PiS-u skok na kasę. Zobacz,…

PiS-u skok na kasę. Zobacz, na co rząd wydaje publiczne pieniądze.https://www.wykop.pl/link/4183225/pis-u-skok-na-kase-zobacz-na-co-rzad-wydaje-publiczne-pieniadze/
Miało być skromnie, ale nie wyszło. ‚Dziś władza nie zaciska pasa’ – Na zewnątrz dbają o pozory. Błędy PO czegoś ich nauczyły. Nawet pan nie wie, jaką wagę przywiązują do tego, żeby nie nosić zegarka.
#polska #polityka #neuropa #bekazpisu #dobrazmiana #dojnazmiana #bekazpodludzi #finanse #mikroreklama

Na co idą pieniądze w KNF….

Na co idą pieniądze w KNF. Np. na kurs narciarski dla pracowników za 103 tys zł.https://www.wykop.pl/link/4183213/na-co-ida-pieniadze-w-knf-np-na-kurs-narciarski-dla-pracownikow-za-103-tys-zl/
Na 27 stronach raportu znalazło się wiele ciekawych pozycji jak m.in. kurs angielskiego dla przewodniczącego – 18624 zł, dostawa mebli biurowych do budynku przy ul. Jasnej 8 w Warszawie – 1,5 mln zł, czy organizacja kursu narciarskiego dla pracowników UKNF – 103,4 tys. zł
#polska #finanse #pieniadze #prawo #bekazpodludzi #neuropa #bekazpisu #dobrazmiana #mikroreklama #polityka #rakcontent

Czy wykup Mieszkania Plus będzie opłacalny?

psav zdjęcie główneObecnie mamy do czynienia z dużym chaosem informacyjnym. Trudno nawet
jednoznacznie ustalić, czy beneficjenci rządowego programu będą mieli
szansę stopniowego wykupu użytkowanych lokali (poprzez dopłatę do
czynszu). Właśnie takie stopniowe uzyskiwanie własności interesowało
wielu Polaków. Adresaci rządowego programu mogą czuć się rozczarowaniW przypadku Mieszkania Plus mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której akcja promocyjna realizowana przez rząd i przychylne mu media, wyolbrzymiała sukcesy wspomnianego programu. Pod koniec minionego roku wiele osób ze zdziwieniem dowiedziało się, że budowanych jest mniej niż 2000 „mieszkań plus” w ramach komercyjnej części programu. Mowa o części realizowanej przez spółkę BGK Nieruchomości i cechującej się brakiem urzędowego limitu czynszów. Nawiasem mówiąc, około sześć miesięcy wcześniej (tzn. w połowie ubiegłego roku) pojawiały się sygnały o szybkim rozpoczęciu budowy 10 000 mieszkań czynszowych z komercyjnej części Mieszkania Plus. W tej chwili jeszcze gorzej przedstawia się realizacja regulowanej części programu Mieszkanie Plus. Chodzi o budowę mieszkań z limitami czynszu, która miała być nadzorowana przez Krajowy Zasób Nieruchomości. Wspomniana instytucja (KZN) niedawno informowała o wstępnym porozumieniu z samorządami w sprawie budowy pierwszych 5600 mieszkań. Co ciekawe, informacje dotyczące tych planów inwestycyjnych, zniknęły już ze strony internetowej KZN-u. Zdaniem Andrzeja Prajsnara, eksperta portalu RynekPierwotny.pl to właśnie limitowane czynsze z regulowanej części programu, stały się źródłem ostatnich kontrowersji oraz kłopotów. Limity czynszowe, które ogłoszono jesienią minionego roku, prezentowały się dość atrakcyjnie. Najem lokum w Warszawie, miesięcznie miał kosztować nie więcej niż 13,43 zł/mkw. Dopłata za ewentualny wykup mieszkania w ciągu 30 lat, została ustalona na poziomie nie wyższym od 5,75 zł/mkw. Co ważne, przewidywane stawki nie uwzględniały m.in. kosztu mediów oraz opłat związanych z zarządzaniem budynkiem i jego utrzymaniem. Po ostatnich deklaracjach osób odpowiadających za realizację rządowego programu można przypuszczać, że limitowane czynsze będą znacząco wyższe. Wcześniej zaproponowane stawki nie zapewniają bowiem odpowiednio wysokiego wynagrodzenia dla firm budujących mieszkania. Deweloperzy w warunkach świetnej koniunktury rynkowej, raczej nie są zainteresowani realizacją inwestycji z niską marżą, którą zaproponował im rząd. Taką sytuację można było przewidzieć np. rok wcześniej, bo boom na rynku deweloperskim trwa już ponad dwa lata. Wykup „M” z metropolii miał kosztować mniej niż 100 000 złW ostatnim czasie niestety mamy do czynienia z prawdziwym chaosem informacyjnym dotyczącym dalszej przyszłości programu Mieszkanie Plus. Pojawiają się na przykład pomysły dopłat do czynszu dla najuboższych, które miałyby złagodzić podwyżkę planowanych stawek. Niestety trudno jednoznacznie określić, czy zostanie podtrzymana koncepcja stopniowego wykupu mieszkań (przez 30 lat). Właśnie to rozwiązanie szczególnie interesowało osoby, które nie mogą zaciągnąć kredytu mieszkaniowego albo są sceptyczne wobec takiego rozwiązania. Zgodnie z wcześniej przyjętymi założeniami, wykupienie pięćdziesięciometrowego lokum w największych miastach kraju, miało kosztować maksymalnie:Warszawa – 103 500 zł bez uwzględnienia inflacji, 72 914 zł z uwzględnieniem inflacji (roczna stopa: 2,50%)Kraków – 84 060 zł bez uwzględnienia inflacji, 59 219 zł z uwzględnieniem inflacji (roczna stopa: 2,50%)Łódź – 73 800 zł bez uwzględnienia inflacji, 51 991 zł z uwzględnieniem inflacji (roczna stopa: 2,50%)Wrocław – 84 060 zł bez uwzględnienia inflacji, 59 219 zł z uwzględnieniem inflacji (roczna stopa: 2,50%)Poznań – 87 480 zł bez uwzględnienia inflacji, 61 628 zł z uwzględnieniem inflacji (roczna stopa: 2,50%)Gdańsk – 83 700 zł bez uwzględnienia inflacji, 58 965 zł z uwzględnieniem inflacji (roczna stopa: 2,50%)Nawet jeśli propozycja wykupu „mieszkań plus” zostanie podtrzymana, to osoby zainteresowane tym rozwiązaniem, prawdopodobnie będą musiały się liczyć ze znacznie wyższymi kosztami. Przesądzona nie jest także realizacja programu Mieszkanie Plus we wszystkich metropoliach. >>> Czytaj też: Problemy mieszkaniowe Polaków w świetle badania Habitat for Humanity Źródło: RynekPierwotny

Lokaty w odwrocie. Niemal 60 proc. pieniędzy trzymamy na nieoprocentowanych kontach

psav zdjęcie główneWartość oszczędności zgromadzanych przez Polaków w bankach na początku roku wyniosła 672 mld zł. Expander zwraca jednak uwagę – to zaledwie 2,8 proc. więcej niż przed rokiem. Dla porównania w 2008 r. kiedy również mieliśmy szybki wzrost płac i niskie bezrobocie, przyrastały one o ponad 20 proc. rocznie.  Dwa lata temu, czyli w lutym 2016 r. Polacy mieli rekordowo dużo pieniędzy na lokatach bankowych (prawie 300 mld zł). Od tego czasu niemalże co miesiąc ich wartość spada. Dzieje się tak przede wszystkim ze względu na bardzo niskie oprocentowanie. W największych bankach tzw. oferty bez gwiazdek mają stawkę poniżej 1 proc. w skali roku. To sprawia, że część osób uznaje, że nie ma sensu zamrażać oszczędności i coraz więcej pieniędzy trzymamy na nieoprocentowanych rachunkach. W styczniu 2018 r. wartość tzw. depozytów bieżących gospodarstw domowych po raz pierwszy w historii przekroczyła 400 mld zł (nie licząc tych w walutach obcych, których wartość to 52,5 mld zł). Gdyby dało się taką kwotę ulokować na lokacie z przeciętnym oprocentowaniem, to po roku odsetki wyniosłyby 4,9 mld zł. Niestety duża część tej kwoty w ogóle nie była oprocentowana.psav pictureOczywiście nikt nie jest w stanie wpłacić na lokaty wszystkich swoich pieniędzy, gdyż przynajmniej części potrzebujemy do opłacania codziennych wydatków. Wydaje się jednak, że obecnie na kontach trzymamy stanowczo zbyt dużą część swoich oszczędności. W przypadku gospodarstw domowych udział depozytów bieżących urósł w ostatnich latach do niemal 60 proc. W uproszczeniu można więc powiedzieć, że ktoś kto ma banku 10 000 zł, tylko 4000 zł wpłacił na lokatę, a aż 6000 zł trzyma na koncie. Warto jednak zaznaczyć, że choć na lokatach trzymamy coraz mniej pieniędzy, to rośnie kwota na kontach i patrząc łącznie mamy w bankach coraz większe oszczędności. To jednak normalne biorąc pod uwagę rosnące płace i bardzo niskie bezrobocie. W takich warunkach wartość oszczędności w bankach powinna rosnąć bardzo szybko. Dla przykładu w 2008 r. wzrastały w tempie ponad 20% rocznie. Tymczasem w styczniu tego roku mieliśmy o zaledwie 2,8 proc. więcej pieniędzy niż przed rokiem. Gorzej niż obecnie było tylko w latach 2002-2004, kiedy pojawił się wręcz spadek łącznej kwoty oszczędności w bankach.Tak słaby przyrost oszczędności wynika z tego, że część Polaków, zniechęcona niskim oprocentowanie depozytów, lokuje swoje oszczędności poza bankami. Ogromne pieniądze płyną na rynek mieszkaniowy. Deweloperzy chwalą się rekordową sprzedaż mieszkań, która wg. NBP w ponad 60 proc. finansowana jest gotówką. Dodatkowo w ubiegłym roku Polacy ulokowali najwyższą w historii kwotę (6,8 mld zł) w obligacjach skarbowych. Dużą popularnością cieszyły się również obligacje firm. Pieniądze coraz szerszym strumieniem płyną również do funduszy inwestycyjnych. W styczniu 2018 r. różnica między wpłatami a wypłatami wyniosła aż 2,4 mld zł.Autor: Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors>>> Czytaj też:  Przeciętna lokata przyniesie realne straty także w 2018 i 2019 roku

Dramatyczne prognozy przyszłych emerytur Polaków. PPK zmuszą nas do oszczędzania?

psav zdjęcie główneW połowie lutego poznaliśmy założenia nowego planu oszczędzania na emeryturę. W pierwszej chwili mogą one przypominać koncepcję zaprezentowanych 20 lat temu OFE. Faktycznie jednak plan jest zdecydowanie lepszy zarówno z punktu widzenia jego bezpośrednich beneficjentów, jak i całej gospodarki.
Dramat. Gorzej tylko w Meksyku
Nie ma nic odkrywczego w stwierdzeniu, że świadczenia emerytalne osób rozpoczynających obecnie karierę zawodową będą dramatyczne niskie. Idealnie potwierdzają to dane OECD o stopie zastąpienia, czyli relacji emerytury do naszego ostatniego wynagrodzenia. Polska jest niemal na szarym końcu.
Z opublikowanego w grudniu opracowania „Pensions at a Glance 2017” wynika, że obecni 20-latkowie mogą otrzymać na rękę jedynie 38,6 proc. ich finalnej pensji netto. To drugi najgorszy wynik w całym OECD. Tylko Meksyk wypada tu gorzej, natomiast przeciętna wartość wynosi 69,1 proc. Polskę dzieli olbrzymi dystans nawet do innych państwa z naszego regionu (Czechy, kraje bałtyckie, Słowenia), gdzie wynik waha się blisko granicy 60 proc.
Te 38,6 proc. to i tak bardzo optymistyczna wersja, do której nie warto się przyzwyczajać. Szacunki powstają w oparciu o założenie, że od 20. roku życia do momentu osiągnięcia ustawowego wieku emerytalnego będziemy bez przerwy zatrudnieni (w ten okres wlicza się urlop macierzyński, ale studia już nie). Wypełnienie w całości tego warunku jest bardzo trudne, co oznacza, że faktycznie dostaniemy na rękę jedynie ok. jedną trzecią naszego ostatniego wynagrodzenia netto.>>> Czytaj też: Borys: PPK i OFE to kompletnie różne i nieporównywalne systemy
Trzeba oszczędzać
Głodowe przyszłe świadczenia emerytalne wynikają bezpośrednio z trendów demograficznych (niska dzietność, rosnąca długość życia) oraz z założenia względnie wczesnego przejścia na emeryturę. Ponieważ zmiana tych kluczowych parametrów jest trudna, jedynym wyjściem w tym momencie może być zaproponowanie programu, który „zmusi” nas do oszczędzania, a jednocześnie pozwoli na faktyczne dysponowanie tymi środkami w razie nagłej konieczności.
Na te potrzeby w optymalny sposób odpowiada zaprezentowany w połowie lutego przez „Ministerstwo Finansów” program Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK). Poprzez szereg zachęt do oszczędzania oferuje w maksymalnym wariancie (składka od pracownika i pracodawcy po 4 proc. wynagrodzenia, start w momencie rozpoczęcia kariery) podniesienie stopy zastąpienia nawet o 45 pkt proc.
Zalety PPK
Podstawową zaletę planu jest połączenie siły naszych oszczędności, składek zatrudniających i dopłaty z państwa. Program jest dobrowolny (w przeciwieństwie do zrzutki na OFE), ale jednocześnie na tyle atrakcyjny, że rezygnacja z niego jest nieopłacalna, chociażby ze względu na utratę bonusu z budżetu czy konieczność zapłacenia podatku.
Zgromadzonymi środkami będzie można dowolnie dysponować (to odróżnia go również od OFE) i będą one dziedziczone (zaleta w porównaniu do OFE). Plusem PPK może być także konkurencja ze strony pracodawców o pracownika. Te przedsiębiorstwa, które zdecydują się sfinansować składkę maksymalną (4 proc. wynagrodzenia), mogą być postrzegane jako dbające o długotrwałą współpracę z zatrudnionym oraz o jego kondycję po zakończeniu kariery zawodowej.
W PPK środki zgromadzone przez emerytów będą finansować krajową gospodarkę, chociażby poprzez rynek kapitałowy czy możliwość zakupu przez zarządzające fundusze obligacji skarbowych. Zmniejszy to uzależnienie Polski od środków z zagranicy oraz zwiększy coroczną stopę oszczędności gospodarstw domowych, która w ostatnich lata waha się blisko granicy 0 proc. – według danych OECD.
Akceptowalne wady
Żaden program nie jest pozbawiony wad. Dotyczy to również PPK. Podstawowy minus tkwi w tym, że częściowo musimy sami sfinansować Plan, gdyż od 2 do 4 proc. naszego wynagrodzenia jest przekazywane do funduszu. Wydaje się jednak, że przy obecnej koniunkturze i wzroście płac ta wada jest do zaakceptowania przez większość uczestników, zwłaszcza że założenia jasno sugerują dowolność w dysponowaniu środkami.
Inna wadą jest także fakt, że nasza hipotetyczna stopa zastąpienia powiększa się jedynie przez 10 lat. Biorąc pod uwagę, że okres życia po przekroczeniu wieku emerytalnego dla obecnych 20-latków będzie przekraczać dwie dekady, to dość mało. Z drugiej jednak strony wada ta może zachęcać do dłuższej aktywności zawodowej, która jednocześnie będzie realnie zwiększać hipotetyczną stopę zastąpienia.
Można zaryzykować stwierdzenie, że przedstawione przez „MF” założenia programu PPK są optymalne pod względem korzyści oraz kosztów. Nigdy nie uda się jedną inicjatywą naprawić całego systemu, ale prawdopodobnie jest to droga w dobrym kierunku, czyli budowania długoterminowych oszczędności Polaków i finansowego komfortu na emeryturze.>>> Czytaj też: Opłaty przystępujących do PPK będą niższe niż zapisano w projekcie

Jakby ktoś się zastanawiał…

Jakby ktoś się zastanawiał czemu polskie szpitale są takie chujowe i toną w długach12,6 mln zł to wartość świadczeń medycznych, jaką wykonały w 2017 r. szpitale podległe samorządowi województwa podlaskiego ponad ryczałt wynikający z umów z NFZ. Fundusz proponuje w ramach ugód zapłatę 9,5 mln zł – poinformował członek zarządu województwa Bogdan Dyjuk. Najtrudniejsza sytuacja jest w szpitalu wojewódzkim w Białymstoku. Szpital wyliczył nadwykonanie na kwotę ponad 2,1 mln zł, a NFZ proponuje zapłatę jedynie 90 tys. zł.http://www.mp.pl/kurier/181579,zlodziejska-propozycja
#polska #medycyna #afera #lekarz #sluzbazdrowia #gospodarka #finanse

Korzystacie z aplikacji…

Korzystacie z aplikacji SkyCash (MobiParking)? Mamy dla Was smutną wiadomość… Każdy może Was zdeanonimizować przez numer telefonu. Proponujemy szybko zmienić imię i nazwisko jeśli cenicie swoją prywatność… Ostrzeżcie znajomych! https://www.wykop.pl/link/4177237/masz-skycash-mobiparking-zmien-nazwisko-w-opcjach-bo-mozna-je-poznac-po-nr-tel/
#bezpieczenstwo #security #niebezpiecznik #prywatnosc #skycash #finanse

Rodzina zmarłego płaci chętniej. Grupy zgonowe egzekwują długi tuż przed pogrzebem

psav zdjęcie główneSami siebie często nazywają łowcami długów. To nawiązanie do łowców skór. Dziennikarze „Gazety Wyborczej” ujawnili w 2002 r., że pracownicy łódzkiego pogotowia współpracują z zakładami pogrzebowymi. Niektórzy z nich nie tylko sprzedawali informacje o zmarłych, lecz także uśmiercali pacjentów – by zarobić na kolejnej „skórze”. Tak mówili o pacjentach.Łowcy długów nikogo nie zabijają. Przynajmniej nie dosłownie. Ale też żerują na ludzkiej tragedii.2007 r. Do 78-letniego mężczyzny mieszkającego w małym mieście przychodzi dwóch mężczyzn. Mówią, że są z firmy pożyczkowej. Żądają spłaty kredytu, który zaciągnęła zmarła przed kwartałem żona staruszka. Pożyczyła 800 zł. Kwota do spłaty: 3,5 tys. zł. Mężczyzna nie ma pieniędzy. Windykatorzy zabierają mu kuchenkę gazową, lodówkę i telewizor. Staruszek wykupuje je za 4,5 tys. zł. O sprawie informują lokalne media, ale ludzie żyją nią tylko przez kilka dni.2010 r. 75-letnia emerytka z Trójmiasta pożyczyła od jednej ze spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych (SKOK) 1,2 tys. zł na lodówkę. Niedługo po zakupie zmarła. Kasa zgłasza się do rodziny po pieniądze. Żąda zwrotu 5 tys. zł. Egzekwuje pieniądze. O sprawie donosi „Gazeta Wyborcza”. Wszyscy mówią, że tak nie może być. Ale jest.2012 r. Bezrobotny mężczyzna zaciąga w SKOK-u Stefczyka pożyczkę na 10 tys. zł. Od początku wiadomo, że jej nie spłaci. Nie ma zdolności kredytowej, a jest ciężko chory. Niebawem umiera. Windykatorzy przychodzą do synów i domagają się zapłaty 40 tys. zł. Po tekście „GW” przedstawiciele kasy mówią, że to ich sprawa, komu pożyczają pieniądze i czy zabezpieczenie pożyczki widzą w pożyczkobiorcy, czy w jego dzieciach.2017 r. Wszyscy mówią, że kiedyś na rynku pożyczkowym i windykacyjnym był Dziki Zachód. A teraz jest już wszystko dobrze. Jest Zachód, ale już wcale nie dziki. Pani Katarzyna, 47-letnia pracownica biurowa, uważa inaczej. Z mężem pożyczyli 12 tys. zł na samochód. Opóźniali się ze spłatą pożyczki, ale dogadali się z firmą, że oddadzą później z większymi odsetkami. Małżonek zmarł. Przedstawiciel windykatora przyszedł do pani Katarzyny dzień przed pogrzebem. – Skąd miał informację, że mąż nie żyje? O tym, że zmarł, wiedziała tylko najbliższa rodzina, urząd i ksiądz – zastanawia się kobieta.psav videoMarzenie zgonowcaPoczątek 2015 r. Dowiadujemy się, że ściąganie pieniędzy od rodzin niedawno zmarłych osób to nie przypadek. To zorganizowany proceder występujący w firmach pożyczkowych i windykacyjnych oraz w SKOK-ach. Mówią nam o tym nieoficjalnie sami przedsiębiorcy. Głównie konkurenci tych, którzy w wątpliwy etycznie sposób odzyskiwali pieniądze. Nieoficjalna informacja staje się oficjalną w marcu 2015 r. SKOK-i jeden za drugim padają, więc wchodzą do nich zarządy komisaryczne. Paweł Pawłowski, zarządca komisaryczny Kasy Kopernik, w przygotowanym sprawozdaniu wspomina o grupach zgonowych – zespołach windykatorów wyspecjalizowanych w egzekucji należności od spadkobierców zmarłych dłużników. W dokumencie czytamy, że „skuteczność tych grup w ściganiu dzieci i wnuków zmarłych była doskonała”. Ludzie, już nie anonimowo, zaczynają przyznawać, że grupy zgonowe, zwane też łowcami długów, działały w wielu polskich firmach. I że w wielu działają nadal.– Zdarzało się, że tacy bandyci wykorzystywali ludzką niewiedzę lub niską świadomość prawną swoich ofiar do tego, by ściągać od spadkobierców długi zmarłego oraz wyłudzać dodatkowe opłaty. Żerowali na emocjach jak strach czy stan przybicia psychicznego po utracie bliskiej osoby – mówi Paweł Grabowski, poseł Kukiz’15, przed kadencją pracujący w branży pożyczkowej. Od razu zastrzega, że jego zdaniem takie działanie windykatorów zasługuje na potępienie.Udało nam się dotrzeć do osoby, która pracowała w zespole zgonowym. Dalej pracuje w branży windykacyjnej. Jak jednak mówi – na „mniej kontrowersyjnym stanowisku i mniej walącym w głowę”. Podstawowe pytanie, które zadajemy, to dlaczego w ogóle powstały zespoły zgonowe? – Bo egzekucja z rodziny zmarłego jest skuteczniejsza niż z samego dłużnika. Jeśli ten nie spłacał zobowiązań od dawna, to szanse, że w końcu to uczyni, są znikome. Nawet jeśli ma pieniądze, to często widzi, że nie musi tego robić i nic mu się nie stanie. Rodziny płacą znacznie chętniej – słyszymy w odpowiedzi.Dlaczego żona zmarłego miałaby chętniej spłacić zobowiązania męża niż on sam? Wyjaśnia to Sabina Sadecka, psycholożka i psychoterapeutka, redaktorka portalu opsychologii.pl.– Gdy jesteśmy w żałobie, nasz mózg przestawia się na tryb emocjonalny. Żałoba pochłania bardzo dużo energii i usypia czujność. Wówczas każda z technik manipulacji może być znacznie bardziej skuteczna – mówi. I dodaje, że żałoba to sytuacja kryzysowa, jesteśmy w stanie chaosu i dopiero próbujemy go uporządkować. – Dlatego lubimy wtedy wszystko załatwiać szybko: pogrzeb, stypa, spadek. W momencie, gdy pojawi się dodatkowy problem, nie bacząc na trudności czy wysokie kwoty, chcemy mieć go jak najszybciej z głowy. I wtedy popełniamy wiele błędów. Nie patrzymy na koszty pogrzebu, mówimy sobie, że przecież nie będziemy zmarłemu szczędzić, choć koszty trumny czy ceremonii przewyższają nasz budżet – opowiada.Nasz informator potwierdza, że to właśnie był modus operandi: skorzystanie z okazji, w której ofiara nie myśli racjonalnie. Najlepiej więc było pójść do niej po spłatę zadłużenia w możliwie najkrótszym czasie po śmierci bliskiego. A już marzeniem dla windykatora były „odwiedziny” jeszcze przed pogrzebem. – Ludzie wtedy chcą jak najszybciej z siebie zrzucić wszelkie problemy. Często też mniej się liczą z pieniędzmi, bo dług rzędu kilkuset złotych jest niczym wobec kosztu organizacji pochówku idącego w grube tysiące – mówi były członek grupy zgonowej.Tylko jak firma pożyczkowa lub windykacyjna ma się dowiedzieć o śmierci dłużnika? Przecież rodzina w parę dni po smutnym zdarzeniu nie biegnie do wierzyciela z taką informacją. – To proste. Dowiadywaliśmy się w taki sam sposób, w jaki wszelkie inne nekrobiznesy się o tym dowiadują. Niektórzy mają dojścia w szpitalach, inni współpracują z zakładami pogrzebowymi. Na Podkarpaciu nieźle współpraca układała się z lokalnymi urzędnikami wystawiającymi akty zgonu – twierdzi nasz informator.>>> Czytaj też: 2 tys. poszkodowanych, ponad 400 mln zł do odzyskania. Fundusze W Investments do likwidacjiDo nieba bez długówZasadą grup zgonowych było egzekwowanie tylko rzeczywistego zadłużenia. Przychodzili do bliskich tych zmarłych, którzy mieli pieniądze. Choć zdarzały się przypadki egzekucji „lewego” długu. Firmy windykacyjne skupują całe pakiety długów od różnych przedsiębiorstw, m.in. od firm telekomunikacyjnych. Nie wnikają w to, czy operator słusznie naliczył opłatę, czy zrobił to wbrew prawu.Nie oznacza to jednak, że grupa zgonowa pobierała tylko tyle, ile by wzięła od żyjącego dłużnika. Skoro bowiem skuteczność windykacji była większa, szybko pojawiła się też pokusa zarobienia ekstra. Dlatego standardem było naliczanie opłat za cokolwiek. Najczęściej za tzw. obsługę domową. Sięgały z reguły 20–30 proc. wartości pożyczki.Wszyscy, z którymi kontaktowaliśmy się – zarówno ci, z którymi rozmawialiśmy w 2015 r., jak i nasi obecni eksperci – mówią zdecydowanie: działalność grup zgonowych to proceder godny potępienia. A w niektórych przypadkach nawet kryminalny. Wszystko przez metody stosowane przez windykatorów. Najskuteczniejszy był wariant łagodny. Dużo osób spłaca długi zmarłych, gdy im się uświadamia: „Mąż na pewno nie chciałby iść na tamten świat z długami”; „Żona była wierząca? Aby trafić do nieba, trzeba spłacać swoje długi”.– Skuteczność egzekucji w grupach zgonowych sięgała nawet 65 proc. Sądzę, że dwie trzecie z tych dwóch trzecich to miłe rozmowy i przekonywanie ludzi, że zmarły chciał zapłacić – mówi były windykator. Tym bardziej że wiele osób nie miało argumentu, iż nie mają pieniędzy. Windykatorzy przypominali wówczas, że przecież rodzina otrzyma zasiłek pogrzebowy. Może więc warto urządzić skromniejszy pochówek, a zamknąć wstydliwy dla zmarłego rozdział? Ale był też wariant ostrzejszy. W ekstremalnych przypadkach kończyło się na groźbach. W wielu firmach windykacyjnych popularny przed kilkoma laty stał się model wysyłania wezwań do zapłaty w kopertach z napisem „Dłużnik”. Ewentualnie w częściowo przezroczystej kopercie znajdowała się kartka z krwistoczerwonym napisem „DŁUG”. Podobnie działały grupy zgonowe. Zapowiadały opornym, że informacje o zadłużeniu będą zostawiać na cmentarzu. By każdy przechodzący alejką obok grobu widział, że zmarła osoba nie była krystalicznie uczciwa. Czy ta metoda była skuteczna? – Bez szału. Ludzie nie lubią, gdy się im grozi. Ale na niektórych rzeczywiście to jedyny sposób – opowiada windykator.Sabina Sadecka wyjaśnia, że trudno wskazać najskuteczniejsze sposoby, bo każdy z nas jest bardziej podatny na inne techniki manipulacji. Do jednych trafi spokojne przekonywanie i podkreślanie lojalności wobec zmarłego, zaś do innych bardziej przemówi strach przed oczernieniem bliskiego. – Nazwijmy rzecz po imieniu: takie zachowania windykatorów powinny skutkować pociągnięciem ich do odpowiedzialności karnej – twierdzi dr Mariusz Bidziński, wspólnik w kancelarii Chmaj i Wspólnicy oraz wykładowca na Uniwersytecie SWPS. – Zabronione jest grożenie, że będzie się, bez wyroków sądowych, umieszczać jakiekolwiek informacje o tym, kim był zmarły. Zakazane jest też posługiwanie się nieprawdziwymi informacjami w celu zmuszenia osoby do spełnienia świadczeń zmarłego. A naliczanie dodatkowych opłat dozwolone jest tylko, jeśli wynikały one z postanowień umownych – tłumaczy.Pracownicy grup zgonowych jednak się o swój los nie obawiali. Powód był prozaiczny: choć o ich istnieniu wiele się mówiło, to prawie nikt nie składał zawiadomień do prokuratury. A śledczy przecież dopiero wtedy biorą się do roboty. Postępowania wszczęte z urzędu w związku z nieprawidłowościami w działalności firm pożyczkowych i windykacyjnych od wielu lat należą do rzadkości. Przyznawało to wielokrotnie nawet Ministerstwo Sprawiedliwości.– Nie dziwi mnie, że mało mówi się oficjalnie o tego typu praktykach. Jesteśmy poddanymi kultury wstydu. Osoby oszukane wolą zatuszować sprawę niż szukać sprawiedliwości bądź zadośćuczynienia. Myślimy o sobie w sposób negatywny w takich sytuacjach: jak ja – racjonalny człowiek – mogłem dać się tak zmanipulować? Nie rozumiemy, że w pewnych sytuacjach nasze możliwości poznawcze są mniejsze – wyjaśnia Sabina Sadecka. I dodaje, że nie potrafimy wybaczać sobie błędów. Wstydzimy się więc nieracjonalnych posunięć, mimo że wszyscy je robimy. Wolimy machnąć ręką na to, że zostaliśmy oszukani. – Dlatego działanie nieetycznych firm może być tak skuteczne i czynione bez konsekwencji – uważa Sadecka.Co więcej, nad ofiarami, które mówią głośno o tym, co je spotkało, też mało kto się użala. Jak spostrzega Sadecka, kiedy ktoś się pomyli, społeczeństwo oznacza go zaraz piętnem idioty i nie próbuje pomóc. Nieważne, czy mamy do czynienia ze sprawami prywatnymi czy biznesem. To zgadza się z efektami prokuratorskich działań. W większości przeanalizowanych przez nas spraw – fakt, sprzed kilku lat – gdy dochodziło do nieprawidłowości przy spłacie pożyczek, śledczy uważali, że nic złego się nie stało. „Pożyczkobiorca ma możliwość dochodzenia swoich praw na drodze cywilnej. Nie ma podstaw do przypisania czynu zabronionego XYZ, choć bez wątpienia doszło do przekroczenia norm moralnych” – czytamy w jednym z uzasadnień o odmowie wszczęcia dochodzenia.Na pomoc nie ruszyli też politycy. Marcin Święcicki, poseł PO, gdy zapytaliśmy go w 2015 r., dlaczego władza nie przeciwdziała istnieniu grup zgonowych, odparł pewnie, że „tam, gdzie pojawiają się długi, tam pojawia się również silna potrzeba ich egzekucji” i „windykatorzy nie są zagrożeniem”.>>> Czytaj też: O. Tadeusz Rydzyk: Dotacja na geotermię w Toruniu przyznana, ale nie dana. Wcale nie jest nam łatwiejJeszcze mogą działaćCzy grupy zgonowe to przeszłość? I tak, i nie. Rynki pożyczkowy i windykacyjny bardzo w ostatnich latach się sprofesjonalizowały. Z naszych informacji wynika, że w żadnej z kilku największych firm na rynku nie działają grupy zgonowe. Choć w niektórych z nich funkcjonowały jeszcze trzy, cztery lata temu. Nie ma też już grup zgonowych w SKOK-ach (najprawdopodobniej to spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe spopularyzowały działalność grup zgonowych), bo i całkowicie podupadła działalność SKOK-ów.– Nie znam takich przypadków. Być może dlatego, że firmy zrzeszone w związku najczęściej w ogóle nie prowadzą działań windykacyjnych, lecz długi oddają w obsługę zewnętrzną lub sprzedają do wyspecjalizowanych firm – twierdzi Jarosław Ryba, prezes zarządu Polskiego Związku Instytucji Pożyczkowych. Zmienił się też model biznesowy. Duże firmy pożyczkowe już nie odwiedzają klientów w domach. Podobnie firmy windykacyjne. Większość z nich bazuje na efekcie skali. Wolą kontakt telefoniczny i listowny z dłużnikami. Wybierają wariant, że mniej osób spłaci swoje zobowiązania, ale zarazem będą niższe koszty windykacji. Bo nawet kilkanaście telefonów to koszt o wiele mniejszy niż odwiedziny domowe.Zarazem Jarosław Ryba uważa, że grupy zgonowe mogły istnieć jeszcze niedawno. – Nawet dziś takie mrożące krew w żyłach sytuacje mogą się zdarzać. Na szczęście to margines – twierdzi prezes PZIP.– W miejscowościach do 50 tys. mieszkańców, gdzie ludzie nadal częściej pożyczają w lokalnej firmie niż w Providencie czy Vivusie, a windykację prowadzi ten, kto pożyczył, a nie wyspecjalizowana firma, grupy zgonowe istnieją i będą istnieć. Po co rezygnować z czegoś, co przynosi pieniądze? – pyta retorycznie nasz informator.>>> Czytaj też: Przez milenialsów zaostrza się problem niedoboru rąk do pracy Niemczech

2 tys. poszkodowanych, ponad 400 mln zł do odzyskania. Fundusze W Investments do likwidacji

psav zdjęcie główneWczoraj upłynął termin, w którym Raiffeisen Polbank mógł podpisać umowy z firmami zainteresowanymi zarządzaniem funduszami Inwestycje Rolne, Lasy Polskie i Vivante. Jako pierwsi opisaliśmy problemy nabywców ich certyfikatów w maju zeszłego roku. – Na ostatecznej decyzji o likwidacji funduszy zaważyło kilka czynników: stanowisko uczestników wyrażone w uchwale o likwidacji funduszu Inwestycje Selektywne, brak rekomendacji ze strony uczestników funduszy co do przekazania zarządzania nimi do zaprezentowanych podczas zgromadzeń inwestorów towarzystw (TFI) zainteresowanych ich przejęciem, względy formalne dotyczące uzyskania zgód niezbędnych do przejęcia zarządzania, a także ocena ofert w kontekście interesu uczestników funduszy – mówi Radosław Ignatowicz, dyrektor departamentu instytucji finansowych i usług powierniczych w Raiffeisen Polbanku. We wtorek decyzję o likwidacji funduszu Inwestycje Selektywne podjęło zgromadzenie inwestorów. Do funduszy stworzonych przez DM W Investments, kontrolowanego przez poznańskiego biznesmena Piotra Wiśniewskiego, inwestorzy wpłacili niemal 600 mln zł. Głównymi dystrybutorami funduszy były Alior Bank i BOŚ Banku. Kupili je klienci bankowości prywatnej. Od ponad roku nie są w stanie wypłacić pieniędzy, bo fundusze utraciły płynność finansową. Pieniądze inwestowały przede wszystkim w grunty rolne i lasy. Fundusz Vivante zbierał kapitał na wybudowanie luksusowego domu spokojnej starości w podwarszawskim Otwocku. Nigdy tej inwestycji nie przeprowadził. Część pieniędzy mogła zostać zainwestowana w aktywa powiązane z firmami zarządzającymi funduszami – DM W Investments i MFM Fund Management. Klienci funduszy podejrzewają, że ceny po jakich zawarte były te transakcje, mogły być dla nich niekorzystne. Chodzi o około 80 mln zł. Pieniądze z tych transakcji trafiły najprawdopodobniej na Cypr. W listopadzie zeszłego roku Komisja Nadzoru Finansowego cofnęła licencję FinCrea TFI. Firma formalnie zarządzała funduszami, zlecając wykonywanie tej usługi najpierw DM W Investments, a następnie MFM Fund Management. To popularny na naszym rynku model funkcjonowania zamkniętych funduszy inwestycyjnych. Po decyzji KNF administrowanie funduszami przejął Raiffeisen Bank Polska. Miał trzy miesiące na podpisanie umowy z nowymi firmami zarządzającymi. Przejęciem wszystkich czterech funduszy zainteresowane było GO TFI, pieczę nad Inwestycjami Rolnymi gotowy był przejąć Saturn TFI. Na zeszłotygodniowych walnych zgromadzeniach inwestorów żaden z podmiotów nie zyskał akceptacji uczestników funduszy. Z naszych informacji wynika, że na tych zarządzających nie zgodziłaby się KNF. – Dla banku, który teraz będzie prowadzić skomplikowany proces likwidacji oraz odpowiadać za jego przebieg i efekty przed inwestorami oraz Komisją Nadzoru Finansowego, znalezienie dla funduszy nowego zarządzającego było jednym z priorytetów i głównych obowiązków w ramach funkcji reprezentanta. Nie ukrywaliśmy też, że w naszej ocenie kontynuacja daje większe możliwości inwestorom niż likwidacja. Z przyczyn obiektywnych nie udało się jednak znaleźć następcy, który przejąłby zarządzanie tymi funduszami. Teraz ważne jest, by cały proces odbywał się w sposób uporządkowany, systematyczny i przejrzysty – mówi Ignatowicz. Na razie jednak inwestorzy nie wiedzą, co będzie likwidowane. Fundusze mają skomplikowaną, piętrową strukturę. Aktywa kupowały za pośrednictwem spółek zależnych, powiązanych ze sobą wzajemnymi inwestycjami. Od czerwca zeszłego roku nabywcy certyfikatów próbowali wprowadzić zmiany w statutach, dające im prawo wglądu w operacje finansowe funduszy. Bezskutecznie. Ostatnie potwierdzone informacje o aktywach funduszy pochodzą ze sprawozdań rocznych za 2016 rok. Od kilku miesięcy certyfikaty funduszy nie są wycenia, raporty za I półrocze 2017 roku nie zostały opublikowane. Z szacunków wynika, że aktywa funduszy mają wartość ok. 430 mln zł. W zeszłym roku stopniały o 20-30 proc. Obecnie Raiffeisen deklaruje, że rozważy zmiany w statutach. Dla inwestorów to ważne, bo łatwiej będzie im dochodzić ewentualnych roszczeń wobec firm zaangażowanych w zarządzanie i obsługę funduszy – Są podstawy prawne, żeby dochodzić roszczeń przynajmniej od kilku firm. Chodzi o zarządzających funduszami, sprzedawców certyfikatów, depozytariusza funduszy czy firmę, która gwarantowała nabywcom certyfikatów określone stopy zwrotu – mówi adwokat Tomasz Majkowycz z kancelarii kPM Legal, reprezentujący klientów funduszy. – W warunkach emisji przynajmniej niektórych serii certyfikatów brakuje informacji o ryzyku kredytowym, która z reguły pojawia się w przypadku tego typu funduszy. To daje pewne podstawy do stwierdzenia, że nabywcy certyfikatów nie byli świadomi wszystkich istotnych aspektów związanych z inwestycją. – dodaje Majkowycz. Jednak na drogę sądową inwestorzy będą mogli wstąpić dopiero po likwidacji funduszy, która – według deklaracji Radosława Ignatowicza – może potrwać nawet pięć lat. Wtedy dowiedzą się czy i jakie ponieśli straty. Majkowycz zwraca uwagę, że do tego czasu otwarta pozostaje droga do zawarcia porozumienia z firmami, które mogły narazić nabywców certyfikatów na straty.- Nie warto zaniedbywać żadnego sposobu do odzyskania pieniędzy – mówi prawnik. >>> Czytaj też: Inwestorzy nie mogą wypłacić pieniędzy z funduszy MFM. Powód? Brak gotówki

Niezła historia!Ukradli mu 10…

Niezła historia!Ukradli mu 10 000 PLN z konta na jego oczach. Na szczęście w porę się zorientował i ochronił resztę środków we współpracy z bankiem. Polecamy lekturę tego artykułu tym, którzy mają Androida:https://niebezpiecznik.pl/post/jak-przestepcy-ukradli-10-000-pln-milosnikowi-kryptowalut-ciekawy-atak-na-klientow-posiadajacych-mobilne-aplikacje-polskich-bankow/
#android #androiddev #banki #finanse #pieniadze #bezpieczenstwo #security #niebezpiecznik #hacking #malware #mbank #kradziez

Nie wiem czy kogos…

Nie wiem czy kogos zainteresuje ten tekst. Doeclowo mial on dotyczyc finansow w zwiazku, nie jestem pewien czy sie udalo. Nie wiem czy moge nazwac siebie ekspertem od zwiazkow. Doswiadczenie mam dosc spore, pierwszy zwiazek stworzylem majac 13 lat. Kazdy trwal minimum rok, a przerwy miedzy nimi byly krotsze niz 2 miesiace.
Pomine pseudo zwiazek piatoklasisty z rok starsza kolezanka trwajacy pol roku.- choc nauczyla mnie calowac i pozbylem sie uczucia zenady podczas trzymania za rece.
Majac 13 lat, nie majac rodzenstwa starszego, kolegow z dziewczynami bylo mi bardzo trudno. Nie mialem pojeca z czym to sie je. Przyklad bralem z amerykanskich filmow, mimo iz bardzo sie wstydzilem kupowalem z moich drobnych oszczednosci kwiaty, czekoladki, pluszaki z wiekszych okazji, z okazji urodzin wydalem prawie wszystkie oszczednosci na kolczyki, ktore dziewczyna mi oddala gdyz uznala to za zbyt drogi prezent. Po poltorej roku zostawilem ja dla innej. To juz byl wyzszy poziom, kolacje, kina, male wycieczki i znow drobnostki. Z ta roznica ze teraz ja placilem za kawe, rozowy za autobus. Nie pamietam bysmy o tym rozmawiali, po prostu czula sie zobowiazana. Generalnie wychodzilo 50/50. W tym czasie nauczylem sie, ze TRZEBA ROZMAWIAC O WSZYSTKIM. Nie ma tematu tabu. Tym razem to ona zostawila mnie dla innego. Kolejna partnerka, nic sie nie zminilo, po za tym ze dziadkowi nie bardzo pasowalo iz jest mulatka. Po jakims czasie wyjechala uczyc sie za granice. Niedlugo po jej wyjezdzie w pociagu poznalem bardzo ladna blondynke, ktora nie byla w moim typie, troche dziecinna, tunel w uchu, zafascynowana tatuazami i jakas zjebana subkultura. Na poczatku pomyslalem „w sam na raz”. Niestety jestem kochliwy i tak minelo poltorej roku. Wszystkie wymienione przeze mnie dziewczyny byly przezemnie zdradzane i podczas trwania naszego zwiazku dowiedzialy sie tego ode mnie, co nie zmienilo kompletnie nic(sic!).
Dlaczego je wymienilem w wyliczance? Chyba chcialem sie pochwalic( ͡° ͜ʖ ͡°)
I teraz przechodze do sedna. Z moja zona jestem 5 lat po slubie, 5 lat przed slubem bylismy razem. Od razu dodam, ze zona to pierwsza kobieta, ktorej nie zdradzilem. Na studiach ja pracowalem i dostawalem pieniadze od rodzicow. Moja zona (wtedy dziewczyna)miala o wiele ciezze studia i spedzala na uczelni czasem 12 godzin. Gdy chodzilismy na imprezy placilismy na zmiane, raz ja chodzilem po drinki, raz ona. Jedna kolacje stawialem ja, inna ona(prawda jest ze troche oszukiwalem i placilem dwa razy czesciej, gdyz wiedzialem ze mam wiecej kasy). Po pewnym czasie zamieszkalismy razem, w tym momencie moje/twoje pieniadze przestaly istniec. Razem uzgadnialismy wieksze wydatki, ja i ona staralismy sie nie kupowac pierdol. Przyszedl czas na wspolne tanie wakacje w Tunezji. Tutaj nie pozwolila za siebie zaplacic. Kiedy rzucilem temat, ona juz szukala pracy dorywczej. Jak sobie przypomne, ze pozwolilem jej stac na rynku za 6zl na godzine i zapraszac do klubow to mnie kurwa skreca od srodka.
Skonczylismy edukacje, wzielismy slub. Wyjechalismy za granice. Zona zarabiala wtedy 3 razy wiecej ode mnie. Nigdy nie uslyszalem od niej przytyku na temat moich zarobkow. Nigdy rowniez podczas planowania wydatkow nie powiedziala „twoje/moje pieniadze”. Mijaja lata czlowiek chce miec cos ze swojej pracy. Kobiety lubia rzeczy typu markowe buty, torebki. Mimo iz zarabiamy nie malo, teoretycznie mozna sobie na to pozwolic 2-3 razy w miesiacu, wiec pokusa jest duza. Kilka pierwszych na obczyznie lat nie odmawialismy sobie niczego, doslownie, trzeba bylo odzyc w cieplym kraju zyjac na poziomie, po tej studenckiej wegetacji w Krakowie. No ale gdy juz zwiedzilismy 70% restauracji i kawiarni, zapelnilismy szafy ubraniami, biurka komputerami, kuchnie sprzetami, a na parkingu stala terenowka, nadszedl czas sie troche ograniczyc by uzbierac jakas wieksza kwote. Ot zwykla rozmowa, z dnia na dzien przestalismy kupowac zbytki. Teraz zona torebke od projektanta dostaje z okazji urodzin czy innej tego typu uroczystosci. A za zaoszczedzone pieniadze w sobote kupujemy drugi sportowy samochod.
Za niedlugo zmiana kodu a ja nadal nie mam swojego konta bankowego, nie wiem nawet ile dokladnie jest pieniedzy na koncie. W ciagu 10 lat razem nigdy nie bylo problemu „to sa moje pieniadze”. Mysle, ze glownie dlatego iz rozmawialismy ze soba jak dorosli ludzie i wymienialismy sie ze soba pomyslami, obiekcjami, szczerze mowilismy gdy cos bylo ladne czy brzydkie. Nie pamietam zeby zona kiedykolwiek sie na mnie obrazila gdy powiedzialem jej, ze ten laptop nie jest wart swojej ceny, ze te rajstopy nie pasuja do tego stroju, czy ze zupa byla przesolona.
Ostatnio gralem ze znajomymi w Civ 6 przez internet. Wiadomo, rozmawialsimy przez teamspeak. Zona przyszla z silowni, rozmawiamy o tym jak minal dzien i zapytala mnie jak obiad. -pyszny, ale (tutaj wstaw jakis mankament). Kumpel byl w szoku, jak mozna powiedziec partnerce ze cos ci nie smakowalo. Jak on kiedys tak powiedzial to jego panna sie nie odzywala do niego przez 3 dni i od tego czasu zawsze mowi ze mu smakuje. I tutaj szok dla mnie, jak mozna jesc chujowe obiady przez cale zycie tylko dlatego, ze druga osoba nie potrafi zrozumiec, ze wolisz mniej mleka w szejku bananowym.
Konkluzja:
Jesli twoja panna lub ty, nie potraficie zniesc krytyki, nie potraficie przestac kupowac pierdol mimo iz o tym rozmawialiscie, jestescie dziecinni, ciagle klocicie sie o pieniadze – ZNAJDZ SOBIE INNA PANNE 🙂
#zwiazki #finanse

Cała Polska specjalną strefą ekonomiczną

Preferencje podatkowe w nowej SSE uzależnione od miejsca inwestycji, jej charakteru i jakości miejsc pracy; premiowane inwestycje w miastach średnich, tracących funkcje gospodarcze i społeczne – to niektóre założenia projektu ustawy o strefach ekonomicznych, który przyjął we wtorek rząd…