Koniec koniunktury,…

Koniec koniunktury, spowolnienie eksportu. Resort finansów ujawnia problemy, które PiS ukrywa

https://www.wykop.pl/link/4912565/koniec-koniunktury-spowolnienie-eksportu-resort-finansow-ujawnia-problemy/

Ministerstwo Finansów w strategii budżetowej wskazuje na szereg problemów polskiej gospodarki, o których Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński nie lubią mówić głośno. Resort opublikował „Wieloletni plan finansowy państwa na lata 2019-2022”. Program konwergencji, który zawiera, nie pasuje do propagandy sukcesu

„Wszystko wskazuje na to, że w ujęciu cyklu wzrostowego osiągnięty został górny punkt zwrotny, co oznacza początek fazy cyklicznego spowolnienia” – pisze Ministerstwo Finansów.

Domknięcie luki VAT nie starczy na „Piątkę PiS”

pokaż spoiler #polska #polityka #gospodarka #ekonomia #finanse #neuropa

1,6 mln ubogich Polaków żyje za poniżej 600 zł miesięcznie

psav zdjęcie główneStoliczku, nakryj się” – tym zaklęciem prawie 1,6 mln ubogich Polaków, żyjących za poniżej 600 zł miesięcznie na osobę, chciałoby zaczarować rzeczywistość. Ale to nie wystarczy. Samotne matki, osoby starsze, bezrobotni i wykluczeni – to do nich trafiają produkty wycofane ze sklepowych półek i magazynów. Darczyńców jest wielu. Producenci, którzy nie sprzedadzą partii jogurtów, bo na wieczkach źle nabił się kod kreskowy. Rolnicy, którzy z powodu rosyjskiego embarga na polską żywność mieli nadwyżki jabłek. Hurtownicy, od których sklep nie weźmie towarów w pomiętych opakowaniach. Wreszcie – markety i indywidualni klienci, którzy dorzucają się do wspólnego kosza najczęściej przy okazji przedświątecznych zbiórek. >>> Czytaj też: Milton miał rację. Z ubóstwa wychodzi się dzięki pracy, a nie zasiłkom  
Zanim produkty trafią na stół potrzebujących, przejdą jeszcze przez co najmniej dwie instytucje: działające regionalnie banki żywności i lokalne organizacje, takie jak domy samotnej matki, jadłodajnie, ośrodki pomocy społecznej. Razem współtworzą niewidoczny dla większości Polaków system wsparcia. Tylko w ubiegłym roku przeszło przez niego ponad 66 tys. ton jedzenia.
(Nie)wymuszona filantropia
To wciąż za mało, ale już wkrótce pomoc może popłynąć szerszym strumieniem. Wzorem Francji czy Czech, które postanowiły powstrzymać marnowanie żywności na poziomie dużych sklepów, do wdrożenia odpowiednich regulacji szykuje się polski rząd. Ustawa, która nałoży na dyskonty obowiązek przekazywania za darmo jedzenia o dobiegającym końca terminie ważności oraz płacenia 10 gr za każdy kilogram zmarnowanego towaru, miała trafić pod obrady Sejmu jeszcze w kwietniu. Według szacunków Federacji Polskich Banków Żywności nowe przepisy pozwoliłyby ocalić nawet 100 tys. ton żywności rocznie z samych sklepów. Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP  

Prywatyzacja OFE obniży dochody przyszłych emerytów? „Popełnimy taki błąd, jak Wielka Brytania”

psav zdjęcie główne- Prywatyzacja kapitałowej części systemu emerytalnego doprowadzi do spadku świadczeń emerytalnych przyszłych emerytów – mówi w rozmowie z MarketNews24 Oliwia Komada, główna ekonomistka ośrodka analitycznego GRAPE. – Podjęcie racjonalnej decyzji jest niezwykle trudne i jest to przekładanie odpowiedzialności z instytucji państwowych, które mają potrzebną wiedzę o systemie emerytalnym, na obywatela, co nie wydaje się rozsądne.Po likwidacji OFE system emerytalny ma być oparty na trzech filarach. Te trzy filary to ZUS, Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) oraz Indywidualne Konta Emerytalne (IKE). Polacy będą mieli wolny wybór, gdzie ulokować pieniądze z OFE. Transferowi do IKE będzie towarzyszyć pobranie opłaty przekształceniowej. Opłata ma wynieść 15 proc. zgromadzonych oszczędności w OFE.- Podobną zmianę wprowadzono niedawno w Wielkiej Brytanii, gdzie pozwolono obywatelom samodzielnie decydować co chcą zrobić z pieniędzmi, które zgromadzili w systemie emerytalnym – wyjaśnia O.Komada. – Po czterech latach wiemy, że rozsądny sposób zarządzania tymi środkami wybrało 12 proc. osób.psav video target

Nigdy nie podawajcie nikomu…

Nigdy nie podawajcie nikomu kodu BLIK-a na Facebooku. I uważajcie na ludzi ze smartfonami/laptopami przy bankomatach. Oto historia naszej Czytelniczki, która bliksawicznie straciła 1500 złociszy. Uczulcie na ten atak znajomych!
https://www.wykop.pl/link/4907763/uwazaj-na-ludzi-pod-bankomatami-ze-smartfonami-w-reku-lub-takich-z/

#security #bezpieczenstwo #niebezpiecznik #hacking #pieniadze #finanse #banki #facebook

Waloryzacja emerytur i rent w 2020 roku. Policzyliśmy, o ile wzrosną świadczenia

psav zdjęcie główneJak wynika z wyliczeń DGP, przyszłoroczna waloryzacja emerytur wyniesie 3,24 proc. Taki wskaźnik wynika z prognoz wzrostu realnej płacy zawartych w Aktualizacji Planu Konwergencji oraz inflacji gospodarstw emeryckich, czyli wzrostu cen usług i towarów najczęściej przez nie kupowanych. Nowa wielkość zostanie zapisana w przyszłorocznym budżecie i na tej podstawie planowane będą wydatki na świadczenia z ZUS. To oznacza, że minimalna emerytura, która dziś wynosi 1100 zł, wzrosłaby o 35 zł, a przeciętna emerytura w wysokości ok. 2200 zł zostałaby podwyższona o 71 zł. >>> Czytaj też: Budżetowa niespodzianka: zamiast większego deficytu ma się pojawić nadwyżkaNasi rozmówcy z rządu zwracają uwagę na dwie sprawy. Przede wszystkim jest mało prawdopodobne, by politycy nie zdecydowali się na powtórkę z tego roku, kiedy zamiast podnosić emerytury o niski wskaźnik (2,86 proc.), rząd zaproponował waloryzację mieszaną z minimalną kwotą podwyżki 70 zł. Powtórka tego wariantu jest bardzo realna. Ponadto budżet na 2020 r. będzie przyjmowany przed końcem września, w samym środku kampanii wyborczej, a emeryci to dla PiS jedna z najważniejszych grup elektoratu. I dlatego, jak wynika z naszych rozmów, PiS rozważa ogłoszenie, że dodatkowa trzynasta emerytura – wbrew temu, co zakłada przygotowany przez Ministerstwo Finansów najnowszy Wieloletni Plan Finansowy – będzie rozwiązaniem stałym, a nie jednorazowym. Tym bardziej że tegoroczna operacja zostanie sfinansowana raczej bez problemów ze względu na rekordowo wysokie wpływy ze składek na ZUS. W styczniu i lutym pokrywały one wydatki Zakładu niemal w 80 proc. Ostateczny wskaźnik wzrostu emerytur i rent będzie znany w lutym 2020 r., gdy GUS poda dane o inflacji i wzroście płac w tym roku.Jak wyliczył DGP, wskaźnik waloryzacji świadczeń w 2020 r. wyniesie 3,24 proc. Byłby więc nieco wyższy niż tegoroczny.W aktualizacji planu konwergencji (APK), opublikowanej przedwczoraj przez resort finansów, znalazły się dane, dzięki którym można przewidzieć wskaźnik waloryzacji emerytur i rent. Ustawowy wzór podwyżki oblicza się, dodając do wskaźnika inflacji przynajmniej 20 proc. realnego wzrostu płac.Analitycy MF przewidują, że inflacja w całym 2019 r. wyniesie średnio 1,8 proc., ale jak wynika z naszych informacji, jeszcze wyższa jest prognoza inflacji w gospodarstwach domowych emerytów i rencistów – wynosi 2,1 proc. Ustawa o rentach i emeryturach stanowi, że przy liczeniu podwyżki świadczeń bierze się pod uwagę wyższy z tych wskaźników. Z kolei w APK można przeczytać, że „realny wzrost wynagrodzeń przyspieszy w 2019 r. do 5,7 proc. r./r., by w horyzoncie prognozy stopniowo się obniżać”.20 proc. wzrostu płac to 1,14 pkt proc., a jeśli dodamy do tego zwykły wskaźnik inflacji, otrzymamy 3,24 proc. – właśnie tyle miałaby wynieść podwyżka emerytur. W praktyce oznacza to, że dla średniej emerytury podwyżka przy waloryzacji wskaźnikiem 3,24 proc. wyniesie niepełne 72 zł, ale przy emeryturze w wysokości 3500 zł będzie to już 113 zł. Możliwa jest korekta tego wskaźnika, bo ustawa mówi, że 20 proc. to minimum, a rząd po konsultacji z partnerami społecznymi może zastosować wyższy wskaźnik.– Będziemy do tego namawiać, ale na razie jest za wcześnie na dyskusję, bo rząd pokaże partnerom społecznym propozycję wskaźnika waloryzacji emerytur w czerwcu – stwierdza Henryk Nakonieczny z Solidarności. Tego typu sposób promuje osoby o wyższych świadczeniach. Niezbyt podoba się to rządowi, który szuka sposobów, żeby w miarę możliwości wspierać emerytów i rencistów o niskich świadczeniach. Od momentu przejęcia władzy przez PiS już dwukrotnie mieliśmy waloryzację mieszaną z gwarantowaną minimalną kwotą podwyżki.W 2017 r. było to 10 zł, a w tym – już 70 zł. Oprócz tego dwa razy – w 2016 r. i w tym roku – PiS wprowadził jednorazowe dodatki dla emerytów. Wszystkie te sposoby sprawiają, że transfery dla osób o niższych świadczeniach są relatywnie wyższe. Na przykład tegoroczna podwyżka o minimum 70 zł spowodowała, że minimalne świadczenia wrosły o blisko 7 proc., a przeciętne wynagrodzenie o 3 proc. Z tego powodu prawdopodobna jest powtórka wariantu z waloryzacją mieszaną. PiS zresztą walnie przyczynił się do zwiększenia grupy emerytów o niższych świadczeniach, obniżając wiek emerytalny. Efektem tego ruchu był spadek przeciętnej wysokości nowo ustalanych świadczeń.Emeryci i renciści to ponad 9 mln osób z jednej z najważniejszych dla PiS grup wyborców. Świadczy o tym błyskawiczne uchwalenie Emerytury plus, by potencjalni wyborcy jeszcze w maju mogli otrzymać świadczenie. To, że będzie ono zaprogramowane na przyszły rok, jest pewne. Taka pozycja znajdzie się w projekcie budżetu na 2020 r. Rząd będzie pracował nad nim we wrześniu, gdy ruszy kampania parlamentarna. Jak wynika z naszych informacji, PiS rozważa uczynienie z tego stałego mechanizmu. Taka ustawa mogłaby być zgłoszona obok projektu budżetu i byłaby wyborczym atutem.Wyliczony przez nas wskaźnik waloryzacji zapewne w tej wysokości zostanie zapisany w budżecie. Należy pamiętać, że nie jest on jednak ostateczny – taki poznamy w lutym 2020 r. już nie na podstawie prognoz, lecz faktycznych danych o inflacji i wzroście płac za 2019 r. Tegoroczny wskaźnik podwyżki pokazany w projekcie budżetu był nieco wyższy (3,26 proc.) niż ostateczna podwyżka (2,86 proc.). Różnica była efektem inflacji niższej od prognozowanej.Zdaniem Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Crédit Agricole, możliwe jest, że w przyszłym roku realny wzrost płac będzie niższy niż założony w APK. – Nie będzie eksplozji płac w budżetówce, a w sektorze prywatnym wejście w życie PPK i zniesienie 30-krotności spowodują, że realnie nie urosną one aż o tyle, ile prognozuje APK – mówi ekonomista. Jego zdaniem wzrost płac wyniesie ok. 4,5 proc. W takim przypadku wskaźnik waloryzacji byłby minimalnie niższy i wyniósłby 3 proc. >>> Czytaj także: Tak drogiej benzyny nie było w Polsce od 4 lat. Co się dzieje na rynku paliw?

Z OFE lepiej do ZUS niż do IKE?

psav zdjęcie głównePobranie 15-procentowej opłaty przekształceniowej za przejście z OFE (otwarty fundusz emerytalny) do IKE (indywidualne konto emerytalne) niewiele różni się od koncepcji zapłaty standardowego podatku od przyszłej emerytury w ZUS. Zakładając oczywiście, że nasze przyszłe świadczenie w całości będzie objęte stawką pierwszego progu podatkowego. Można się spierać, który model przyniesie wyższą roczną stopę zwrotu. Dla uproszczenia warto przyjąć, że będzie ona podobna i w obu przypadkach wyniesie w ujęciu nominalnym np. 5 proc.Kto zapłaci za zarządzanie w IKE?Średnio w OFE mamy gromadzone po ok. 10 tys. zł. Przyjmijmy zatem, że w obu formułach (ZUS i IKE) zarobimy nominalnie 5 proc. rocznie przez kolejne 25 lat od naszego początkowego kapitału. W rezultacie przy wariancie z IKE po 15-procentowej opłacie przekształceniowej (8,5 tys. mamy na start) dostajemy po 25 latach 28 800 zł. Od tej kwoty nie płacimy już podatku. W ZUS natomiast otrzymamy ok. 33 900, ale po potrąceniu podatku będzie to 27 800, czyli nawet o 1 tys. zł mniej. Czemu więc lepiej zostać w ZUS?W prywatnej instytucji należy się liczyć z prowizją od zarządzania naszymi środkami. Trudno sprecyzować jej procentową wartość, ale np. w PPK będzie ona wynosić 0,5-0,6 proc. rocznie od całości aktywów. Dane KNF z kolei zamieszczone w cokwartalnych raportach o rynku OFE pokazują, że rocznie opłata za zarządzanie aktywami w OFE wynosi ok. 800 mln zł (ze 160 mld zł zgromadzonych aktywów), czyli także mniej więcej 0,5 proc. każdego roku. Należy zatem spodziewać się podobnej opłaty w przypadku konta IKE powstałego po przekształceniu OFE. To jednak poważnie zmienia wyniki naszych obliczeń. Tracimy kolejne naście procentJeżeli okaże się, że nasze środki z OFE będą w IKE objęte opłatą za zarządzanie stawką 0,5 proc. rocznie, wtedy po 25 latach wcale nie dostaniemy 28 800 zł, tylko o 11,7 proc. mniej, czyli 25 400 zł (kalkulator wpływu opłaty za zarządzanie w tym przypadku jest dostępny na stronie australijskiego odpowiednika polskiego KNF, czyli Australian Securities & Investments Commission „Managed funds fee calculator”). W przypadku dłuższego oszczędzania (np. 30 lat) prowizja sięga już prawie 14 proc. finalnie zgromadzonego przez nas kapitału. W rezultacie w większości przypadków zdecydowanie lepiej będzie zostawić te środki w ZUS, zakładając przyjętą opłatę za zarządzanie w IKE na poziomie 0,5 proc. rocznie.>>> Polecamy: Majstersztyk Morawieckiego: Zabiera 15 proc. mówiąc, że oddaje 100 proc. [OPINIA]

Jak likwidacja OFE wpłynie na giełdę? Oto możliwe scenariusze

psav zdjęcie głównePrzedstawione rozwiązanie w teorii jest całkiem proste – wszystkie pieniądze zgromadzone w OFE zostaną zwrócone obywatelom. Środki mogą być przelane na Indywidualne Konto Emerytalne (IKE), lub na indywidualne subkonto w ZUS. Środki przelane na IKE będzie można wypłacić dopiero po osiągnięciu wieku emerytalnego – jednorazowo, albo w ratach. Przy okazji pierwszego wariantu będziemy musieli jednak zapłacić 15 proc. ryczałtową opłatę przekształceniową. Premier Morawiecki argumentuje, że opłata jest elementem „zachowania sprawiedliwości”, ponieważ świadczenia z ZUS są objęte podatkiem wg stawki 18 i 32 proc., a środki wypłacane z IKE będą wolne od podatku. Pomijając wszelkie aspekty polityczne i rozważania jaki system emerytalny byłby na najlepszy, warto się zastanowić jaki wpływ reforma będzie miała na polski rynek kapitałowy. A będzie miała znaczny, ponieważ około 127 ze 163 mld zł środków zgromadzonych w OFE ulokowane jest w udziałach spółek na GPW. Sam premier przyznaje, że reformę należy przeprowadzić ostrożnie, aby nie wykreować szoku podażowego na warszawskiej giełdzie. >>> Czytaj też: OFE do wygaszenia z 15-proc. prowizją dla państwaŚrodki, które obywatele zdecydują się pozostawić na IKE będą cały czas zarządzane przez PTE, które z czasem przekształcą się w TFI. Te, zarządzając pieniędzmi na IKE, mają być objęte wieloletnim planem obniżania zaangażowania w akcje spółek na GPW o 2,5 pkt proc. rocznie, celem ograniczenia sztucznie wykreowanej podaży.Powyższe ewolucyjne rozwiązanie wydaje się bezpieczne dla rynku kapitałowego. Jednak co się stanie w skrajnym przypadku jeśli obywatele zdecydują się przelać wszystkie pieniądze do ZUS? Trudno sobie wyobrazić, aby państwowy ubezpieczyciel zarządzał takimi aktywami ulokowanymi w akacjach, bo nie ma do tego odpowiedniej kadry i nie jest to jego zadaniem. Czy zatem wszystkie akcje posiadane przez OFE miałyby zostać jednorazowo sprzedane, aby wygenerować gotówkę? To też mało prawdopodobne, bo wywołałoby ogromny szok podażowy i katastrofę na rynku akcji. A może rząd pokusi się wtedy o „wydrukowanie” pieniędzy? W końcu nasze emerytury to tylko zapis na subkoncie w ZUS, a pieniądze te będą trafiały na rynek dopiero w momencie przejścia na emeryturę, czyli małe jest ryzyko powstania inflacji. Wtedy udziały w spółkach należące do tej pory do OFE mogłyby zostać przejęte przez Skarb Państwa albo PFR. To byłoby bardzo niebezpieczne, ponieważ na rynku jest wiele spółek, które są uważane za prywatne, a różne OFE posiadają w nich po kilka-kilkanaście procent udziałów. W ciągu jednak dnia takie podmioty mogłyby zostać znacjonalizowane. Taki scenariusz wydaje się być na ten moment bardziej political-fiction, ale przedstawiony projekt reformy jest póki co pozbawiony konkretów, a uczestnicy rynku muszą brać pod uwagę różne scenariusze, w tym te skrajnie pesymistyczne. >>> Czytaj też: Deficyt będzie niższy, ale rząd szykuje wyższą akcyzę na alkohol i papierosyAutor: Wojciech Bartosik, Analityk Michael/Ström Dom Maklerski

Prezes PFR: Zdecydowana większość uczestników OFE przystąpi do IKE

psav zdjęcie główneOsobiście uważam, że zdecydowana większość uczestników OFE przystąpi do IKE. Jestem przekonany, że to jest po prostu korzystne dla nich rozwiązanie – środki są dziedziczone, można z nich swobodnie skorzystać po osiągnięciu wieku emerytalnego. Na samej opłacie [przekształceniowej] nawet się zarabia w stosunku do tego, jak opodatkowana jest emerytura” – powiedział Borys w radiu Tok FM. Środki przenoszone z OFE do IKE zostaną obciążone 15-proc. opłatą przekształceniową. Wypłaty emerytur z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) podlegają opodatkowaniu według zwykłych stawek PIT. Jak podała wcześniej Komisja Nadzoru Finansowego (KNF), na koniec marca br. liczba członków OFE wynosiła 15,84 mln, a wartość aktywów netto funduszy – 161,72 mld zł. Według danych KNF, na koniec 2018 r. IKE posiadało 995,7 tys. osób (na koniec 2017 r. 951,6 tys. osób), co stanowiło 5,8% liczby osób pracujących. Wartość rynku IKE pod względem zgromadzonych aktywów wyniosła 8,7 mld zł (wzrost o 9,2% w porównaniu do stanu na koniec 2017 r.) ­ najwięcej aktywów IKE zgromadzono w funduszach inwestycyjnych (2,7 mld zł) i w zakładach ubezpieczeń (2,6 mld zł). Premier Mateusz Morawiecki poinformował wczoraj na konferencji prasowej, że rząd przedstawia propozycję przeniesienia całości środków z OFE na prywatne, indywidualne konta emerytalne. Możliwe też będzie pozostawienie całości środków na koncie w ZUS. Same OFE zostaną przekształcone w fundusze inwestycyjne i zachowają ciągłość działania. Borys: Środki z nowego IKE można wypłacić po osiągnięciu wieku emerytalnegoŚrodków z nowych indywidualnych kont emerytalnych (IKE), w które mają przekształcić się otwarte fundusze emerytalne (OFE) nie będzie można wypłacić przed osiągnięciem wieku emerytalnego, ponieważ nie byłoby to zgodne z prawem, poinformował prezes Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) Paweł Borys.”Środków z nowego IKE nie będzie można wypłacić [przed osiągnięciem wieku emerytalnego], ponieważ nie byłoby to zgodne z prawem – to są środki ze składki emerytalnej i muszą być przeznaczone na cele emerytalne” – powiedział Borys w Tok FM.Środki z obecnie istniejących IKE można wypłacić po ukończeniu 60 lat, a także wcześniej – jednak wówczas środki te będą obciążone podatkiem od zysków kapitałowych.”Będzie ciągłość działania funduszy emerytalnych – one będą tylko przekształcone w fundusze inwestycyjne i będą zarządzane przez te same instytucje. Czyli jeżeli ktoś w danej instytucji ma OFE, to w tej samej instytucji będzie miał IKE. Jeżeli jednocześnie ma IKE w innej instytucji, to będzie mógł te dwa IKE w pewnym momencie połączyć” – wyjaśnił także prezes PFR.Jak podała wcześniej Komisja Nadzoru Finansowego (KNF), na koniec marca br. liczba członków OFE wynosiła 15,84 mln, a wartość aktywów netto funduszy – 161,72 mld zł.Według danych KNF, na koniec 2018 r. IKE posiadało 995,7 tys. osób (na koniec 2017 r. 951,6 tys. osób), co stanowiło 5,8% liczby osób pracujących. Wartość rynku IKE pod względem zgromadzonych aktywów wyniosła 8,7 mld zł (wzrost o 9,2% w porównaniu do stanu na koniec 2017 r.) ­ najwięcej aktywów IKE zgromadzono w funduszach inwestycyjnych (2,7 mld zł) i w zakładach ubezpieczeń (2,6 mld zł).Premier Mateusz Morawiecki przedstawił wczoraj propozycję przeniesienia całości środków z OFE, w kwocie 162 mld zł, na prywatne, indywidualne konta emerytalne. Możliwe też będzie pozostawienie całości środków na koncie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych (ZUS). Same OFE zostaną przekształcone w fundusze inwestycyjne i zachowają ciągłość działania. Środki przenoszone z OFE do IKE zostaną obciążone 15-proc. opłatą przekształceniową. >>> Czytaj też: OFE do wygaszenia z 15-proc. prowizją dla państwa