytelności rangi Kruk” – czytamy w obu pismach rzecznika finansowego.Wiktorow wskazuje na jeszcze jeden mechanizm, który miał się doskonale sprawdzić – presję czasu. „Z niektórych skarg wynika, że zapisany elektronicznie dokument »Propozycja nabycia obligacji«, przekazywany drogą mailową przez Polski Dom Maklerski, przesyłany bywał potencjalnym nabywcom obligacji na dzień przed upływem terminu na uiszczenie zapłaty za nabycie obligacji, wobec czego osoby skarżące podnoszą, że działały pod presją czasu, a zatem mogły nie mieć możliwości podjęcia w pełni świadomej i przemyślanej decyzji” – wynika z wiadomości przesłanej do UOKiK i KNF.Instytucje te zresztą badają już sprawę pośredników w sprzedaży. Szef KNF Marek Chrzanowski sprawdza, kto i ile obligacji sprzedał oraz jak wyglądały procesy sprzedażowe. Osobom, które czują się poszkodowane przez sprzedawców papierów, zaleca bezpośredni kontakt z prokuraturą. W sprawę metod stosowanych przy sprzedaży zaangażował się także UOKiK. Znów rozesłane zostały specjalne pisma do pośredników w celu ustalenia, jak reklamowane były papiery.– Nie czuję się oszukany przez dom maklerski. Inwestuję w akcje, mam certyfikaty Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych, niedawno zacząłem się interesować rynkiem obligacji korporacyjnych. Znam ryzyko, akceptuję je, zarabiam i ponoszę też straty. Jeśli mam do kogoś żal, to do emitenta, czyli GetBacku. Nie rozumiem, jak spółka mogła w pół roku z gwiazdy polskiej giełdy stać się bankrutem i nikt nie był w stanie tego procesu dostrzec – mówi nam Robert, który ulokował w emisji prywatnej obligacji kilkanaście tysięcy złotych.– Słyszę i czytam o ludziach, którzy kupili papiery GetBacku za kilkaset tysięcy, że władowali w nie oszczędności życia. Żal mi ich, ale z drugiej strony, nawet jeśli spółka nie wpadłaby w problemy, to robiąc takie rzeczy, prędzej czy później nadzialiby się na piramidę finansową czy innych nieuczciwych pośredników. W wielu przypadkach nie zawiódł brak elementarnej wiedzy o ekonomii, lecz zdrowego rozsądku – dodaje.Reklama dźwignią handluPomocne w uśpieniu czujności i powstrzymaniu logicznego rozumowania były w wielu przypadkach wyrafinowane techniki sprzedażowe.– Jeśli klient spotyka się ze świetnie przygotowanym pośrednikiem, zmotywowanym do działania premią za wyrobienie sprzedaży, szkolonym przez coachów na światowym poziomie, to jego szanse są niewielkie. My inwestujemy w kanały sprzedażowe zarówno internetowe, jak i bezpośrednie. Gdy rynek jest konkurencyjny, to reputacja TFI czy domu maklerskiego nie wystarczy, trzeba mieć sprawnych sprzedawców – mówi nam dyrektor ds. sprzedaży w jednym z małych funduszy inwestycyjnych. Gdy pokazuję mu e-maile i SMS-y, jakie trafiały do ludzi, to dziwi się, że tak wielu pośredników zdecydowało się pozostawić ślad ewidentnego missellingu przy oferowaniu obligacji. – Bank nie powinien sprzedawać swoim klientom długu korporacyjnego tylko oferować lokaty. To produkty szyte dla tych, którzy są klientami TFI i domów maklerskich – podkreśla.Mieć dowody na wprowadzanie klientów w błąd, a udowodnić taki proceder w sądzie to jednak dwie różne sprawy. Dostaliśmy list od jednego z obligatariuszy, który pokazuje, że został przy okazji zakupu obligacji potraktowany, jak sam to ujął, „po królewsku”. „Ofertę przedstawiono mi telefoniczne, następnie szybko dostałem z banku wiadomość e-mail ze szczegółami. Pojawiały się w niej sformułowania: »gwarantowane 6-proc. oprocentowanie« i »pewny zysk«. Szybko umówiono mi spotkanie w oddziale banku, gdzie czekały już na mnie dokumenty tylko do podpisu. Dostałem zapewnienie, że umowa jest standardowa, odsetki będą wypłacane co kwartał. Pośrednik poinformował mnie, że oferta jest limitowana i skierowana tylko do wybranej grupy klientów banku. Ja zostałem wybrany, bo obligacje pasują do profilu ryzyka, jaki stworzył dla mnie bank. Ten profil, jak się dowiedziałem, to osoba, która nie akceptuje zbyt dużego ryzyka i lokuje środki w bezpiecznych instrumentach finansowych”.Nasi rozmówcy zwracają także uwagę na jeszcze jeden ważny element łowienia ich na obligacje windykatora. Spółka miała dobrą prasę, a kopie gazetowych artykułów bywały dołączane do wiadomości e-mail, żeby potencjalnych nabywca mógł sobie przeczytać, co „branżowe, a więc fachowe media i analitycy, sądzą o spółce, która podbija polski rynek windykacji i coraz śmielej rusza za granicę”. Jeden z takich artykułów przysłał nam obligatariusz GetBacku. Tylko że artykuł, choć opublikowany został w dzienniku ekonomicznym, wcale nie jest owocem pracy dziennikarzy, co zresztą zostało wprost zaznaczone słowami „materiał partnera”. Zwracam na to uwagę mojemu rozmówcy. – Skąd mam wiedzieć, co to jest materiał partnera? Reklama to reklama, a tutaj mam tekst, który niczym się nie różni od innych artykułów. Są zdjęcia, jakieś wypowiedzi, wszystko super – odpowiada pan Grzegorz, który zerwał lokatę i dzięki uprzejmości banku nie stracił na tym nawet odsetek, bo wszystkie pieniądze z niej od razu przelał na zakup obligacji windykatora. Z „artykułu” mógł się dowiedzieć, że GetBack to „windykacyjna rakieta z Polski”, spółka jest „innowacyjna”, „rewolucjonizuje rynek”, ma „nowe pomysły i uznanie branży”. „GetBack pędzi jak rakieta. Ciągle pojawiają się nowe zadania do realizacji” – opowiada jeden z pracowników, który jest anonimowo cytowany w reklamie, bo wspominany tekst był po prostu zamówiony i opłacony przez spółkę.O ile ogłoszenia w mediach coraz częściej udają artykuły przygotowane przez dziennikarzy i łatwo dać się nabrać, o tyle wielu inwestujących w obligacje GetBacku nie nabrało nawet podejrzeń. Bo wystarczyło wpisać w internetowej wyszukiwarce nazwę firmy i pojawiały się pozytywne rekomendacje, pogłębione analizy i porównania do firm o znacznie dłuższej i bardziej ugruntowanej pozycji na rynku.Chciwość jest dobraGetBack kupił wszystkich. Jeszcze kilka tygodni temu był najszybciej rosnącą firmą w branży windykacyjnej, dostawał prestiżowe nagrody.– Nie łudzę się, że odzyskam zbyt dużo. Poczytałem już w internecie, jak wygląda ta cała restrukturyzacja spółek, i żal mam do państwa, że takie rzeczy można robić w biały dzień i wszyscy są zaskoczeni w tym samym momencie. Porównanie do Amber Gold samo się nasuwa, tam też ludzie zostali oszukani – mówi pan Łukasz.Pytam, czy jednak u osób kupujących obligacje nie przeważyła chciwość. Skoro na lokacie bankowej można zarobić 2–3 proc., a niektóre obligacje były oprocentowane na 8 proc. i więcej, to lampka ostrzegawcza – że inwestycja jest ryzykowna – powinna się zapalić. – Wszędzie jest ryzyko. Grunt, żebym był o nim poinformowany wcześniej, a nie miał przekonanie, że ktoś oferuje mi lokatę bankową, tylko że teraz moje pieniądze będą w obligacjach, w przypadku których w każdej chwili mogę zażądać wcześniejszego wykupu. Lokatę też mogę zerwać w każdej chwili – tłumaczy mój rozmówca.W sprawie GetBacku generalizować nie można. Chociaż KNF zawiadomił prokuraturę, że ma uzasadnione podejrzenia, iż zarząd spółki mógł dopuścić się wyrządzenia jej szkody majątkowej wielkich rozmiarów, a w sprawozdaniach finansowych i komunikatach giełdowych podawane były nieprawdziwe informacje, to musi to potwierdzić sąd.Nie wszystkie domy maklerskie, banki czy TFI prowadziły również misselling przy sprzedaży obligacji. Po prostu wiele osób zdecydowało się kupić instrument, którego nie rozumiały, od spółki, której nie znały. Wysokie oprocentowanie było wystarczającą przynętą, żeby nie stawiać dodatkowych pytań.Czy mogli się ustrzec przed taką inwestycją, skoro w obligacje windykatora zainwestowały też uznane marki z rynku funduszy inwestycyjnych i dzisiaj muszą spisywać je na straty albo liczyć się z tym, że odzyskają tylko jakąś część kapitału? Moim zdaniem, nie.Poszkodowani łączą siły, zrzeszają się i grupowo występują do kancelarii prawnych. Proces dochodzenia sprawiedliwości będzie długi i kosztowny, bo pełnomocników trzeba opłacić, a efekty sądowej batalii mocno niepewne. Walka będzie się odbywała pewnie na wielu frontach. Na forach internetowych i w mediach społecznościowych cały czas buzuje, padają najcięższe oskarżenia pod adresem instytucji finansowych i organów państwa. Pojawia się coraz więcej desperacji, frustracji i teorii spiskowych.Po aferze Amber Gold powstają kolejne piramidy finansowe i zawsze tak będzie. GetBack piramidą finansową nie był. Spółka jest notowana na giełdzie, a nie w szarej strefie gospodarki, w której oszuści łapią naiwnych. Firmy będą zawsze bankrutowały albo popadały w kłopoty, a ludzie źle inwestowali swoje pieniądze i je tracili. Na rynku kapitałowym zawsze będzie ryzyko inwestycyjne i ryzyko związane z tym, że trafi się na nieuczciwych. Trudno zakładać, że to będzie ostateczna lekcja, którą świat finansów dał ludziom. – Cztery najniebezpieczniejsze słowa w świecie inwestowania to: tym razem jest inaczej – mawiał sir John Templeton, amerykański finansista i filantrop. Gdy zadzwonią do was z banku z zapewnieniem, że jest świetna okazja, i, że tym razem będzie inaczej niż z GetBackiem, to warto się dwa razy zastanowić, czy gra jest warta świeczki, a chciwość zawsze dobra.Nazwiska wszystkich osób występujących w tekście są znane redakcji. Nie podajemy też nazw instytucji, które sprzedawały obligacje, ponieważ
celem było pokazanie mechanizmu wciągania ludzi w inwestycje, które nie
są dla nich stworzone.  >>> Czytaj też: GetBack kupił wszystkich. Dlaczego w kilka tygodni upadł?

LOLkaty – antyranking lokat 2018

Czy można oferować jednocześnie najlepsze oprocentowanie lokat na rynku i najgorsze stawki dla oszczędzających? Można. Udowadnia to zwycięzca antyrankingu lokat – przeglądu instytucji proponujących produkty, które dozują klientom odsetki niczym farmaceuta-homeopata.

#pomocy Czy mogę poprosić o…

#pomocy

Czy mogę poprosić o plusika, żeby jak najwięcej osób zobaczyło wpis?

Szukam książek z ekonomii:
„Zarządzanie finasnami” Brigham, Houston
„Inwestycje” Mayo

Chomik nie pomógł, biblioteki też nie. Czy ktoś z Was dysponuje PDFem i mógłby się podzielić? W Was jedyna nadzieja
(づ•﹏•)づ

pokaż spoiler Pomóżcie napisać mi tę magisterkę ( ͡° ʖ̯ ͡°)

#ksiazki #ksiazka #literatura #ekonomia #finanse #mirkopomusz

Jesteście ciekawi nad czym i…

Jesteście ciekawi nad czym i jak pracują nasi radni?
O 12 kończy się przerwa w obradach sesji rady miasta!
można oglądać streaming pod tym adresem: http://www.krakow.pl/start/160981,artykul,rmk_live.html

——————————–

Fundacja Stańczyka tworzy warunki, w których władza naprawdę jest w rękach obywateli, a instytucje publiczne rozliczalne. Walczymy o prawo do informacji publicznej w urzędach i sądach, pomagamy organizacjom w zmaganiach z biurokratami, uczymy jak korzystać z praw obywatelskich, ulepszamy prawo, pilnujemy polityków.

Śledź na FB!
Monitorujemy Kraków! – FB
Zapisz się na newslettera
www.stanczyk.org.pl/
Wesprzyj Fundację darowizną na działalność statutową:
➡Płatności Tpay: http://www.stanczyk.org.pl/wsparcie
➡ Lub przekaż bezpośrednio:
81 2490 0005 0000 4500 5191 0410
Fundacja Instytut Myśli Obywatelskiej im. Stańczyka
ul. Sławkowska 12, 31-014 Kraków
tytułem: „Darowizna na działalność statutową”

#krakow #przejrzystykrakow #finanse #malopolska #jawnosc #watchdog

Polacy szybko się bogacą. Dochód rozporządzalny wzrósł o 6,3 proc.

psav zdjęcie główne”Poziom przeciętnego miesięcznego dochodu rozporządzalnego na osobę w zaokrągleniu do 1 zł w 2017 r. wyniósł 1 598 zł i był realnie wyższy o 6,3% od dochodu z roku 2016. Przeciętne miesięczne wydatki w gospodarstwach domowych na osobę osiągnęły w 2017 r. wartość 1 176 zł i były realnie wyższe o 1,9% od wydatków z 2016 roku. Wydatki na towary i usługi konsumpcyjne wyniosły średnio 1 127 zł i były realnie wyższe o 2,1% w stosunku do 2016 r.” – czytamy w komunikacie. Według danych GUS, 2017 r. był kolejnym rokiem, w którym wystąpił wzrost realnego przeciętnego miesięcznego dochodu rozporządzalnego ogółem na osobę – o 6,3% (w 2016 r. wzrost o 7%). Dotyczyło to wszystkich grup społeczno-ekonomicznych gospodarstw domowych. Najwyższy wzrost zanotowano w gospodarstwach domowych rolników (o 34%) a najniższy wzrost – w grupie gospodarstw domowych emerytów (o 1,6%). Na realny wzrost dochodu rozporządzalnego w grupie gospodarstw domowych rolników miał wpływ przede wszystkim realny wzrost dochodów z indywidualnego gospodarstwa rolnego – o 47,1% oraz w mniejszym stopniu ze świadczeń społecznych – o 17,4%. Najwyższy udział dochodów z głównego źródła utrzymania odnotowały gospodarstwa domowe emerytów (82,2%), a najniższy gospodarstwa domowe rolników (68,2%). Według GUS, w 2017 roku utrzymało się relatywnie duże zróżnicowanie przeciętnych miesięcznych dochodów i wydatków pomiędzy poszczególnymi grupami społeczno-ekonomicznymi gospodarstw domowych. „Podobnie jak w latach poprzednich, najwyższy przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny (1 919 zł) oraz przeciętne miesięczne wydatki (1 368 zł) na osobę odnotowano w gospodarstwach osób pracujących na własny rachunek poza gospodarstwem rolnym. Dochód w tej grupie gospodarstw domowych był o 20,1% wyższy od średniego dochodu w gospodarstwach ogółem, a wydatki o 16,3% wyższe od średnich wydatków ogółem (w 2016 r. odpowiednio 21,6% i 16,2%)” – czytamy także. Najniższym przeciętnym miesięcznym dochodem rozporządzalnym na osobę w 2017 r. dysponowały gospodarstwa domowe rencistów (1296 zł) i był on o 18,9% niższy od średniej ogólnopolskiej (w 2016 r. niższy o 21,0%). Z kolei najniższe wydatki odnotowano w gospodarstwach domowych rolników (868 zł), które były o 26,2% niższe od średnich wydatków dla gospodarstw ogółem (w 2016 r. – niższe o 28%), podano także. W gospodarstwach domowych, które w 2017 r. pobierały świadczenie wychowawcze, udział tego świadczenia w dochodzie rozporządzalnym wyniósł: 13,6% w miastach (wraz ze wzrostem wielkości miasta udział ten spadał) oraz 15,7% na wsi, czytamy dalej. „Najwyższym przeciętnym miesięcznym dochodem rozporządzalnym na osobę dysponowały gospodarstwa domowe z województwa mazowieckiego – 1 912 zł, zaś najniższym gospodarstwa domowe zamieszkujące województwo podkarpackie – 1 254 zł” – czytamy także. Jak podaje GUS, w 2017 r., podobnie jak w latach poprzednich, w najgorszej sytuacji materialnej, pomimo jej poprawy, były małżeństwa posiadające troje lub większą liczbę dzieci na utrzymaniu, których przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny na osobę był niższy o 27,1% (w 2016 r. – 28,7%), a wydatki na osobę były niższe o 26,6% (w 2016 r. – 30,3%) niż średnia krajowa. W 2017 r., tak jak i w latach poprzednich, utrzymała się tendencja spadkowa spożycia większości podstawowych artykułów żywnościowych. Spadek dotyczył zwłaszcza ryb i owoców morza (o 9,4%), ziemniaków (o 9,2%), cukru (o 7,9%), mąki (o 7,4%), masła (o 7,1%), pieczywa (o 6%), tłuszczów zwierzęcych (o 5,7%). Nieznacznie wzrosło natomiast spożycie serów i twarogów (o 1,2%) oraz wędlin i innych przetworów mięsnych (o 0,5%). W roku 2017 odnotowano wysoki wzrost wyposażenia gospodarstw domowych w smartfon (o 13,5%) i zmywarkę do naczyń (o 8,9%) oraz nieco niższy w przypadku odbiornika plazmowego lub LCD (2,9%), samochodu osobowego (o 2%) i komputera z dostępem do internetu (o 1,1%), poda także GUS. Przeciętne gospodarstwo domowe w 2017 roku zajmowało mieszkanie o powierzchni 77,9 m2, składające się z 3 pokoi (w 2016 r. – 77,2 m2). Na jedną osobę w gospodarstwie przypadało średnio 27,8 m2 powierzchni użytkowej oraz 1 pokój (w 2016 r. – 27,6 m2). >>> Polecamy: Skarpeta czy lokata? Zobacz, gdzie Polacy trzymają swoje oszczędności [BADANIE]

Skarpeta czy lokata? Zobacz, gdzie Polacy trzymają swoje oszczędności [BADANIE]

psav zdjęcie główneZ danych NBP wynika, że na koniec 2017 r. Polacy trzymali aż jedną trzecią wszystkich swoich zasobów finansowych w gotówce lub na nieoprocentowanych bieżących rachunkach
bankowych. Dochody Polaków cały czas rosną, co z jednej strony wpływa na zwiększanie poziomu konsumpcji, ale z drugiej powinno być impulsem do odkładania większych kwot z myślą o dalszej przyszłości. Jak podał NBP, na koniec 2017 r. Polacy dysponowali wolnymi zasobami w wysokości 2 bln zł – o 114 mld zł więcej niż rok wcześniej. Mimo tendencji wzrostowej stawia nas to nadal w ogonie innych krajów. Przykładowo, wolne zasoby Niemców już na początku minionego roku wynosiły 5,5 bln euro. Niemcy odkładają co 10. zarobione euro, a Chińczycy nawet co piątego juana. Jak pokazuje Międzynarodowy Fundusz Gwarancyjny, w Polsce co piąta złotówka jest przeznaczana na bieżące wydatki.Z najnowszego badania Deutsche Bank wynika, że rośnie świadomość finansowa Polaków i częściej odczuwają potrzebę oszczędzania. Już trzy czwarte respondentów zadeklarowało, że przeznacza pewną część swojego wynagrodzenia na budowanie kapitału na przyszłość. Jednak niemal co trzeci z nas wydaje na bieżąco wszystko, co zarabia. – Widoczne są dwie tendencje, które dotyczą Polek i młodego pokolenia. Kobiety częściej od mężczyzn deklarowały, że nie budują kapitału. Z drugiej strony te, które odkładają nadwyżki, chętniej niż mężczyźni oszczędzają w perspektywie długoterminowej – mówi prof. Małgorzata Bombol ze Szkoły Głównej Handlowej. – Z kolei aż 85 proc. osób młodych do 29. roku życia odpowiedziało, że buduje kapitał z myślą o przyszłości. To bardzo optymistyczny prognostyk, ponieważ to właśnie najmłodsze pokolenie odczuje najbardziej dotkliwie negatywny trend demograficzny, przekładający się bezpośrednio w przyszłości na wysokość emerytur – dodaje prof. Bombol. Mamy więcej, odkładamy częściej Skłonność do oszczędzania zwiększa się wraz z wysokością zarobków. W gronie Polaków, na których konto co miesiąc wpływa ponad 7 tys. złotych, nadwyżki finansowe odkłada prawie 90 proc. Co ciekawe, wśród zamożnych to kobiety są w tej kwestii bardziej aktywne. – Od kilku lat rosną i oszczędności Polaków, i liczba osób, która odkłada określone kwoty. Bez wątpienia sprzyja temu wzrost dochodów – mówi Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej Deutsche Bank. Jak wynika z danych NBP, na koniec 2017 r. w gotówce i na bieżących nieoprocentowanych kontach bankowych Polacy ulokowali aż 631 mld zł. Wierni trendom sprzed latMimo że zmieniło się nasze nastawienie do oszczędzania, pod względem sposobu zarządzania pieniędzmi pozostajemy wierni dawnym przyzwyczajeniom. I to niezależnie od wysokości zarobków. Prawie co trzeci Polak do budowania kapitału wykorzystuje konto oszczędnościowe. Blisko co czwarty deponuje pieniądze na lokatach. Te same produkty bankowe cieszą się również największym zainteresowaniem wśród zamożnych – 36 proc. osób zarabiających miesięcznie powyżej 7 tys. zł na rękę, odkłada na koncie oszczędnościowym, a co czwarty przelewa nadwyżki na lokatę. Największymi zwolennikami oszczędzania na koncie bankowym są najmłodsi Polacy. Blisko połowa osób do 29. roku życia do budowania kapitału wykorzystuje rachunek oszczędnościowy. – To naturalny produkt oszczędnościowy pierwszego wyboru. Jednak w obliczu niskich stóp procentowych, warto pamiętać, że istnieją także inne rozwiązania, które, odpowiednio dobrane, mogą pozwolić na realny zysk – mówi Monika Szlosek. – Oczywiście, każda inwestycja jest obarczona mniejszym lub większym ryzykiem. Kluczem do sukcesu jest jednak to, aby nie lokować wszystkich naszych pieniędzy w jednym produkcie, ale tak je rozdysponować pomiędzy różne rodzaje produktów oszczędnościowych i inwestycyjnych, aby z jednej strony ryzyko sprowadzić do minimum, a równocześnie móc liczyć na faktyczny zysk w dłuższej perspektywie. Przykładem takiego rozwiązania są fundusze inwestycyjne. Na fundusze inwestycyjne stawiają częściej osoby o wyższych dochodach. Wybiera je blisko co dziesiąty zamożny. Wśród ogółu odsetek ten jest znacznie niższy i wynosi już tylko 3,6 proc. W związku jednak z niskim oprocentowaniem depozytów, część poszukuje możliwości większych zarobków i skłania się ku tym narzędziom, o czym świadczy wzrost klientów krajowych TFI.Polacy inwestują również w nieruchomości. Co dziesiąty badany oraz blisko 18 proc. zamożnych decyduje się na kupno lokalu z myślą o jego wynajmie. Deweloperzy od dłuższego czasu biją rekordy sprzedaży, a Polacy kupują nieruchomości zarówno za gotówkę, jak i na kredyt. Dobra passa trwa także na wtórnym rynku nieruchomości. Z danych Metrohouse i Rynekpierwotny.pl wynika, że w I kwartale 2018 r. aż 28 proc. mieszkań kupionych z tzw. drugiej ręki było dokonywanych z zamiarem ich wynajmu. Wysokie zainteresowanie inwestycjami na rynku nieruchomości wiąże się z atrakcyjną stopą zwrotu – w zależności od lokalizacji waha się ona od 4 do 6 proc. Daleka perspektywa emerytury Mimo że rośnie liczba kont IKE i IKZE, długoterminowe oszczędzanie na emeryturę jest nadal mało popularne wśród Polaków. Z najnowszych danych KNF wynika, że na IKE i IKZE Polacy zgromadzili już blisko 10 mld zł. Nadal jednak niski odsetek pracujących ma aktywne rachunki w ramach III filaru. Dobrowolne składki odprowadza tam zaledwie 8 proc. Polaków, a z długofalowych programów oszczędnościowych korzysta 5 proc. W przypadku zamożnych osób wartości te są większe, ale nadal niezbyt wysokie – na emeryturę odkłada zaledwie 17 proc. osób o zarobkach przekraczających 7 tys. zł miesięcznie. – To niepokojący sygnał, ponieważ dane rynkowe i wyliczenia ZUS nie pozostawiają złudzeń co do wysokości przyszłych świadczeń emerytalnych – mówi prof. Bombol. Obecnie szacuje się, że nasze emerytury wyniosą średnio zaledwie 30 proc. ostatniego wynagrodzenia. Ze względu na nieskładkowe urlopy macierzyńskie i niższy wiek emerytalny, na groszowe emerytury są narażone szczególnie kobiety. Tymczasem wśród nich tylko co dziesiąta odkłada poza obowiązkowym systemem składek. W gronie kobiet o wyższych dochodach 18 proc. zdecydowało się na III filar. >>> Czytaj też: Wysoka cena kupionego przetargu. Nowe przepisy radykalnie zaostrzą kary

Polacy są coraz bardziej nieostrożni przy zakupie nieruchomości

psav zdjęcie główne”Obserwujemy wzrostowy trend niedopatrzeń po stronie kupujących” – wskazuje partner zarządzający kancelarii Dowlegal Rafał Olejnik. Jego zdaniem, niedopatrzenia „idą w parze z rosnącą liczbą przekłamań informacji, które mają sprzedającemu pomóc sfinalizować transakcję”. „Ostatnie przypadki inwestycji związanych z nieruchomościami objętymi reprywatyzacją, nagłośnione w mediach, niewiele w tym obszarze zmieniły” – podał Olejnik.
Jak podano w raporcie, „największe ryzyko występuje na etapie projektu, kiedy nieruchomość kupowana jest w trakcie pozyskiwania przez sprzedającego pozwoleń związanych z techniczną częścią inwestycji”. Praktyka kancelarii pokazuje, że często są to problemy natury własnościowej.
Eksperci z kancelarii Dowlegal wskazali, że przed zakupem należy przeprowadzić m.in. badanie stanu prawnego nieruchomości. Należy m.in. sprawdzić księgi wieczyste, „co umożliwi m.in. zbadanie istnienia ewentualnych służebności oraz innych obciążeń, jak również analizę historyczną struktury właścicielskiej”.
Należy też zwrócić uwagę na „opłaty związane z nieruchomością, ewentualne zadłużenia oraz zweryfikowanie, czy nieruchomość jest wpisana do określonych rejestrów, w tym do rejestru zabytków”. „Decydując się na zakup, inwestorzy powinni również sprawdzić przeznaczenie określonej nieruchomości w planach zagospodarowania przestrzennego lub studium uwarunkowań oraz istniejące umowy najmu lub dzierżawy w zakresie ich możliwości ewentualnego wypowiedzenia” – poinformowano.
„Istotnym elementem przygotowania do zakupu powinna też być analiza wartości nabywanej nieruchomości w przyszłości, w kontekście wpływu najbliższego otoczenia” – podano.
Jak zaznaczył Olejnik, w przypadku zakupu nieruchomości objętych reprywatyzacją, „należy w pierwszej kolejności rozważyć wystąpienie m.in. do Samorządowego Kolegium Odwoławczego z zapytaniem, czy wobec przedmiotowej nieruchomości toczy się albo toczyło w przeszłości jakiekolwiek postępowanie o zwrot byłym właścicielom lub ich następcom prawnym”.>>> Polecamy: 31,5 tysiąca za metr luksusu. Trzeba mieć wolnych kilka milionów, by zamieszkać w Cosmopolitan