2 tys. poszkodowanych, ponad 400 mln zł do odzyskania. Fundusze W Investments do likwidacji

psav zdjęcie główneWczoraj upłynął termin, w którym Raiffeisen Polbank mógł podpisać umowy z firmami zainteresowanymi zarządzaniem funduszami Inwestycje Rolne, Lasy Polskie i Vivante. Jako pierwsi opisaliśmy problemy nabywców ich certyfikatów w maju zeszłego roku. – Na ostatecznej decyzji o likwidacji funduszy zaważyło kilka czynników: stanowisko uczestników wyrażone w uchwale o likwidacji funduszu Inwestycje Selektywne, brak rekomendacji ze strony uczestników funduszy co do przekazania zarządzania nimi do zaprezentowanych podczas zgromadzeń inwestorów towarzystw (TFI) zainteresowanych ich przejęciem, względy formalne dotyczące uzyskania zgód niezbędnych do przejęcia zarządzania, a także ocena ofert w kontekście interesu uczestników funduszy – mówi Radosław Ignatowicz, dyrektor departamentu instytucji finansowych i usług powierniczych w Raiffeisen Polbanku. We wtorek decyzję o likwidacji funduszu Inwestycje Selektywne podjęło zgromadzenie inwestorów. Do funduszy stworzonych przez DM W Investments, kontrolowanego przez poznańskiego biznesmena Piotra Wiśniewskiego, inwestorzy wpłacili niemal 600 mln zł. Głównymi dystrybutorami funduszy były Alior Bank i BOŚ Banku. Kupili je klienci bankowości prywatnej. Od ponad roku nie są w stanie wypłacić pieniędzy, bo fundusze utraciły płynność finansową. Pieniądze inwestowały przede wszystkim w grunty rolne i lasy. Fundusz Vivante zbierał kapitał na wybudowanie luksusowego domu spokojnej starości w podwarszawskim Otwocku. Nigdy tej inwestycji nie przeprowadził. Część pieniędzy mogła zostać zainwestowana w aktywa powiązane z firmami zarządzającymi funduszami – DM W Investments i MFM Fund Management. Klienci funduszy podejrzewają, że ceny po jakich zawarte były te transakcje, mogły być dla nich niekorzystne. Chodzi o około 80 mln zł. Pieniądze z tych transakcji trafiły najprawdopodobniej na Cypr. W listopadzie zeszłego roku Komisja Nadzoru Finansowego cofnęła licencję FinCrea TFI. Firma formalnie zarządzała funduszami, zlecając wykonywanie tej usługi najpierw DM W Investments, a następnie MFM Fund Management. To popularny na naszym rynku model funkcjonowania zamkniętych funduszy inwestycyjnych. Po decyzji KNF administrowanie funduszami przejął Raiffeisen Bank Polska. Miał trzy miesiące na podpisanie umowy z nowymi firmami zarządzającymi. Przejęciem wszystkich czterech funduszy zainteresowane było GO TFI, pieczę nad Inwestycjami Rolnymi gotowy był przejąć Saturn TFI. Na zeszłotygodniowych walnych zgromadzeniach inwestorów żaden z podmiotów nie zyskał akceptacji uczestników funduszy. Z naszych informacji wynika, że na tych zarządzających nie zgodziłaby się KNF. – Dla banku, który teraz będzie prowadzić skomplikowany proces likwidacji oraz odpowiadać za jego przebieg i efekty przed inwestorami oraz Komisją Nadzoru Finansowego, znalezienie dla funduszy nowego zarządzającego było jednym z priorytetów i głównych obowiązków w ramach funkcji reprezentanta. Nie ukrywaliśmy też, że w naszej ocenie kontynuacja daje większe możliwości inwestorom niż likwidacja. Z przyczyn obiektywnych nie udało się jednak znaleźć następcy, który przejąłby zarządzanie tymi funduszami. Teraz ważne jest, by cały proces odbywał się w sposób uporządkowany, systematyczny i przejrzysty – mówi Ignatowicz. Na razie jednak inwestorzy nie wiedzą, co będzie likwidowane. Fundusze mają skomplikowaną, piętrową strukturę. Aktywa kupowały za pośrednictwem spółek zależnych, powiązanych ze sobą wzajemnymi inwestycjami. Od czerwca zeszłego roku nabywcy certyfikatów próbowali wprowadzić zmiany w statutach, dające im prawo wglądu w operacje finansowe funduszy. Bezskutecznie. Ostatnie potwierdzone informacje o aktywach funduszy pochodzą ze sprawozdań rocznych za 2016 rok. Od kilku miesięcy certyfikaty funduszy nie są wycenia, raporty za I półrocze 2017 roku nie zostały opublikowane. Z szacunków wynika, że aktywa funduszy mają wartość ok. 430 mln zł. W zeszłym roku stopniały o 20-30 proc. Obecnie Raiffeisen deklaruje, że rozważy zmiany w statutach. Dla inwestorów to ważne, bo łatwiej będzie im dochodzić ewentualnych roszczeń wobec firm zaangażowanych w zarządzanie i obsługę funduszy – Są podstawy prawne, żeby dochodzić roszczeń przynajmniej od kilku firm. Chodzi o zarządzających funduszami, sprzedawców certyfikatów, depozytariusza funduszy czy firmę, która gwarantowała nabywcom certyfikatów określone stopy zwrotu – mówi adwokat Tomasz Majkowycz z kancelarii kPM Legal, reprezentujący klientów funduszy. – W warunkach emisji przynajmniej niektórych serii certyfikatów brakuje informacji o ryzyku kredytowym, która z reguły pojawia się w przypadku tego typu funduszy. To daje pewne podstawy do stwierdzenia, że nabywcy certyfikatów nie byli świadomi wszystkich istotnych aspektów związanych z inwestycją. – dodaje Majkowycz. Jednak na drogę sądową inwestorzy będą mogli wstąpić dopiero po likwidacji funduszy, która – według deklaracji Radosława Ignatowicza – może potrwać nawet pięć lat. Wtedy dowiedzą się czy i jakie ponieśli straty. Majkowycz zwraca uwagę, że do tego czasu otwarta pozostaje droga do zawarcia porozumienia z firmami, które mogły narazić nabywców certyfikatów na straty.- Nie warto zaniedbywać żadnego sposobu do odzyskania pieniędzy – mówi prawnik. >>> Czytaj też: Inwestorzy nie mogą wypłacić pieniędzy z funduszy MFM. Powód? Brak gotówki